Wszyscy ludzie Firewall odc. 24 – Pastfinders, Survivors, Machines…

Ariffa Salome Medea (Madzia) – Niegdyś ośmiornica z podgonioną ewolucją (uplift) z niewielkiej sekty, czczącej niejakiego Cthulhu, mającej swą siedzibę w małym habitacie gdzieś w okolicach Neptuna (frakcja – Brinker). Fajter co się zowie z gnatem w niemal każdej macce. Obecnie upgrade’owana furia, w dodatku facet, w dodatku o aryjskim wyglądzie. Muza: lewacki i anarchizujący kryl o imieniu Kryl.

James van Buren (Jaro) – szpieg, potomek pierwszych kolonistów, którzy musieli wyemigrować z Afryki Południowej bądź Holandii. Z tego względu poczuwa się do solidarności wobec anarchistów (frakcja). Nietypowy morf: phase, będący połączeniem zalet społecznych sylfa oraz umiejętności infiltracyjnych ducha, pozwala mu poczuć się niczym niejaki James Bond. Całkiem niezły haker. Muza: Phoebe, elfiej urody konstrukt przypominający bohaterki sieciowych gier RPG.

Saad Kamal (Damian) – spec od zaawansowanych technologii, mechanik, elektronik, złota rączka z ego uploadowanym do morfa liquid steel (możliwości T-1000 z Terminatora 2), na co dzień niczym z wyglądu nie różni się od człowieka (uroda arabska), choć jest syntetykiem. Po utracie morfa wrócił do otrzymanego niegdyś remade’a, łysego, atletycznego o wielkiej głowie. Potomek pierwszych kolonistów, wspiera tytańską frakcję (ma własną mikrokorporację). Muza: Mikrobi (wiadomy robot z legendarnego serialu animowanego produkcji węgierskiej).

Scenariusz Killsat is faction – własny c.d. – wciąż na wypalonej Ziemi, posród ruin Colorado Springs. Sytuacja się komplikuje.



Norad

24.02 11 AF 10.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Narada zakończyła się wstępnymi wnioskami. Po odpoczynku i uspokojeniu się sytuacji na powierzchni Pastfinders mieli wrócić do bazy, a stamtąd ruszyć do NORADu w towarzystwie kapitan Rhames i kilku jej żołnierzy. Póki co mieli jednak pozostać w Enklawie, odpocząć, przygotować się do powrotu na powierzchnię.

Choć pierwszy szok minął członkowie ekspedycji wciąż byli ogromną atrakcją dla ocalałych. Szczególnie dzieciaki łaziły za Pastfinderami, obserwowały każdy ich ruch. Ekipa Zacka Montany zajęła się sobą. Trojaczki Zagłady, czyli Jim, Kim & Lim sprawdzali bron, amunicję, ekwipunek. Jeden z żołnierzy rozłożył na części swój karabin szturmowy i zaczął go czyścić. Technicy czy naukowcy w większości walnęli się na prycze i zasnęli. Gregg Sullivan, przywódca Enklawy nieprzypadkowo przydzielił Pastfinderom osobną salę i postawił przed nią straż. Dzięki temu bohaterowie mieli choć trochę spokoju.

Inna sprawa, że niezbyt go szukali. James zajął się zabawianiem dzieci sztuczkami, a to podprowadził żołnierzowi jakąś część od karabinu, a to pokazywał teleportującą się monetę. Zwieńczeniem pokazu, który ostatecznie zgromadził niezłą grupkę dzieci i dorosłych było zamknięcie jednego z Pastfinderów w jakim starym pancerzu rozładunkowym i przeniesienie go do innej lokacji. Ot, siła iluzji! Dla dzieci sztuczki Jamesa były nie lada atrakcją.

W tym samym czasie ex-ośmiornica Ariffa skonstruowała dla dzieciaków kilka modeli kosmicznych. Natomiast Saad próbował pomóc przy naprawie sprzętu. Tutaj jednak rzeczywistość go przerosła. Technicy Enklawy byli całkiem dobrzy, ale nawet oni nie potrafili zrobić czegoś z niczego. Jeśli nie było części, to i nie było jak naprawić pancerzy wspomaganych czy pojazdów wsparcia, jakie rdzewiały w jednej z hal. Nie mógł tego też zrobić Saad.

Bohaterowie spędzili dobę w Enklawie. Poza rozbawianiem publiki zajmowali się obserwacją powierzchni (przez system sensorów w Enklawie). Maszyny szalały na powierzchni, lecz widać było, iż zgubiły trop. Trzeba było podjąć decyzję, co dalej. Plan z konieczności musiał być prosty. Pastfinders mieli opuścić Enklawę, wrócić po sprzęt do swej bazy na stadionie i czym prędzej ruszyć do NORADu. Pytanie tylko, czy należało skorzystać z pomocy ocalonych. Ariffa nawoływała, by dotrzymać raz danego słowa i zabrać ze sobą Rhames z kilkoma jej ludźmi. Tymczasem Saad i James argumentowali, że ocaleni mogliby wtedy oczekiwać ewakuacji, a to nie wchodzi w rachubę. Poza tym cholera wie, czy sami nie są np. zarażeni ekssurgentem lub nie odbije im korba i nie spróbują przejąć siłą ich lądownika.

I w ten oto sposób zrezygnowano z pomocy ludzi Gregga. Ocaleli byli zszokowani, pojawiło się podejrzenie, że Pastfinders spróbują ich wystawić. Poza tym dominowało poczucie żalu. W końcu pomogli przybyszom, a ci nadal im nie ufali? Nic to nie zmieniło. Ekipa Zacka Montany zebrała sprzęt. Pozostała sprawa okaleczonego podczas walki z maszynami członka ekipy. Straciwszy nogę w ataku jednego z dronów musiałby być niesiony, a nie było czasu, by w komorze leczącej odtworzyć mu kończynę. Sprawę rozwiązał James. Odwiedził rannego, który przebywał w lazarecie pod opieką miejscowego lekarza. Wyjaśnił mu sprawę. Pastfinder nieco się opierał (odpadłszy z misji, tracił premię), ale w końcu nie miał wyjścia. James wystrzelił dwukrotnie w jego pierś. Pociski rozerwały serce, przerywając funkcje życiowe rannego. To od razu uruchomiło awaryjny farcaster, niewielki ładunek antymaterii eksplodował, odrywając głowę zastrzelonego, a uwolniona energia wysłała ego członka ekspedycji poza Ziemię, gdzie zapewne od razu zaczęto go uploadować w nowe ciało…

Oczywiście dla ocalonych było to nieludzkie i szokujące.

cheyenne-mountain

25.02 11 AF 10.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Pozostali Pastfinderzy opuścili Enklawę, zostawiając za sobą rozczarowanych mieszkańców. Zack jego pozostałych przy życiu jedenastu Pastfinderów oraz trójka agentów Firewallu wydostała się na powierzchnię. Tam całość grupy poprowadzili James i Saad. Obaj skutecznie przeprowadzili ekspedycję przez ruiny dzielnicy mieszkalnej a potem centrum biznesowego. James miał jednak własny plan. Podczas walki z maszynami stracił swój pancerz. Zablokowany przez gruz musiał go opuścić. Teraz zamierzał po niego wrócić. Zack oponował, lecz agent postawił na swoim. Zaprowadził ekipę wprost na miejsce, gdzie dobę wcześniej stoczyli rozpaczliwą bitwę z Maszyną i jej dronami.

Tym razem nikogo tu nie było. Pancerz, przywalony gruzem, wciąż leżał na zniszczonym androidzie. James osłaniany przez jednego z bliźniaków (prawdopodobnie Jima, albo… zresztą sami wiecie) oraz Saada podszedł do pancerza. Podczas pełnych napięcia chwil sprawdził go dokładnie, nie wykrywając wrogich nanoidów (poza tym, które były wszędzie pośród ruin – nieaktywne i bierne), obcych ciał, implantów i Tytan wiec co jeszcze.

Mimo to agent nie założył pancerza. Zabrał ze sobą ciężką skorupę i zostawił ją w zrujnowanych pomieszczeniach stadionu, w pobliżu bazy.

25.02 11 AF 15.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Ekspedycja bez trudu dotarła do stadionu i czym prędzej weszła pod kopułę. Rozpoczęły się dramatyczne przygotowania do rajdu na NORAD. James zabrał ze sobą Ariffę, Saada i jednego z bliźniaków zagłady. Opuścili kopułę i powrócili do porzuconego pancerza. Członkowie ekipy przygotowali się (wycelowali przede wszystkim broń), a James wcisnął się do ciężkiego skafandra bojowego, zatrzasnął pokrywę hełmu, sprawdził diagnostykę… Wszystko działało jak powinno, więc ruszył w stronę kopuły…

… i wtedy się zaczęło. Nagle na HUDzie wyświetliły się nieznane symbole, zupełnie obcy alfabet, symbole przeleciały przed oczyma, a James stracił kontrolę nad pancerze. Ten zaczął się przekształcać. Płyty pancerza zaczęły się obracać na drugą stronę, jakby na niewidocznym zawiasie, odsłaniając po drugiej stronie szarą, metaliczną powierzchnię pełną ostrych kantów. Po chwili lewa ręka przekształciła się w broń, wielkokalibrowe działko. I wystrzeliło długą serię, przebijając betonowe ściany, rażąc odłamkami agentów. Jakimś cudem (hehe, „cudem” – moxie poleciały aż miło) bohaterowie uniknęli trafienia. Ariffa wystawiła przez krawędź ściany, za która się schowała, swoje dwa peemy i waliła na wskazania smartlinka. Długie serie przeorały przekształcony pancerz, raniąc przy okazji James. Podobnie pociski wywalone przez Saada i Jima (Kima, Lim… whatever). To nie wystarczyło, pancerz przeciągnął po raz kolejny po swoich celach. Strzelanina w dystansie kilku, kilkunastu metrów musiała wreszcie przynieść ofiary. Bliźniak oberwał jednym z pocisków i odpadł z walki. Jego medichines wprowadziły go w stan śpiączki, stabilizując potworne obrażenia. Ariffa uniknęła tym razem trafienia, podobnie Saad. Ten drugi przygotował granat do rzutu, ale wciąż obawiał się ranienia kumpla. James od kilku sekund próbował zhakowac system pancerza, ale jego obcość i duże umiejętność inteligencji maszynowej utrudniło to na tyle wystarczająco, by kolejna wymiana ognia zmiotła Ariffę (choć pancerz zaczął przypominać już dymiący wrak). Wreszcie Jamesowi udało się wydostać ze środka, a Saad spalił maszynę ładunkiem termitu.

Walka trwała ledwie 6-8 sekund. W tym czasie zmodyfikowany przez maszyny pancerz wyłączył z akcji dwu fajterów ekspedycji (Ariffa po walce też wpadła w śpiączkę, odniosła aż 5 ran w jednym ataku!) James choć lepiej się trzymał, to i tak był na granicy śmierci.

Nie to jednak było najgorsze. Pancerz z pewnością wysłał wszelkie namiary do swoich. Zack i jego ludzie od razu dostrzegli ożywienie na sensorach. Maszyna i jej drony zawróciła i gnała z ogromną prędkością w ich stronę. Pozostała tylko ewakuacja. Na ciężki transporter i oba łaziki załadowano, co się dało. M.in. pospiesznie odłączoną komorę leczącą, sensory, komputery etc. Pozostawiono sporo zapasów amunicji, broni, żywności. I lądownik.

25.02 11 AF 16.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Pastfinders pędem wyskoczyli ze stadionu i na pełnym gazie pognali w stronę majaczących na horyzoncie gór. Oba buggy pędziły przed transporterem, ściągając na siebie ataki póki co niewielkich, zwiadowczych dronów. Ryk kaemów, zmiatających z nieba kolejne drony rozdarł ciszę wymarłej metropolii. Nie było czasu na finezję.

Cheyenne_Mountain_NORAD_entrance_1968

25.02 11 AF 18.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Pastfinderom udało się uciec. Głównie dlatego, że Maszyna gnała w kierunku stadionu. Jeszcze z odległości kilku kilometrów dobiegł ich huk i dostrzegli chmurę dymu w oddali. Moloch przeorał stadion, niszcząc kopułę, pozostawiony ekwipunek i ostatni lądownik.

Bez pojazdu cała misja była fiaskiem. Nawet jeśli znajdą banki z uploadowanymi „duszami” ludzi, to nie zabiorą ich. Ba, sami nie wrócą już na orbitę. Ci, co mieli awaryjne farcastery zdołają ocalić ego, pozostali zginą i zostaną odtworzeni w Vo Nguyen. Ale póki co transporter i dwa łaziki przejechały drogą zawaloną wrakami pojazdów i dotarli do tunelu prowadzącego do ogromnej bramy NORADu.

Z powodu niefrasobliwości Jamesa ekspedycja straciła szansę na powrót. Wyłączono z akcji dwu fajterów. Stracono mnóstwo sprzętu, który miał być przekazany Enklawie. Porażka.

 

 

Reklamy

komentarze 3

  1. „Niefrasobliwość” – jak to pięknie powiedziane.. 🙂 To tak jakby nazwać latrynę na brzegu przepełnionego szamba „Domkiem nad rozlewiskiem”….

  2. Nie zawsze można być najlepszym. 😛 Ale dzięki temu „większe wyzwanie=większa nagroda”.

    P. S. Szkoda tego pancerza, fajny był. 🙂

  3. Nawet Jaro czasem coś spierdoli :). Za to jak teraz będzie ciekawie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s