Wszyscy ludzie Firewall odc. 22 – Welcome to Earth!

Ariffa Salome Medea (Madzia) – Niegdyś ośmiornica z podgonioną ewolucją (uplift) z niewielkiej sekty, czczącej niejakiego Cthulhu, mającej swą siedzibę w małym habitacie gdzieś w okolicach Neptuna (frakcja – Brinker). Fajter co się zowie z gnatem w niemal każdej macce. Obecnie upgrade’owana furia, w dodatku facet, w dodatku o arysjkim wyglądzie. Muza: lewacki i anarchizujący kryl o imieniu Kryl.

James van Buren (Jaro) – szpieg, potomek pierwszych kolonistów, którzy musieli wyemigrować z Afryki Południowej bądź Holandii. Z tego względu poczuwa się do solidarności wobec anarchistów (frakcja). Nietypowy morf: phase, będący połączeniem zalet społecznych sylfa oraz umiejętności infiltracyjnych ducha, pozwala mu poczuć się niczym niejaki James Bond. Całkiem niezły haker. Muza: Phoebe, elfiej urody konstrukt przypominający bohaterki sieciowych gier RPG.

Saad Kamal (Damian) – spec od zaawansowanych technologii, mechanik, elektronik, złota rączka z ego uploadowanym do morfa liquid steel (możliwości T-1000 z Terminatora 2), na co dzień niczym z wyglądu nie różni się od człowieka (uroda arabska), choć jest syntetykiem. Po utracie morfa wrócił do otrzymanego niegdyś remade’a, łysego, atletycznego o wielkiej głowie. Potomek pierwszych kolonistów, wspiera tytańską frakcję (ma własną mikrokorporację). Muza: Mikrobi (wiadomy robot z legendarnego serialu animowanego produkcji węgierskiej).

Scenariusz Killsat is faction – własny c.d. – nadszedł wreszcie ten dzień. W ramach ostatniego zadania w służbie Konstelacji Morningstar agenci wraz z grupą desperatów zwanych Pastfinders mieli przedrzeć się przez orbitalny kordon i wylądować na spustoszonej Ziemi. Być może pierwszy i ostatni raz…

LLOTV Trinity

23.02 11 AF 8.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Wiza melodyjnym, mimo wady wymowy, głosem zaczęła wydawać komendy. Jej miły głos wypełnił wewnętrzną sieć „Texasu”, popłynął ciasnymi, dusznymi korytarzami, docierając do każdego zakątka przeładowanego do granic możliwości statku. Potężne sensory uderzyły w cybernetyczną ścianę kordonu, starając się zmapować każdy obiekt, satelitę, platformę czy cząstkę kosmicznego śmiecia. Nawigatorka równolegle współpracowała z AGI „Texasu” i koordynowała start obu LLOTVów, do których załadowali się członkowie ekspedycji. Dwudziestu jeden śmiałków w ciężkich kombinezonach próżniowych: kobiet, mężczyzn, neutrów szybko i sprawnie zajęło pozycje. Ci, którzy byli jedynie pasażerami, wpakowali się do ciasnych, pancernych wnętrz kapsuł ratunkowych, po raz ostatni sprawdzili osobisty sprzęt i zapięli uprzęże przeciwprzeciążeniowe. Piloci, operatorzy łączności, systemów ECM czy uzbrojenia, obsługa napędu przypięli się do obszernych stanowisk przed konsoletami i dziesiątkami ekranów. Głośniki miękkim głosem Wizy wyrzuciły z siebie strumień danych, załogi sprawdziły zgodność i podały gotowość do startu. Kapitan „Texasu” rozpoczęła procedurę odliczania. Zapłon!

„Texas” zwolnił magnetyczne cumy, a LLOTVy na zimno odpaliły silniki. Lądowniki, czterdziestometrowe kolosy powoli odbiły od statku-matki i majestatycznie rozpoczęły swą podróż. Kilka sekund później włączył się główny napęd, potężne silniki napędzane metalicznym wodorem rzygnęły ogniem i przeciążenie wbiło członków ekspedycji w oparcia. Oba wielkie lądowniki, pierwotnie przeznaczone do transportu setki pasażerów zostały przebudowane w zasadzie na promy desantowe. Wzmocniono ich napęd, dodano systemy broni, zagłuszania elektronicznego, wyposażono w militarne sensory. Dla laika nie różniły się od siebie, jednak pierwszy z nich – „Trinity” – posiadał gorsze wyposażenie sensoryczne, lecz za to silniejsze uzbrojenie. Poza przeciwrakietową baterią laserów Zack, jego pilot, wyposażył go w modułową wyrzutnię rakiet przeciwokrętowych. Natomiast drugi lądownik – „Alamo” – stanowił osłonę „Trinity”, choć słabiej uzbrojony (jedynie w lasery) miał dużo lepsze sensory i silniejszy moduł ECM. Bohaterowie zajęli miejsca w tym drugim. Ariffa przejęła stery (będąc lepszym pilotem od członka Pastfinders), Saad obsługiwał łączność i systemy zagłuszania. James wbił się w kapsułę, uznając, że nijak nie przyda się podczas lądowania.

[Od MG: Lądowanie nie przeprowadziłem li tylko fabularnie, lecz na jego potrzeby stworzyłem rodzaj minigry. Bohaterowie (w zależności od poziomu sukcesu w pierwotnym teście wybranej umiejętności) zdobywali znaczniki, każdy z nich pozwalał wpływać na kolejne testy, podczas których pilot LLOTV przebijałby się przez kolejne przeszkody – satelity, zapory, ataki dron i min etc. Każde użycie znacznika pozwalało przejąć na chwilę narrację opisać, w jaki sposób BG wpłynął na to, że lądownikowi udało się przetrzymać lub odeprzeć atak maszyn kordonu. Jeśli jednak obrona była nieudana LLOTV ponosił poważne konsekwencje, zależne od przeszkody. Miny uszkadzały silniki, rakiety potrafiły zdehermetyzować pojazd i niszczyć systemy pojazdu, lasery niszczyły sensory, uzbrojenie itd. Gracze kontrolowali oba lądowniki, tzn. jeden z nich wcielił się w Zacka i za niego rzucał kostkami.]

Bezosobowe komunikaty systemu rządzącego Kordonem w ułamku sekundy dotarły do Texasu oraz obu LLOTV, żądając wyjścia ze strefy zakazanej. Ekrany radarów zapłonęły wściekłą czerwienią, gdy aktywowały się drony hunter-killer. Tymczasem lądowniki podążały zaprogramowaną trasą, spadając w studnię grawitacyjną Ziemi. Operatorzy ECM uruchomili systemy zagłuszania. Flary i wabiki ogłupiły część rakiet. Jednak „Trinity” chwilę później zgłosił trafienie. Laser orbitalny poważnie uszkodził jeden z silników. Krótko potem „Alamo” oberwał rakietą, tracąc uzbrojenie i systemy zagłuszania. Załoga robiła co mogła. Ariffa i Zack manewrowali, kryjąc się wśród kosmicznego śmiecia, gubiąc drony, zrzucając z siebie namiary platform bojowych. W połowie drogi platformy odpaliły kilkanaście wielostopniowych rakiet przeciwokrętowych. Mimo świetnych manewrów i doskonałej pracy zagłuszania dwa pociski zdołały eksplodować w pobliży LLOTVów. Silnik „Alamo” został uszkodzony, oberwał jeden z zestawów sensorów „Trinity”. Ziemia zbliżała się w zastraszającym tempie. Lądownik Ariffy stracił silnik w kolejny z ataków (tym razem mobilne miny), a „Trinity” zanotowało trafienie w silniki, ale Kordon został za Pastfinderami!

I wtedy zawyły alarmy, a Wiza zameldowała, że jedna z platform odpaliła rakietę z ładunkiem termojądrowym, co jeden z członków ekspedycji skwitował głośno: „Znowu?!”. Lądowniki weszły w troposferę, gdy nastąpiła eksplozja. Potężny błysk i emisja promieniowania oślepiły sensory, ale dzięki doskonałym pilotom na tym się skończyło. Wydawało się, że najgorsze jest za bohaterami.

23.02 11 AF 8.04

Niebo wpierw zrobiło się granatowe, a potem niebieskie… Uszkodzone LLOTVy z wielką prędkość schodziły do lądowania. Piloci na ekranach widzieli już góry oraz ruiny Colorado Springs u ich podnóża, rozległe przedmieścia, popalone i okaleczone bryły drapaczy chmur w centrum. Kierowali się na teren stadionu, ustalone wcześniej miejsce lądowania. Ariffa bezbłędnie posadziła swój pojazd na zniszczonej i spękanej od gorąca tafli boiska. Wielki lądownik cały zniknął, skryty za ogromnymi trybunami stadionu. Zack wylądował 300-400 metrów dalej, w dodatku uszkodzony lądownik przechylił się i z głośnym zgrzytem oparł o jeden z ogromnych, przewróconych przez eksplozję budynków.

Załoga „Alamo” błyskawicznie opuściła pojazd. Personel bojowy (Jim, Kim i Lim) zajęli pozycje, a technicy i naukowcy w ekspresowym tempie, postawili hermetyczną kopułę ponad lądownikiem i stadionem. W tym czasie Zack i reszta zamaskowali „Trinity” i przedostali się na teren stadionu, który całkiem nieźle przetrwał Upadek. Jedynie jedna ze stron osypała się, tworząc wysokie rumowisko.

W ciągu kilku godzin baza została zabezpieczona, sensory i automatyczne systemy obrony rozstawione, cięższe i lżejsze pojazdy wyprowadzone a personel mógł zająć się przydzielonym zadaniami. Uważnie obserwowano miasto. Pozornie wymarłe okazało się jednak miejsce opanowanym przez maszyny TYTANów. Zaraz po lądowaniu namierzono sporą liczbę dron zwiadowczych przemierzających przestrzeń powietrzną nad ruinami. Wyłapywane dźwięki oraz namiary radarowe wskazywały, że i większych maszyn lądowych nie brakuje.

James wraz z jednym z komandosów (Jim? Kim? Lim?) ruszył na patrol. Leżąc pod płachtami maskującymi byli świadkami, jak do wydawałoby się ukrytego poza stadionem lądownika podlatuje większa z dron bojowych, wydając dziwny świergotliwy dźwięk i manewrując niczym mityczny pojazd z napędem antygrawitacyjnym, po czym kilkukrotnie ostrzeliwuje bronią energetyczną „Trinity”, a potem odlatuje.

O wszystkim zameldowali Zackowi.

by Andree Wallin

23.02 11 AF 13.00

Tymczasem ekspedycja sprawnie zajęła się organizacją kolejnych działań. Naukowcy (meteorolog, geolog, fizycy, specjaliści od TYTANów etc.) zbierali dane z sensorów, mapowali obszar misji itd. Muza nieco zaburzonego Gaspara, przyjaciela Zacka i jego prawej ręki, uruchomiła na wewnętrznej sieci (do której wpięto każdego z uczestników ekspedycji) streama radiowego, w którym puszczała antyczne szlagiery rockowe, komentując przebieg operacji afektowanym i podniosłym głosem stereotypowego radiowca („Gooooooood morning Earth!”).

Po południu przyszedł czas na pierwszy większy rekonesans. Zack przedstawił kilka opcji. Jedna z nich zakładała wykorzystanie automatycznych botów zwiadowczych. Było to najbezpieczniejsze, ale zarazem najmniej efektywne rozwiązanie. Całkiem skuteczny mógł okazać się zwiad lądowy, za którym głosowali bliźniaczy operatorzy. Miałby on polegać na wyruszeniu terenowym, uzbrojonym, buggym. Wreszcie najmniej bezpieczna opcja zakładała zwiad w lekkim, składanym samolocie. I na tym stanęło.

Ariffa weszła do delikatnego samolociku i przy wtórze rzewnej melodii emitowanej przez Radio Pastfinders wystartowała. Samolocik, monitorowany z ziemi, wzniósł się wysoko ponad ruiny i na bieżąco przesyłał informacje do bazy. Ariffa zrobiła kilka kółek ponad miastem. Póki co maskowanie elektroniczne sprawiło, ze boty TYTANów trzymały się od niej z daleko. Podlatywały czasem na kilkaset metrów i znikały. Ariffa skierowała się w kierunku imponującej bryły Cheyenne Mountain. Nadleciała nad drogę prowadzącą do kompleksu, rejestrując setki wraków zaściełających ziemię. Widać ludzie do końca próbowali się dostać do podziemnego centrum NORADu. Wreszcie samolot nadleciał nad górę i odkrył, iż główne wrota wciąż są zamknięte.

Wtedy wszystko się popieprzyło. Boty jakby oszalały. Jeden z nich zbliżył się na metr do maszyny Ariffy i niespokojnie omiatał ją sensorami. Potem zaatakował. Obrotowe ostrze wysunęło się z korpusu drony i odcięło skrzydło przy samym kadłubie. Lekki samolocik , wirując jak szalony, zanurkował ku ziemi. Ariffa z ledwością zdołała opanować maszynę, a potem wyskoczyła z niej 10 kilometrów nad ziemią. Ziemia wręcz rosła w oczach, a panikując Ariffa co chwilę słała w sieć Pastfinders prośby o pomocy. Wokół zaroiło się od botów. Zack i jego specjaliści na bieżąco informowali agentkę o sytuacji, doradzając przy tym otwarcie spadochronu na jak najniższym pułapie. Wreszcie agentka nacisnęła przycisk wyzwolenia czaszy. Srebrzysta, cieniutka jak pajęczyna materia wystrzeliła z pakietu wielkości dłoni i rozwinęła się nad głową pilotki. Chwilę potem Ariffa, wciąż monitorowana przez Zacka i jego zespół kryzysowy, wylądowała na opuszczonym polu golfowym.

W tym samym czasie Jim, Kim, Lim wraz z Jamese, i Saadem jak burza wpadli do buggy’ego. Jeden z operatorów strzelił zatrzaskiem na masywnym pałąku ponad siedzeniami, montując ciężki karabin wsparcia. Saad przypiął się do ramy i rozłożył snajperkę. James wziął drugi kaem i zainstalował się na siedzeniu pasażera. Jeden z komandosów docisnął pedał gazu i buggy wyprysnął z bazy, wyskoczył ponad rumowisko i ciężko wylądował na zawalonej wrakami pojazdów ulicy. Zaboksował w miejscu i wystartował. Czasu nie było wiele, bo w tym czasie Ariffa toczyła już ciężką walkę o przetrwanie. Niewielkie boty, kulisty lub o kształcie dysku otoczyły agentkę. Ta wydostała się z matni i najszybciej jak mogła pobiegła w stronę majaczących kilkaset metrów dalej zabudowań. Ostrzeliwując się z dwu peemów, kasowała co odważniejsze boty, ale jednocześnie widziała na tacnecie namiary z radarów bazy. Dziesiątki dronów zbliżały się w jej kierunku, w tym kilka cięższych maszyn, uzbrojonych w broń kinetyczną i rakietową.

Saad zgrywa się z trójką komandosów, wszyscy wszak są remade’ami, ludźmi 2.0.

MG: Buggy pędzi jak szalony. Pęd wyciska wam łzy z oczu.

James: Pfff nawet człowiek 2.0 sobie z tym nie poradzi.

Jim [Kim? Lim? W każdym razie NPC]: My umiemy płakać, ale tego nie robimy, bo nie chcemy!

Buggy z piątką bohaterów wydostał się z ruin i pędził w stronę pola golfowego. Ekipa ratunkowa utrzymywała stały kontakt z zestrzeloną. Kilkukrotnie sami znaleźli się w niebezpieczeństwie. W jednym przypadku bryła poskręcanego metalu ożyła na ich oczach i przemorfowała w ciężkiego bota na czterech nogach. Buggy zahamował, skręcił i odjechał, a długie serie z obu kaemów przyhamowały galopującego za nimi bota.

by Sanchiko

Ariffa dotarła do parterowego budynku, gdzie ukryła się na jakiś czas przed maszynami. Potem wysłała przed siebie Kryla (zainstalowanego w małej, latającej dronie) i dzięki stałemu obrazowi z jego kamery, wydostała się z pułapki, docierając do zabudowań miejskich. Tam zaalarmowana przez wrzask spanikowanego Kryla odruchowo wskoczyła do niemal zasypanego okienka piwnicznego. Chwilę później coś eksplodowało. Wedle Kryla jakiś humanoidalny robot celował do niej skryty na n-tym piętrze sąsiedniego drapacza chmur, z którego został tylko betonowy szkielet.

Buggy dojechał do kryjówki Ariffy i namierzył robota, o którym wspominał Kryl. Wyglądał jak jeden z bojowych droidów sprzed Upadku, mocno zużyty, z powgniatanym pancerzem. Robot skryty za betonową ścianą wyciągnął niewielki obiekt, rozłożył go i rozstawił na ziemi, przed swoją kryjówką. Potem podniósł broń przypominającą granatnik i wystrzelił kilka mikropocisków. Te nie uderzyły w agentów, lecz eksplodowały w przecznicy, z której przed chwilą wyjechał buggy. Po wszystkim droid sprawnie opuścił swoją pozycję, zeskakując po kilka metrów, z piętra na piętro.

James sprawdził ostrzelane miejsce (swoją muzą w bocie) i osmaloną stertę metalu, która właśnie zaczęła się składać. Wszystko wskazywało na to, że maszyny TYTANów toczą między sobą walkę. Przed załadowaniem się do buggy’ego agenci zabrali pozostawione przez droida urządzenie. Okazało się, że jest to mobilny sensor, który pozwala naprowadzać ogień żołnierzom pozostającym w bezpiecznej kryjówce. Gadżet był dość stary, nosił ślady zużycia, a na jednej ze ścianek był oznakowany: „Property of Marines Corps Co” (sprywatyzowany kilkanaście lat przed Upadkiem Korpus Piechoty Morskiej).

Buggy z uratowaną Ariffą i piątką operatorów bez problemu dotarł do bazy Pastfinders.

Po powrocie do bazy ekipa „bliźniaków” remade’ów częstuje jakimś mocnym alkoholem Ariffę, która wciąż przeżywa zestrzelenie. W tym damym czasie technicy, Zack i James obserwują ruchy giganta, który zbliża się do bazy.

James [patrząc na ekran komputera mapującego trasę maszyny]: Depnie nas!

Kim [Lim? Jim? W każdym razie już lekko wstawiony]: Depnąć? No trzeba coś depnąć!

James [z urazą]: Oni są pijani!

Lim [Jim? Kim?]: My możemy to we krwi rozłożyć w każdej chwili!

James: To czemu nie rozkładacie?

Saad: Możemy, ale nie chcemy!

23.02 11 AF 19.00

Zack zdecydował, że następnego dnia większość Pastfinderów opuści bazę i w opancerzonym transporterze kołowym (i w eskorcie buggy’ego) ruszy w stronę celu misji. Problem w tym, że sensory ekspedycji łapały coraz więcej namiarów maszyn. Szczególnie niepokojący był jeden z nich, bowiem wskazywał na obiekt mający kilkadziesiąt metrów wielkości. Członkowie ekipy ratunkowej widzieli go z kilku kilometrów, majaczył pośród chmury pyłów, kryjąc się wśród ruin. Teraz zdawało się, że powoli i metodycznie przeczesuje teren. Wedle obliczeń za ok. 8 h miał dotrzeć do stadionu.

23.02 11 AF 21.00

BG po raz kolejny opuścili bazę i ruszyli na północ, w stronę owego namiaru. Zagłębili się w ruiny, unikali otwartego terenu, kryli się przed dronami w piwnicach, na piętrach budynków. I powoli zbliżali się do celu. Im bliżej byli, tym większą aktywność maszyn rejestrowali. Po czterech godzinach dotarli w pobliże tajemniczej maszyny. Słyszeli ogromny rumor pękających ścian, rozsypujących się budynków. Dopadli jednego z wieżowców i wspięli się na górę. Porzez zniszczoną ścianę dostrzegli kilkudziesięciometrową górę stali, kabli, metalowych prętów, fragmentów maszyn. Na ich oczach amorficzny twór zaczął się przekształcać, wyrosły mu dwie, groteskowe nogi, korpus, płaski łeb opatrzony pękami kabli, kamer, sensorów. I wreszcie ogromne łapy. Wielka Maszyna podniosła się i rozdeptała kilkunastometrową, wypaloną ruinę. TYTANi wiedzieli już, że ktoś tutaj wylądował. To „coś” zostało wysłane, by wytropić intruzów i ich zniszczyć.

24.02 11 AF 3.00

Zack omawia w meshu bazy zagrożenie ze strony giganta i możliwość zniszczenia startującego lądownika. Któryś z techników się bawi i nagle w AR bohaterów otwiera się okienko ze starożytnym filmem, w którym jakaś małpa na wieżowców strąca łapami przedpotopowe samolociki.

Ariffa: To chyba z Charlie Chaplina.

Technik [NPC]: Eeee, raczej ten… no.. Flip i Flap.

James [krytycznie]:  Flip to który, ten małpolud?

Drugi technik: Eeeee nieeee, to z tego filmu co ludzie pilotują roboty i walczą z potworami z głębin morskich!

BG zdołali powrócić do bazy na ok. 2 h przed przybyciem Maszyny. Tam wraz z wrakiem opracowali plan ewakuacji. Przede wszystkim wymontowali wszystko co cenne z uszkodzonego „Trinity” i przenieśli do bazy w stadionie. Dodatkowo zamaskowali kopułę i czekali. Kiedy Maszyna zamajaczy na horyzoncie Zack odpali autopilota w „Trinity”. Liczył (podobnie jak James, którego to był pomysł), że Maszyna i boty zainteresują się lądownikiem. W tym samym czasie Pastfinders opuszczą na wszelki wypadek bazę. Jeśli to będzie konieczne postarają się odwrócić uwagę giganta od stadionu, nawet własnym kosztem. Jeśli im się to nie uda i Maszyna odkryje bazę, stracą ostatni lądownik i jakąkolwiek szansę na ucieczkę z Ziemi.

by Dario Coelho

Ps. Uch, w moich odczuciu bardzo fajna sesja. Lądowanie ciekawe, choć w testach minigra była dużo bardziej mordercza, niż podczas rozgrywki.

Ps 2. Bardzo fajne scenki wyszły w bazie.

Ps 3. Trudno jest zajmująco opisywać zrujnowaną Ziemię. Ciągle staram się, by nie wpaść w streotypową wizję rodem z „Mad Maxa” czy Fallouta. Pytanie czy to wychodzi.

Reklamy

Komentarzy 11

  1. James ruszył na patrol?? Ta łajza poszła na szaber się obłowić pamiątkami z Ziemi do nielegalnego handlu, a nie na patrol!! Na patrol to polecałam JA! Poza tym kilka dronów zestrzeliłam, zanim mi skrzydła podcieli… i nie panikowałam, tylko prosiłam o wskazówki, jak się otwiera spadochron, bo nigdy tego nie robiłam. 🙂

    Sesja faktycznie fajna, fajnie wyszły interakcje z NPCami, w ogóle NPCe wyszły Ci bardzo nietuzinkowi i tacy… prawdziwi:)
    A Ziemia wyszła Ci bardzo fajnie, ja jako zwolenniczka Postapokalipsy chciałabym na takiej mieszkać, a to już coś 😀 Nie zajeżdża Mad Maxem, o to się nie martw. jest bardzo ciekawa, żywa w opisach i czuć, że zagrożenie jest duuużo większe niż Mutanty w Falloucie. 🙂 Jest nieobliczalne, jest wszędzie i to się czuje. Jedyne skojarzenie jakie miałam to z Molochem z Neuroshimy. Ale wychodzi super i chcę tam sobie kupić domek z ogródkiem, działkiem i zasiekami. 🙂

  2. Czyli demitologizacja Jamesa ciąg dalszy :). W zasadzie poszedł na patrol, a przy okazji chciał „suwenirów” poszukać :).

    No te drony strącane, to tam gdzieś sugerowałem. I panikowałaś. Spadając. Mocno panikowałaś:).

    Moloch i Skynet… Tak, w sumie trudno uniknąć nawiązań, gdy maszyny się buntują.

    A domek to jeszcze z automatycznymi działkami i polem minowym:).

  3. Się czyta i oczom nie wierzy. Człowiek życie (rzuć ie) ryzykuje żeby ośmiornicę z pola golfowego przywieźć nierozchlapaną (bo się zachciało patroli) a tu taka wdzięczność… Ale jakbym za szaber jej Rippera kupił to od razu by rura zmiękła.

    Ale nie kupię ;p

  4. Phh… i tak byś nie kupił… 😛 Nigdy nie kupujesz (foch).
    A za uratowanie duszy jestem wdzięczna i się kiedyś pewnie odwdzięczę i NIE BĘDĘ TEGO WYPOMINAŁA :))

    Szaber to szaber, i James w zasadzie poszedł na szaber, a przy okazji tylko chciał patrol zrobić 🙂 Nie, no ja nie narzekam, każdy może mieć jakieś hobby, kolekcjonowanie czy coś… 🙂 A przy okazji, ile kosztuje taki Ripper…?

    A miny przed domkiem to na wiosnę posadzę, spokojnie 🙂

    Acha, zapomniałam dodać – fajny pomysł z muzą – radiowcem w meshu 🙂 Jest okazja żeby zdeprymować gracza jedną dobrze dobraną piosenką i jeszcze się muzyką pobawić 🙂

  5. Reaper

    Enhancements: 360-Degree Vision, Access Jacks, Anti-
    Glare, Basic Mesh Inserts, Cortical Stack, Cyberbrain,
    Cyber Claws, Extra Limbs (4), Magnetic
    System, Mnemonic Augmentation, Pneumatic Limbs,
    Puppet Sock, Radar, Reflex Booster, Shape Adjusting,
    Structural Enhancement, T-Ray Emitter, Weapon
    Mount (Articulated, 4)

    Mobility System: Walker (4/20), Hopper (4/20), Ionic
    (12/40), Vectored Thrust (4/20)

    Aptitude Maximum: 40

    Speed Modifier: +1 (Reflex Booster)

    Durability: 50 (60 with Structural Enhancement)

    Wound Threshold: 10 (12 w/Structural Enhancement)

    Advantages: 4 Limbs, +5 COO, +10 REF (+20 with
    Reflex Booster), +10 SOM, Armor 16/16

    CP Cost: 100

    Credit Cost: Expensive (minimum 50,000+)

    http://eclipsephase.com/sites/default/files/reaper_wlogo.jpg?width=500&height=500&inline=true#img_1

    Słodziak, nie? 🙂

  6. Nazwę go pieszczotliwie „Wyrywaczem flaków” 😀

  7. No słodziak, słodziak… w sumie bliżej mi do niego niż do morfów humanoidalnych, przynajmniej ilość kończyn właściwa. Jakbyś nie miał kiedyś co z kasą z tego okropnego szabrownictwa zrobić…. ^.^ 🙂

  8. Reaper to broń ostateczna, na 90 % habitatów można w nim wejśc tylko szturmując śluzy :).

    A właśnie, nie macie propozycji muzy do radia? Jaro? Madzia?

  9. Ja mam jedną klasykę: Stan Bush – You’ve Got The Touch
    Na finał idealna.
    A chodzi Ci o pojedyncze utwory czy całe albumy?

  10. „Runaway” – napisałabym, ze z dedykacją dla jednej osoby, ale ostatnio to już domeną wszystkich się stało 🙂
    „Knockin’ on heaven’s door” – mam nadzieję że nie będzie potrzebna 🙂
    „I will survive” – pewnie jeszcze nie raz się przyda 🙂
    … no i kupa innych 🙂

  11. A na Reapera znalazłem już sposób… maskowanie 😀

    I powiedz że ktoś nie wpuści… 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s