Wszyscy ludzie Firewall odc. 23 – Humans versus Machine

Ariffa Salome Medea (Madzia) – Niegdyś ośmiornica z podgonioną ewolucją (uplift) z niewielkiej sekty, czczącej niejakiego Cthulhu, mającej swą siedzibę w małym habitacie gdzieś w okolicach Neptuna (frakcja – Brinker). Fajter co się zowie z gnatem w niemal każdej macce. Obecnie upgrade’owana furia, w dodatku facet, w dodatku o aryjskim wyglądzie. Muza: lewacki i anarchizujący kryl o imieniu Kryl.

James van Buren (Jaro) – szpieg, potomek pierwszych kolonistów, którzy musieli wyemigrować z Afryki Południowej bądź Holandii. Z tego względu poczuwa się do solidarności wobec anarchistów (frakcja). Nietypowy morf: phase, będący połączeniem zalet społecznych sylfa oraz umiejętności infiltracyjnych ducha, pozwala mu poczuć się niczym niejaki James Bond. Całkiem niezły haker. Muza: Phoebe, elfiej urody konstrukt przypominający bohaterki sieciowych gier RPG.

Saad Kamal (Damian) – spec od zaawansowanych technologii, mechanik, elektronik, złota rączka z ego uploadowanym do morfa liquid steel (możliwości T-1000 z Terminatora 2), na co dzień niczym z wyglądu nie różni się od człowieka (uroda arabska), choć jest syntetykiem. Po utracie morfa wrócił do otrzymanego niegdyś remade’a, łysego, atletycznego o wielkiej głowie. Potomek pierwszych kolonistów, wspiera tytańską frakcję (ma własną mikrokorporację). Muza: Mikrobi (wiadomy robot z legendarnego serialu animowanego produkcji węgierskiej).

Scenariusz Killsat is faction – własny c.d. – nadszedł wreszcie ten dzień. W ramach ostatniego zadania w służbie Konstelacji Morningstar agenci wraz z grupą desperatów zwanych Pastfinders mieli przedrzeć się przez orbitalny kordon i wylądować na spustoszonej Ziemi. Być może pierwszy i ostatni raz…

block13_by_djahal-d5crgl2

24.02 11 AF 3.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Maszyna majaczyła na horyzoncie, ogromna kupa stali, plątanina kabli, płyt, elektronicznego śmiecia parła naprzód osłaniania z powietrza przez dziesiątki botów. Na swej trasie miała stadion, gdzie Pastfinders założyli swoją bazę. Trwały tam teraz gorączkowe przygotowania o ewakuacji. Operatorzy z gangiem remade’ów na czele przeglądali ultranowoczene karabinki szturmowe i układali jeden za drugi na chromowanym blacie laboratoryjnego stołu, technicy omiatali przedpole pasywnymi sensorami, Zack, Gaspar wraz z naukowcami wciąż ustalali plan ucieczki. Pomysł agentów przypadł Montanie do gustu. Przypomnijmy, że James podrzucił ideę, która szybko urosła do w pełni wykonalnego planu.

Jeden z komandosów i van Buren opuścili bazę i zajęli pozycję na jednym z górnych pięter wypalonego drapacza chmur. W pełni zamaskowani (optycznie, termicznie i radarowo), przy dalekosiężnej broni obserwowali zbliżające się zagrożenie. W tym czasie pozostali zabezpieczyli sprzęt i podzielili się na pięć kilkuosobowych grup. Najbliżej maszyn znaleźli się dwaj operatorzy z Saadem, z czasem mieli do nich dołączyć James z ostatnim komandosem. Ariffa przejęła dowodzenie nad grupą, w której znalazł się technik od lądownika, fizyk i jeszcze dwu innych naukowców. Trzecią grupę tworzył Zack, Gaspar i dwu Pastfinderów, w ostatnich dwu znaleźli się żołnierze, naukowcy i wybrani technicy.

Kiedy nadszedł czas grupy opuściły po kolei stadiom i na pełnym gazie pognały przez wypalone kwartały Colorado Springs, szukając dobrych kryjówek. Krążące zwiadowcze drony, wykryły ruch i zaatakowały. Ariffa zdołała uniknąć ataku i ścięła kataną dwa małe, lecz agresywne boty. Ale syntetyczna sieć AI już zalokowała się na agentce. Kolejne drony zawróciły niemal w miejscu i zanurkowały w stronę uplifta. Agentka słysząc alarm muzy, sensorów oraz ponaglające okrzyki na tacnecie zanurkowała w pierwszą lepszą dziurę. Ryk eksplozji! Fala uderzeniowa powaliła ją na ziemię. W kompletnych ciemnościach uruchomiła podczerwień i nawiązała kontakt z ekipą. Nikt nie zginął, ale salwa rakiet przyszpiliła jej grupę do ziemi.

Ariffa (po kolejnym teście na Freerunning, który to skill dziwnym trafem był na niskim poziomie): Będąc ośmiornicą, nie wiedziałam , że będę uprawiać parkour!

James widział w powiększeniu każdy szczegół potwora. Niczym chmara ścierwojadów unosiły się nad nim drony, boty. Maszyna zatrzymała się, zadrżała i wypluła z siebie kilka ciężkich platform różnych form i kształtów. Te przecięły przestrzeń miejską z ogromną prędkością. Pod kadłubami niosły pękate korpusy insektopodobnych maszyn bojowych. Van Buren i operator (Jim? A może Kim?) znaleźli się w oku cyklonu. Zwiadowcze boty krążyły po zdewastowanych piętrach, oświetlały wiązkami podczerwieni i promieniami laserów każdy podejrzany obiekt, skanowały cały obszar.

Ale nie było wyjścia. Dwójka śmiałków odczołgała się z pozycji i zeszła do poziomu gruntu, przemykając piwnicami, zawalonymi gruzem kanałami burzowymi, a niekiedy powierzchnią, zygzakując, przystając, a czasem sprintem, zbliżali się do swoich.

Maszyna jednak była pierwsza. Tacnet nie kłamał, ledwie 500 metrów od stadionu. Parła naprzód. Zack wydał rozkaz, który potwierdziła Ariffa. Jej technik puścił komendę w eter i silniki „Trinity” ożyły. Ciężko uszkodzony lądownik ruszył w swoją ostatnią podróż. Powoli uniósł się ponad ziemię, alarmując wszystkie boty. Platformy, drony zawróciły znad skrytych pośród gruzów Pastfinderów i poleciały w kierunku LLOTVa. Czterdziestometrowy potwór zatrzymał się, a potem… zmienił kurs! I przyspieszył. Z prędkością ponad sześćdziesięciu kilometrów na godzinę, roznosząc po drodze resztki budynków, miażdżąc wraki pojazdów minął pozycje ludzi. By przekonać ją, że w lądowniku kryją się ludzie, jeden z techników wypuścił wszystkie drony z echem imitującym ludzkie. Oczywiście zostały strącone. „Trinity” tymczasem wzniosła się na 300 metrów, oberwała rakietą, potem kilkukrotnie laserem, dostała dewiacji kursu i 200 metrów wyżej eksplodowała efektownie. Metaliczny potwór zastygł w bezruchu.

Krytyczny test którejś z umiejętności.

Saad: Jak mi nie wyjdzie, napiszcie mi coś fajnego na nagrobku.

MG: „Zjebałem najważniejszy rzut na Ziemi”

Wtedy grupa Saada, do której dołączył James i ostatni z operatorów, uaktywniła się. Kiedy pozostali oddalali się od zagrożenia, wciąż kryjąc się przed nieludzkim wrogiem, ekipa bojowa zdjęła zasłonę ECM, odpaliła aktywne sensory i wyszła z ukrycia. Maszyny wręcz oszalały. Część zawróciła, inne wystrzeliły w górę, tworząc idealną siatkę sensoryczną ponad pozycjami bohaterów. Ale… jedna eksplodowała trafiona inteligentnym pociskiem z granatnika, kolejna oberwała przeciwpancernym ze snajperki… Poszła kontra… Platformy zrzuciły swój ładunek, który z ogromną prędkością wbił się w sterty gruzu. Tępy, pękaty ryj skorpionopodobnej maszyny wychynął z powstałego krateru, giętki ogon o kilku obrotowych pierścieniach nerwowo szukał przeciwnika. Na jego końcu połyskiwała lufa wysokoenergetycznego lasera. Znalazł. Przez tacnet poniosła się rozpaczliwa prośba o wsparcie, na pozycji jednej z grup pojawił się skorpion, ciemność nocy przecięła krwawa nitka wyładowania. Ikona jednego z Pastfinderów zamigotała na taktycznej mapie a potem znikła. Na pancerzu skorpiona zagrały błyski rykoszetów, Ariffa starała się osłonić pozostałych towarzyszy z karabinu snajperskiego. Ogon obrócił się. Błysk. Pudło. Agentka porwała za sobą ciężki karabin i wpadła za grubą żelbetową ścianę. Gdzieś po drodze straciła maskę tlenową, a bot z uploadowanym krylem został zestrzelony.

Starcie eskalowało. Klucz dron zrzucił kolejny ładunek. Salwa rakiet wstrząsnęła ziemią. Nocny krajobraz Colorado Springs zamienił się w strefę wojny. Błyski, huki rozświetliły ciemności. Pożoga ogarnęła ruiny.

Saad, James, komandosi co chwilę zmieniali pozycję, wywalali krótkie serie w co bezczelniejsze boty, ściągali na siebie ogień. Choć efektywnie odciągali większość maszyn, zginął kolejny człowiek. Skorpion, nim został zniszczony, zdołał jeszcze przebić się prowizoryczny schron i trafić jednego z fizyków. Potężne wyładowanie spopieliło nieszczęśnika, poczerniałe fragmenty skafandra rozsypały się po okolicy.

Ludzie cofali się, kryją się, klucząc, a czasem odgryzając boleśnie. Ariffa odłączyła się od swoich i z dystansu wspierała grupę bojową, która tymczasem wpadła w tarapaty. Ostrzeliwana z lądu i powietrza skryła się w piwnicach pod ruinami biurowca. James zeskanował otoczenie i wykrył ukrytego pod na wpół zniszczoną betonową kondygnacją intruza – humanoida w pancerzu bojowym, uzbrojonym w przestarzały model karabinu szturmowego. Agent zaryzykował. Opuścił schronienie i podczołgał się w kierunku obcego. Ten wydawał się nie dostrzegać Jamesa, skupiał się raczej na unoszących się nad jego pozycją botach. Nagle podrzucił karabin i zmiótł krótką serią jednego z nich. BG chyba był już przekonany, iż ma do czynienia z człowiekiem. Dopiero z bliska dostrzegł, że twarz humanoida to plastikowe oblicze manekina.  Zdołał jeszcze rzucić mu pod nogi granat EMP, lecz sam został ranny. Wyładowanie momentalnie wyłączyło z akcji droida. James dopadł go i zaczął przeszukiwać, zerwał m.in. tabliczkę znamionową.

Doomsday_by_AndreeWallinNie zdążył nic więcej zrobić. Nagle wyrósł nad nim łeb jednego ze skorpionów. Sztuczne ślepia zalśniły krwawo, a potem rozpętało się piekło. Kumulacyjny pocisk z pancerzownicy przewiercił pancerz maszyny i eksplodował, zasypując Jamesa odłamkami. Operator, który go wystrzelił, w ostatniej chwili zdołał się schować. Kolejna rakieta, tym razem spuszczona przez jedną z platform trafiła w kondygnację. Potężna eksplozja przełamała betonową płytę i zasypała Jamesa. Saad rzucił się na pomoc towarzyszowi., częściowo go odkopał, ale szybko musiał odeprzeć kolejne ataki maszyn. Ostatecznie van Buren wydostał się z uwięzionego pancerza i osłaniany przez komandosów ukrył się na innej pozycji.

Saad zostaje paskudnie ranny.

Ariffa: Może boty cię zostawią? Wiesz, „oczko wypadło temu misiu i jest zepsuty”.

W tym czasie Saad oberwał (w sumie już nie pamiętam, ale chyba z działka), seria przeciwpancernych pocisków rozbiła ceramiczne wzmocnienia skafandra i przednią płytę pancerza. Ranny zdołał się oderwać, bowiem nagle potężna eksplozja zniszczyła część maszyn. Tacnet wykrył odpalenie serii inteligentnych pocisków moździerzowych daleko spoza pozycji Pastfinderów!

Pastfinderzy w większości udało się oderwać od wroga. Przez sieć ustalono miejsce koncentracji – stare centrum rozrywki położone poza dzielnicą biurową. Zack stracił jeszcze jednego człowieka, w innej grupie zginął technik. Grupa Ariffy dynamicznie przemieszczała się w cieniu zawalonego kompleksu handlowego, gdy opadły ją niewielkie boty. Nim uporano się z zagrożeniem, kolejny z techników stracił nogę. Ekipa po raz kolejny ukryła się niczym szczury w kanałach. Ariffa omiotła wzmocnionym wzrokiem przedpolem i dostrzegła 300 metrów dalej grupę humanoidów na którymś z pięter starego apartamentowca. Dwójka zajmowała pozycję przy zamaskowanym moździerzu, pozostałe tworzyły osłonę. Kryli się przed maszynami i aktywnie działali na rzecz Pastfinderów. Rozpoznanie ich przez bot z Phoebe (muzą Jamesa) skończyło się zniszczeniem maszyny. Ariffa skonsultowała się z członkami zespołu na tacnecie i prowadzona przez jednego z naukowców wysłała światłem wiadomość kodem Morse’a. Obcy odpowiedzieli błyskawicznie. Przestrzegli przed zmierzaniem do centrum rozrywki (niebezpieczne miejsce!) oraz kazali się ukryć.

Ukryci Pastfinderzy ostatecznie odnieśli sukces. Nie tylko odciągnęli od stadionu maszyny, ale i sami oderwali się od wroga, tracą czterech ludzi oraz mając dwu ciężko rannych. Nie mogli jednak wrócić, bowiem zostali odcięci przez wielką maszynę od swej bazy. Dziwni obcy wymiernie wsparli pod koniec walki członków ekspedycji.

24.02 11 AF 4.50 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Spotkanie między dwiema grupami odbyło się pośród płonących ruin. Grupa obcych w starych pancerzach bojowych zbliżyła się do Pastfinderów. Za sztukowanymi kombinezonami maskującymi i skafandrami kryli się ludzie! Ci, którzy przeżyli Upadek i od ponad 10 lat toczyli tu walkę o przetrwanie. Przewodziła im kobieta o twardych, męskich rysach twarzy – kapitan Rhames (w jednej z wcześniejszych wersji furii).

Grupa ocalałych poprowadziła siedemnastu członków ekspedycji. Wielu z nich było rannych, w tym dwu ciężko, wszyscy przeraźliwie zmęczeni. Praktycznie wystrzelali całe zapasy amunicji do broni ciężkiej i sporo do osobistej. Większość miała uszkodzone pancerze, niemal wszyscy stracili maski tlenowe i musieli oddychać powietrzem na Ziemi, cuchnącym benzyną i spalenizną. Mimo to nie tracili ducha.

Rhames odpowiadała zdawkowo, lakonicznie, sugerując, że BG wszystkiego dowiedzą się na miejscu. Jakim miejscu? Prowadziła ich prosto do siedziby ocalałych, nazywając ją Enklawą.

24.02 11 AF 6.50 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Omijając potencjalne pozycje maszyn Rhames, ex-kapitan US Marines Co. (sprywatyzowanego Korpusu Marines) dotarła wraz ze swoimi ludźmi i prowadzonymi Pasfinderami do starego tunelu metra. Z niego bohaterowie zeszli ukrytym korytarzem technicznym (ani chybi stworzonym przez nanontechnologię) do samej Enklawy. Baza ostatnich ocalałych kryła się za ogromnymi i ciężkimi wrotami. Stanowiła kompleks kilkunastu wielkich hal rozłożonych równomiernie na trzech kondygnacjach. Wnętrza były niewykończone, puste, z sufitów zwisały łańcuch, ciężkie dźwigary pochylały się ponad głowami mieszkańców Enklawy. Mogło tu mieszkać kilka tysięcy ludzi, ale w tej chwili było ich ledwie trzystu w tym niemal połowa dzieci urodzonych już po Upadku.

Rozmowa morse’em

Ktoś nadaje z ruin do Ariffy: NIE WCHODŹCIE DO RUIN CENTRUM ROZRYWKI!

Ariffa: CO TAM JEST?

Ktoś: REPLIKATOR MASZYN.

James: Faktycznie. Takie centrum rozrywki.

Wszyscy zebrali się na powitanie pierwszych ludzi spoza Ziemi, jakich oglądali od ponad dziesięciu lat. Odziani w stare kombinezony, znoszone drelichy czy pozostałości mundurów wyraźnie odróżniali się od przybyłych. Większość z ocalałych było splicerami lub exaltami, lecz wszystkie dzieciaki siedziały we flatach! Urodzili się w sposób naturalny, w normalnych, niepoprawianych ciałach ludzkich. Wszystkim przewodził Gregg Sullivan – charyzmatyczny, spokojny splicer w średnim wieku.

Podczas narady Sullivan i Rhames przedstawili Montanie (dość nieufnemu) i pozostałym Pastfinderom sytuacje ocalałych. O ile zaraz po Upadku w Enklawie mieszkało nawet i 2 tysiące ludzi, teraz zostało ledwie 300. Najgorsze były pierwsze lata, kiedy maszyny polowały na ludzi. Początkowo Enklawa utrzymywała kontakt z kilkoma podobnymi skupiskami ludzi, ale z każdym rokiem kolejne bazy były likwidowane, aż wreszcie wszystkie zamilkły. Część wytropiły maszyny, niektóre wyniszczyły się same, doszło do sporów wewnętrznych, walk. Przynajmniej jedna wybrała śmierć. Ludzie po prostu wyszli na powierzchnię, naprzeciw maszynom.

Wydawało się, że są jedynymi na Ziemi, a już na pewno w Ameryce Północnej (tutaj BG zasugerowali, że mają namiary na miejsca, gdzie być może ktoś jeszcze przetrwał). Z czasem i same maszyny przestały szukać ludzi, a zajęły się własnym losem… Sullivan opowiadał o kolejnych generacjach maszyn tworzonych przez swe poprzedniczki. O dziwnej syntetycznej ewolucji, która sprawiał, iż następne pokolenia botów były coraz lepiej przystosowane do warunków na Ziemi, ale jednocześni coraz gorzej do tropienia ludzi. Ich sensory były wyspecjalizowane, by postrzegać sztuczne byty nie biologiczne, których było na Ziemi coraz mniej. To wszystko zdawało się potwierdzać teorię Jamesa, iż maszyny obróciły się przeciw sobie i zaczęły toczyć swoje własne, niezrozumiałe wojny.

W samej Enklawie nie brakowało żywności czy wody. Dbały o to replikatory pożywienia (poprzednicy nanofabrykatorów), filtry oczyszczania i wciąż działająca maszyneria. Póki co reaktor fuzyjny zasilający Enklawę też się sprawdzał. Gorzej było z technologią. Broń i sprzęt się psuł. Brakowało części zamiennych, nie było lekarstw, komór leczących, całej infrastruktury resleevingu etc. Stąd powróciły choroby, najmłodsi nie posiadali stosów korowych. Zresztą same  w sobie nie miały one już większego zastosowanie. Jeśli umierałeś, to umierałeś na dobre. Nikt cię nie odtwarzał. Co prawda zmarłym nadal zabierano stos, ale stawało się to z wolna bardziej obrzędem niż pragmatycznym zachowaniem. Sullivan pokazał ponad tysiąc stosów po zmarłych, które przechowywał w jednym z sejfów.

Kiedy Montana powiedział, po co przybyli Pastfinderzy, Sullivan zareagował po części niedowierzaniem, po części żalem. Naprawdę zamierzali włamywać się do bazy, w której na pewno było niebezpiecznie? Przecież mogli im pomóc. Nie padła co prawda wyraźna prośba o ewakuację, ale nagle agenci zaczęli między sobą debatować, jak można by uratować ocalałych. Nawet wbrew postanowieniom Firewallu, Konsorcjum czy tym wszystkim, którzy bali się, że cokolwiek przywiezionego z Ziemi może zawierać w sobie przerażającego wirusa czy jakiś przetrwalnik TYTANa. Zobaczymy co ostatecznie z tego wyniknie.

Tymczasem dyskusja się przeciągała. Montana opowiedział, iż zależy mu na odnalezieniu danych na temat Ewakuacji. Być może dzięki temu, będzie mógł odnaleźć inne enklawy lub miejsca, gdzie ukryto ega tych, którzy nie zdołali się ewakuować. Sullivan i Rhames opowiedzieli o rozpaczliwych walkach podczas ostatnich dni. O walkach w Colorado Springs, gdzie nieliczni ludzie pozbawieni wsparcia dronów, botów czy automatycznych systemów bojowych (opanowanych przez TYTANów) opóźniali przez całe dnie natarcie wielkich maszyn. O tym, że w czasie walk ciągle startowały z okolicznych baz promy kosmiczne, lądowniki, czasem wielkie statki. Jak bazę w Peterson czy Fort Carson zamieniono w kosmodromy. Jak ludzie wreszcie bronili się na Cheyenne Mountain, broniąc dostępu do NORADu, gdzie technicy koordynowali loty ewakuacyjne. A potem wszystko zamilkło. Obrońcy zginęli, TYTANi nie zaatakowali NORADu, po prostu odeszli. A NORAD zamilkł. Nikt do niego nie wszedł, nikt go nie opuścił…

Przy okazji Rhames opowiedziała o wielkim bocie, z którym Pastfinderzy stoczyli tej nocy walkę. Początkowo było to jeden z wielkich, kilkunastometrowych robotów kierowanych sieciami rozproszonymi przez TYTANa. Atakowały pozycje ludzi w Colorado Springs. Ten jeden przetrwał walki, a potem zniszczył pozostałych i wchłaniał ich części, zmieniając się ostatecznie w to, z czym spotkali się członkowie ekspedycji. Maszyna (tak po prostu zwano ten twór) krążyła po całym obszarze, chaotycznie i nieprzewidywalnie. Zawsze jednak odchodziła na północy, by w końcu wrócić. Czasem po dniu, czasem po miesiącu, ale zawsze wrócić.

Ostatecznie Sullivan zdecydował się pomóc Pastfinderom. Przydzieli im Rhames i kilku jej ludzi, by pomogli ekspedycji dotrzeć do NORADu i dostać się do środka. Szef Enklawy wyraźnie był niezadowolony, ale nie wracał już do sprawy.

Reklamy

komentarzy 5

  1. Już spieszę wyjaśnić jak to było. W momencie jak próbowałem odkopać Jamesa nad nami wyrósł wielki skorpion. Przymierzył i walnął z jakiejś broni, co spowodowało, że dostałem potężnie, rozerwało pancerz, a ja zacząłem płonąć. I taki płonący wierząc w swoje umiejętności i odrobinę szczęścia, postanowiłem odciągnąć jak największą ilość botów nieprzyjaciela od jeszcze nie do końca wykopanego Jamesa. Jego natomiast wyciągnął z zakopanego skafandra komandos, który też dostał po plecach. Ja natomiast po odbiegnięciu kilkaset metrów z tego miejsca, w końcu udało mi się schować przed botami tak głęboko, że mnie nie znaleźli. Dlatego też miałem najdalej od miejsca ustalonego spotkania. Wracając jeszcze szedłem pomóc Zackowi, ale w rezultacie ktoś mu pomógł zanim ja tam dotarłem. Bodajże miejscowi.

  2. Zapomniałem też napisać, że biegłem cały czas płonąc. Jeden z komandosów się temu przyglądał, nagrywał i powiedział że ten niesamowity wyczyn puści na youtube i nazwał mnie skwarką.

  3. No fakt, ja osłaniałam komandosa.. 🙂
    I w ogóle popatrzcie, jak fajnie, kiedy raporty są na bieżąco i jeszcze się wszystko pamięta 😀

  4. Blek, to u góry to ja.. 🙂 a tamto to moje hasło na kompa do pracy, tak to jest jak się pisze posta i z szefowągada :/

  5. Damianie, naprawdę tak to opisałem? To nieludzkie :). Ale dzięki, jak wrócisz (cieleśnie lub emergency farcasterem :)), to będziesz miec filmik na spacebooku i lajki od kumpli z Firewalla, z Wenus i Merkurego, na którym nie byłeś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s