Conan BRP odc. 56 – Messantyjskich eskapad ciąg dalszy

Sekcja żeńska:

Aegea (Madzia) – argosańska piratka już we własnej galerze korsarskiej „Twoja Stara”. Pragnie zemścić się na kupcach shemickich, którzy zatopili jej pierwszy okręt.  Piracka proweniencja nie przeszkadza jej być jednym z najlepszych strzelców Hyborii.

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść. Od pewnego czasu w wersji żeńskiej, wielkocycatej.

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu i mistrz rydwanu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, setnik aquilońskiej armii i gladiator, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym. Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

Argos PoitainPoranek i południe herosi spędzili w tawernie „Siedem żagli i osiem bander”. Chodziło głównie o to, by przeczekać upał panujący na ulicach stolicy Argos i dać więcej czasu Publiuszowi na wyleczenie się. Zresztą w tym czasie Aquilończyk z szkieletową załogą śmigał na galerze „Twoja Stara” po wodach zatoki messantyjskiej. Dopiero na kilka godzin przed zmierzchem ruszyli do dystryktu Areny, gdzie znajdował się dom, w którym Olidaro rok temu nakrył swoją żonę ze stygijskim magiem Nephri-Thothem podczas odprawiania mrocznych i nieodzownie bluźnierczych obrzędów.

Herosi, pocąc się obficie, bo mimo popołudnia słońce wciąż nieźle przygrzewało (ale przynajmniej można było wdziać ciężkie zbroje), przemierzyli bazar, imponujący Most Dzwonów z górującą nad nim wieżą zegarową i dotarli do dystryktu Areny. W cieniu wielkiego koloseum rozłożyła się na malowniczych, porośniętych cyprysowymi i pomarańczowymi gajami dzielnica piętrowych willi. Herosi błyskawicznie namierzyli dom, o którym wspominał Olidaro – dwupiętrowy budynek położony z dala od drogi, otoczony niewielkim, ale potwornie zarośniętym ogrodem. Herosi szybko i sprawnie się podzielili. Na teren posiadłości mieli wejść Aegea i Korgoth. Pozostali postanowili otoczyć dom i obserwować go, by uniemożliwić ewentualną ucieczkę. Publiusz zawitał do złotnika, którego warsztat znajdował się w pobliżu opuszczonego domu. Hanno z Rhodd podali się za osoby chcące wynająć w okolicy dom, toteż odwiedzili posiadłości położone po drugiej stronie opuszczonego domu. Choć nie wyglądali na osoby, które mogłyby tu cokolwiek wynająć (wygląd i mentalność najemnika), to udało im się dowiedzieć, że większość willi w tym rejonie należy do Antolia, królewskiego zarządcy i to on właśnie wynajmuje posiadłości.

MG: Trudno wam wiarygodnie udawać osoby, które chcą wynająć tutaj dom.

Rhodd: Dlaczego?

MG: Może dlatego, że jesteś obwieszona bronią? Wyglądasz jak najemnik, a obok ciebie stoi Hyperborejczyk. Ubrany w ciemne szaty, wysoki, blady, mroczne spojrzenie?

Korgoth (do Hanna): Kurwa! Wyglądasz jak kochanek Anji Orthodox!

Korgoth wraz z Aegeą podeszli pod wysokie ogrodzenie z kutego żelaza. Obojgu udało się wypatrzeć dwu strażników – jeden krążył wokół budynku, drugi, zamaskowany, zajął pozycję na jednym z drzew. Sam budynek z pozoru wyglądał na niezamieszkały, lecz dłuższa obserwacja pozwalała dostrzec takie szczegóły, jak szczelnie zamknięte okiennice, mocne mury, drzwi noszące ślady stałego użytkowania. Aegea zaczęła się kręcić przy ogrodzeniu, by odwrócić uwagę strażnika na drzewie (wreszcie okazała nieco negliżu, toteż sabotaż był perfekcyjny), w tym czasie Korgoth przelazł na drugą stronę, podkradł się, wspiął na drzewo i skręcił strażnikowi kark. Jak herosi przypuszczali, znaleźli na jego ramieniu tatuaż złotej czaszki. W tym czasie Rhodd z Hannem zrobili trasę wokół opuszczonego domu, wciąż udając klientów, a Publiusz po zakupie błyskotek u złotnika, zajął pozycje na jednym z górujących nad posiadłością wzgórz i obserwował, czy Aegea i Korgoth nie mają problemów.

Aegea przekroczyła ogrodzenie i dopadła domu. Bez trudu wspięła się po ścianie na dach, podpełzła do krawędzi przy balkonie na drugim piętrze i zaczęła nasłuchiwać. Ktoś był w  domu, nawet wielu ktosiów. Jeden z nich dawał komendy i tłumaczył jak bezgłośnie zabić, pozostali ćwiczyli zadając razy, po odgłosach można było wnioskować, ze manekinom. W tym czasie Korgoth stanął pod budynkiem, a obserwujący z góry Publiusz dostrzegł, że drugi ze strażników zaraz wyjdzie na Cymmeryjczyka. Gwizdem zaalarmował towarzysza, toteż strażnik po krótkiej walce został zlikwidowany.

MG: Nasłuchujesz z dachu, co się dzieje w środku… Ktoś omawia żywotne punkty na ludzkim ciele, mówi, jak trafić w nie sztyletem. Potem słychać, jak kilka osób zadaje ciosy manekinom.

Aegea: Szkolą się. Zaraz im wejdzie egzamin. Jeden z dachu, drugi przez okno.

Po wszystkim Hanno i Rhodd przeszli górą przez ogrodzenie (nie bez kłopotów u Hyperborejczyka), a krótko po nich Publiusz, który po prostu sobie rozgiął kraty w ogrodzeniu (piękna scena wyszła z tego!) Teraz pozostało tylko działać. Na sygnał bohaterowie rozpoczęli atak. Hanno z Publiuszem zaczęli wywazać drzwi. Korgoth wspiął się na pierwsze piętro, otworzył okiennicę i wszedł do środka, Aegea zeskoczyła na balkon, a Rhodd zaczęła się nań wspinać. Plan w założeniu nie był zły, ale padła koordynacja. Drzwi na parterze nie było łatwo wyważyć, a kiedy Publiuszem i Hanno to się udało, musieli stawić czoła dwóm bojownikom Złotej Czaszki uzbrojonym w długie zhaibarskie sztyletu lub argosańskie krótkie miecze. Korgoth bez problemu dostał się na piętro, ale nie udało mu się wedrzeć wyżej, gdyż na schodach zaatakowali go dwaj inni bojownicy. Najgorzej miała Aegea, nie dość, że Rhodd wyjątkowo powoli szła wspinaczka (kiepski rzut), to Argosanka wpadła prosto na ok. ośmiu zabójców i ich instruktora, Argosanina o szczurzej twarzy i paskudnych oczach.

Rozgorzała walka. Aegea wkroczyła do pomieszczenia, ale widząc ilość wrogów wycofała się na balkon. Po drodze ubiła jednego bojownika, na balkonie kolejnego, ale oberwała solidnie. Korgoth załatwił jednego z wrogów na schodach, ale dołączył kolejny. Hanno i Publiusz wreszcie przebili się przez drzwi i zwarli z dwoma przeciwnikami. Jednego załatwił Aquilończyk, drugiego drużynowy medyk wyjątkowo szczęśliwym rzutem sztyletem. Publiusz dołączył do Korgotha na schodach. W tym czasie Rhodd ledwo co dotarła do balkonu i od razu została zaatakowana. Wisząc na balustradzie, zdołała pchnąć włócznia i załatwiła bojownika, ale do walki włączył się ich przywódca. Aegea przyparta do balustrady, wskoczyła na nią i, balansując, odpierała kolejne ataki. Instruktor zdołał ją ranić a potem zeskoczył z balkonu wprost do ogrodu i rzucił się do ucieczki. Rhodd puściła się balustrady, by uniknąć kolejnych ataków. Pozostawiona samej sobie Aegea nie zdołała doczekać odsieczy w postaci Publiusza i Korgotha. Oberwała solidnie i spadła na ziemię. Złapała ją Bossonka i wezwała na pomoc Hanna, a potem rzuciła się w pościg za uciekającym zabójcą. Walka na górze skończyła się stosunkowo szybko, gdy Publiusz i Korgoth przebili się wreszcie przez schody. Hanno opatrywał Aegeę, która znalazła się na progu śmierci, pozostali przeszukiwali dom.

Rhodd gnała przez dzielnicę, ścigając zabójcę. Dotarła do Areny i tam straciła z oczu uciekiniera. Przewidziała jednak, że ten będzie starał się przebyć rzekę. Khorotas pryz ujściu miał ponad 300 metrów szerokości, ale dla zabójcy nie był to jakiś wielki dystans. Rhodd dojrzała, jak jej cel wskakuje do rzeki. Chwyciła za łuk i posłała dwie strzały za nim. Przeciwnik zanurkował i pod wodą zawrócił w stronę brzegu, Rhod ujrzała jeszcze jak kryje się między łodziami przycumowanymi do nabrzeża. Nie zamierzała odpuścić, stanęła na brzegu i… zabójca wyskoczył spod wody i wciągnął ją za sobą. Walka w wodzie nie jest niczym prosty. W dodatku Bossonka nie miała żadnego miecza lub sztyletu, a jej przeciwnik był uzbrojony. Oberwała raz czy dwa, ale wreszcie udało się jej chwycić zabójcę. Był od niego dużo silniejsza, toteż bez trudu przełamała jego chwyt i zaczęła go dusić. Wokół zaczął się już zbierać tłum miejscowych, ktoś nawoływał Patrol, a Rhodd zacisnęła dłonie na szyi wroga i patrzyła, jak ten sinieje jej w rękach. Jakimś cudem Argosanin wyrwał się wreszcie, choć był już bliski utraty przytomności. Rhodd niewiele myśląc, szarpnęła za tarczę wisząca jej na plecach i oburącz zadała cios. Za skutecznie. Ciężka tarcza rozłupała czaszkę zabójcy jak jajko. Trysnęła krew i mózg… Tyle z planów wzięcia przeciwnika żywcem.

W domu znaleźli sporo broni, ale niewiele informacji. Przesłuchano dwu żywych zabójców, ale niewiele to pomogło. W zasadzie jeńcy nie powiedzieli niczego, co dla herosów byłoby nowością. Ostatecznie wszyscy wrócili do portu, gdzie okazało się, iż ktoś przypuścił atak na galerę. „Twoja Stara” straciła żagle, które spłonęły ostrzelane przez nieznanych zamachowców. Mało tego piraci załadowali balistę i strzelili w miejsce, gdzie wedle nich kryli się „parszywi bandyci”. Efekt tego był taki, iż pocisk rozbił narożnik jednego ze spichlerzy. Skończyło się na opłacaniu rozeźlonego kupca złotem.

Wieczorem herosi ruszyli za miasto. Pozostało sprawdzić drugi trop – cmentarz. Czas naglił do święta Królewskiego Ucha zostało ledwie półtorej doby.

Cmentarz obstawiali żołnierze z Patrolu, którzy przekupieni, bez problemu otworzyli wrota starej nekropolii i wpuścili BG do środka. Sami wrócili do miasta, bowiem straż ochraniała to miejsce tylko w dzień. Stary cmentarz po raz ostatni był świadkiem pogrzebowej ceremonii jakieś 300 lat wcześniej. Obecnie był zamknięty, bowiem zmarłych zgodnie z mitraizmem kremowano. Nekropolia była zaniedbana. Zwykłe groby dawno się zapadły, a nagrobki zmurszały i rozsypały ze starości. Pozostały grobowce, czasem wręcz okazałe katakumby, w których pochowano arystokratów, niektórych jeszcze w czasach Wielkiej Plagi, która spustoszyła stolicę Argos. Co ciekawe miejsce nie wydawało się opuszczone. Herosi znaleźli porzucony sprzęt górniczy: kilofy, kosze na ziemię, oskardy etc. Wreszcie znaleźli zwłoki. W większości tragarzy i górników, prawdopodobnie wynajętych przez kogoś pracującego dla Zakonu Złotej Czaszki. Ciała były okaleczone, niektóre nadgryzione przez lokalne ścierwojady. Zresztą bohaterowie co i rusz dostrzegali w ciemnościach między nagrobkami przygarbione kształty, które bacznie im się przyglądały… Smród bił od nich cmentarny. Ghoule!

Herosi odnaleźli wreszcie grobowiec, do którego próbowali się dostać znalezieni nieszczęśnicy. Jako że praktycznie nikt nie umiał dobrze czytać (poza Publiuszem, a ten tylko po aquiloński) nie udało się ustalić, kto spoczywał w katakumbach. Hanno przerysował jedynie herb. Wrota do grobowca były zamknięte, ale znać było, iż wcześniej ktoś je otworzył i dopiero potem zamknął. Wszystko wskazywało na to, że coś wydostało się ze środka i przegnało robotników… Niektórych dorwało i zeżarło. Herosi dobyli broni i z trudem otworzyli wrota, a potem weszli do ciemnej i wilgotnej czeluści katakumb.

Reklamy

komentarze 2

  1. No to jesteśmy na bieżąco 🙂 Gratulacje.

  2. No ba! Pół roku w nieco więcej niż miesiąc :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s