30 dni z Kryształami Czasu

Dobra.

Tytuł ni z gruchy, ni z pietruchy.

Dungeons and Dragons 125

Jagmin miał pomysł: kryształowy październik, codziennie jedno pytanie o Kryształy Czasu. Nie wyszło za diabły, więc postanowiłem załatwić temat jednym, dużym wpisem. I to też o mało co by nie wyszło… Ale jednak w końcu jest. Widzę, że dobrze działam tylko w obliczu dedlajnów. Zaiste ambaras.

Ale takim razie w tym przypadku lepszym tytułem dla wpisu byłoby „19 lat z Kryształami Czasu”.

Jak zacząłem/zaczęłam przygodę z KC

Dla mnie kacety nie były absolutnym początkiem erpegowania, moim pierwszym systemem był Warhammer. Ale Kacety przyszły zaraz potem wraz z Magią i Mieczem, jedynym pismem o rpg oraz kumplami metalowcami grającymi w Kacety na Prokocimiu. Tam nie było dobrych postaci – sami zabójcy, czarni rycerze i czarnoksiężnicy… Sesje tylko przy dźwiękach black metalowych kapel. Zuo… Ale świat Kryształów na to pozwala – można być oficjalnie i legalnie wyznawcą boga zła, który uwielbia ofiary z ludzi. A i rysunki Jarka Musiała szły w tym kierunku: gołe babeczki powpinane w pentagramy, tajemniczy magowie przywołujący dziwne stwory. Klimacik Burzumowy.

Musial 37 Krysztaly Czasu

Moja ulubiona edycja KC

Gram tylko w edycję MiMową.

Wedle mojej wiedzy edycje są trzy: legendarna „dyskietkowa”, o której mówiło się, że jest dziesięciokrotnie obszerniejsza od opublikowanej, MiMowa, drukowana w odcinkach, w nieregularnie ukazującym się czasopiśmie, z chaotycznie ułożonymi przepisami (oraz zassana gdzieś w necie wersja wordowska, stanowiąca jej zebranie i uporządkowanie) oraz edycja drukowana, książkowa.

Pierwszej na oczy nie widziałem, drugą uważam za kanon KC. Trzecia nie ma tarsarów i szlaparów, co już samo w sobie ją dyskwalifikuje, a to tylko wierzchołek góry lodowej utworzonej przez zmiany na gorsze.

Mój ulubiony dodatek do KC

Świat Almohadów.

Nie grałem, nawet nie czytałem. Ale długo zapowiadany, z kapitalnym gościem na strusiu na okładce… I jeszcze nazwa „Almohadzi”. Bardzo inspirujące. Dużo sobie po nim obiecywałem, czekałem, snułem domysły… Mógłbym ułożyć całą długą kampanię na podstawie samego tytułu i obrazka.

Moja ulubiona grywalna rasa w KC

Ludzie.

Graliśmy przeróżnymi postaciami. Graliśmy nawet niestandardowo: Uruk Hai (orki książęce z regeneracją), Malaukiem (czwororęki olbrzym, olbrzymi handicap), zrobiłem kiedyś łowcę goblina, mam postać Orkona (kanibalistyczni odszczepieńcy orków; niektóre osoby dopiero z tego wpisu dowiedzą się, że to orkon :). Za najbardziej bajeranckie w KC uważam reptiliony. Dumna, wesoła rasa, dobre staty, oryginalność i mnóstwo kryształowego flejworu.

Ale ludzi są bardzo wszechstronni, każdy wie, jak zagrać człowieka, można zrobić z człowieka postać we właściwie każdej profesji, ludzi są powszechnie akceptowani i nie są generalnie obiektem animozji rasowych i prześladowań.

Na pierwszą postać w KC polecam człowieka.

Moja ulubiona profesja w KC

W KC nie ma kiepskich profesji. Wszystkie są fajne, wszystkie bajeranckie. Nawet alchemik. I kupiec. Każda oferuje jakieś ciekawe możliwości, umiejętności i przewagi nad innymi – które trzeba umieć odpowiednio wykorzystać. Co więcej, jak ktoś nie może się pogodzić z deficytami profesji, to może ją połączyć: wychodzą z tego kapitalne postacie dwuprofesyjne: zabójca/mag, łowca/druid, rycerz/astrolog.

Dungeons and Dragons 109

Moja ulubiona cecha lub odporność w KC

Cechy? Kapitalne są zdolności nadnaturalne. Właściwie każda jest fajna, w tym co druga jest bardzo fajna. Kilka jest wybitnych (Szermierz, Twardziel, Akrobata). I ułomności. Część o małym znaczeniu w kwestii grania (Biseksualista, Bezlitosny, Niepłodny), część o dużym (Nekrofil, Grubas) część o wręcz dyskwalifikującym (Debil, Głupiec). To jeden z powodów, dla których losowanie postaci jest w KC takie emocjonujące.

Jest trochę cech niepotrzebnie rozbudowanych, powielających się. Zamiast Szybkości i Zręczności, wystarczyłaby jedna cecha Zwinność – bo i tak Zręczność nie odnosi się tutaj, wbrew nazwie, do zdolności manualnych. Jest dziesięć rozmaitych odporności, podczas gdy dwie zupełnie by wystarczyły: fizyczna i psychiczna.

Jednak moją ulubioną cechą jest Klasa społeczna postaci. Niby drobiazg, ale w ogromnym stopniu determinuje kilka istotnych cech: modyfikuje niektóre współczynniki, ma wpływ na poznane zawody, umiejętność czytania i pisania, daje różną ilość majątku na starcie (a różnice mogą być bardzo znaczne), zakotwicza w społeczeństwie zwracającym na pochodzenie bardzo dużą uwagę. Bez odpowiedniego urodzenia niektóre profesje są po prostu nieosiągalne.

Nie jest źle robienie postaci zacząć właśnie od tego rzutu i dopiero po nim zacząć ją sobie wyobrażać.

Moje ulubione miasto lub wyspa w KC

Ostrogar. Bo jest mega klasyczny dla systemu. Miasto tak nierealne, że mogło się przydarzyć tylko w Kryształach. Ponad 600 tysięcy mieszkańców na codzień, znacznie więcej w miesiącu świątecznym a wszyscy żyją dzięki agawie i rybom z jeziora, na którym na wyspie stoi stolica. Nie, ryb nie brakuje – jest ich tyle, że zaopatruje się w suszone ryby wszystkie orkowe garnizony na Orkusie. W mieście żyje spory tłum postaci na poziomach 20-40. To tak na dzień dobry, żeby gracze nie myśleli, że jak dojdą do ósmego, to zaczną coś znaczyć. Cesarz (katan) to też nie gruby, spaśny gość na 5 levelu. To wyćwiczony gwardzista 20 / półbóg 20. Pod miastem ogromne lochy, korytarze prowadzące daleko poza wyspę, pełne skarbów i umarlaczych armii. Gdzieś tam jest także zagubiony Kryształ Czasu, jeden z tytułowych najpotężniejszych artefaktów systemu. W Ostrogarze każda religia ma po kilka świątyń, co jakoś nie wydaje się być problemem nawet dla religii całkowicie zantagonizowanych. Ani dla katana, który tez się uważa za boga. Mieszkają tutaj przedstawiciele każdej myślącej rasy i to w dużej reprezentacji. Są dzielnice pełne pałaców opływających złotem (dzielnica Złota) i śmierdzące dzielnice biedoty (dzielnica Chłopskie krocze). Krótko: Ostrogar jest to teren, gdzie można poprowadzić każdą miejską przygodę fantasy.

Dungeons and Dragons 120

Moja ulubiona postać, którą grałem/łam w KC

Postać, którą gram teraz, Kesera en Igaz. Klasyk: wojownik/mag. Najpospolitsze połączenie dla postaci dwuprofesyjnej, ale rzetelnie się sprawdza. Smaczek w tym, że po raz pierwszy w życiu zagrałem kobietą. No cóż… Chyba poległem… Bo, jak powiedział Maciek Stuhr, przecież nie umiałbym wejść w kobietę… tfu… powiedzmy, że tego ostatniego nie napisałem…

Ale gram stereotypowo, często wręcz po prostu faceta o damskim imieniu (jak w Gamersach 2). Pomagam tym wszystkim pieskom i konikom i lituję się nad pokrzywdzonymi wieśniakami, bo jestem dobrą postacią, ale chłop wychodzi ze mnie chyba na każdej sesji.

To co wyszło świetnie, to pogłębione relacje z otoczeniem. Z rodzicami, z bratem. Aspiracje i plany postaci wychodzące poza zdobycie kasy na szkolenie na nowy level. Zbieram na stadninę, na wykupienie rodziców z długów, w które wpadli przeze mnie (sprzedali co mieli, żeby uzbierać na wskrzeszonko po jednej niefortunnej przygodzie), mam poszukać brata, który zaczął się parać czarną magią…

Moja ulubiona postać, którą nie grałem/łam w KC

Mam teczkę kacetową a w niej z dziesięć postaci, które zrobiłem bez specjalnej nadziei na granie.

Najbardziej lubię mojego wiedźmina. I chyba spośród nieruszanych postaci jest najmniej prawdopodobny do zagrania. Jest zbyt kozacki – ta profesja, która została dodana w którymś kolejnym mimie, ma bardzo konkretne dodatki do współczynników i biegłości. Musi taka być: wiedźmin to wiedźmin. Ale bardzo odstaje od typowych pozstaci z podstawowymi profesjami…

Nie bardzo mam pomysł jak zagrać takim wypasem i nie złamać równowagi gry…

Lubię tą postać z kilku powodów: jest fajna, jest wiedźminem (a, jak wielu, przeżyłem licealną fascynację prozą Sapka), jest zrobiona na kapitalnym wyjeździe z kolegami do Czorsztyna. I od razu uwaga: kolega zrobił test. Jak tylko skończyłem losować mojego wiedźmaka, to on wylosował sobie rycerza. Ubrał go w najcięższą możliwą zbroję i zrobiliśmy mały sparing. Na zerowym poziomie zabił mojego zeropoziomowego wiedźmina… Trafiałem i nic z tego nie wynikało, bo potężne wyparowania płytówki (jakiejś w pytę najdroższej: miarowej, odlewanej, płaszczyznowej) zerowały obrażenia miecza wiedźmińskiego. Za to on nie za bardzo mógł trafić, ale jak w końcu trafił wiedźmaka w skórzanej zbroi, to skończył walkę…

Dungeons and Dragons 280

Najdziwniejsza sytuacja jaka przytrafiła mi się podczas sesji

Dziwna sytuacja ma związek ze specyfiką Kryształów: kostkowaniem. W KC nie ma ciosów bez szans: zawsze jest szansa 1-5 że się trafi, oraz 96-100 że cios nie wejdzie. Czasem, ale generalnie rzadko, ciosy z tych przedziałów, w zależności od szansy na trafienie, są krytycznymi sukcesami lub porażkami.

Moja Kesera (4 lvl) wraz z zeropoziomowym księciem wpadła w pułapkę: czterech bandziorów w zbrojach, z kuszami, ciemna uliczka i bezpardonowy Mistrz Gry. Shit! Kolesie wołają: „rzućcie broń!”. Mają napięte kusze i przewagę liczebną. Ale nie ma co, i tak nas zabiją, więc trzeba liczyć na zbroje i nie dać się. Dwoje na czterech: słabo, ale da się wygrać, przy dobrych rzutach, jak szczęście dopisze… Początek zdrowy: tylko jeden bełt wchodzi, lekko raniąc moją postać. Bandziory sięgają po miecze a my już przy nich. Każdy ma po dwóch na siebie. Damy radę. Back to back! Ciach, ciach. Mój towarzysz rzuca pechowego krytyka i pada na glebę, stając się bardzo łatwym celem. Słabiutko… Wykończą go w rundę i będzie czterech na jednego. Tego nie da się przeżyć, nie w kacetach… Zaczynam już nieśmiało kombinować, jaką nową postać zrobię… Bandzior ciacha leżącego księcia i… krytyczny pech. Drugi pod rząd. Trafia losowo wybraną postać. Z turlania MG (wszystkie rzuty jawne) wychodzi, że swojego kamrata. Mocno trafia, krytycznie w głowę. Potężne obrażenia. Zabija kumpla na miejscu. Nie przejmuje się tym, nie płacze i nie popada w odrętwienie. Od razu ciacha leżącego księcia jeszcze raz. Znowu krytyczny pech, trzeci pod rząd, tym razem autotrafienie. Bandzior ciężko się rani i pada w kałuży krwi. Książę wstaje i go dobija. Ja na spokojnie walczę z pozostałymi dwoma i zciągam ich. Żyjemy. Uff… Niewiarygodne rzuty, niewiarygodne…

 Dungeons and Dragons 355

Moja ulubiona przygoda w KC

Wszystkie które grałem były fajne, wszystkie miały swój potencjał.

Co do przygód drukowanych: te z MiM są cholernie wymagające współczynnikowo. My, mistrzując na zmianę, nie rozpieszczamy się artefaktami. Teraz mamy drużynę na (około) szóstych poziomach, postacie całkiem dobrze wylosowane a żadna postać nie ma magicznej (głównej) broni. W zyciu nie poradzilibyśmy sobie z takim Hor-Gurem (przygoda dla drużyny na 2-4 POZ). I nie ma szans na przejście słynnej Demonicznej Hordy. Ale sama wyśmiewana, wręcz wyszydzana Horda… No tak, nie jest najbogatszym fabularnie scenariuszem. Ale jeżeli ktoś nigdy nie zrobił przygódki opartej w dużej mierze na wyrzynaniu kolejnych wrogów, niech pierwszy rzuci kamień.

Sentymentem darzę też miniprzygody z pierwszych nuemrów MiM: były w nich ukryte reguły gry, trzeba było je mieć przeczytane. Do tej pory, gdy ktoś zamiast grania zespołowego kręci sam na sam z Mistrzem Gry swoje lody wołamy: „Co to jest, miniprzygoda tana Sladuma?”.

Ale fajny był też przełom, zrobiony przez „Mircallę”. Wreszcie wskoczył styl grania oparty o coś więcej, niż tylko naparzanko…

Obie części „Domu” też zapadły mi w pamięć. Alicja w krainie obłędu… Takie niekacetowe.

Mój ulubiony typ lokacji (lasy, góry, podziemia etc.) w KC

Podziemia.

Dungeons and Dragons 067

Dungeons and Dragons 092

Dungeons and Dragons 040

Moja ulubiona pułapka/zagadka w KC

Typowe pułapki w KC:

– z bagna wyskakują na was trzy błotne smoki

– nagle widzicie grupę goblinów na wargach, mają złe zamiary*

– woda bulgocze i wyłażą z niej utopce

– pijani krasnoludzcy najemnicy mówią: elfie, obetniemy ci te szpiczaste uszy

– pijani elficcy najemnicy mówią: krasnoludzie, obetniemy ci tę brodę

Typowe zagadki w KC:

– widzisz Katana, którego buta całujesz mu najpierw?

– co zjesz: placek z agawy czy pieczeń z bawoła opasa?

– zaczepia cię pijany obdarty ork, cięcie czy pchnięcie?

– widzisz smoka, którędy uciekasz?

– widzisz demona, którędy uciekasz?

– widzisz statek sharanów, jaką chcesz nową postać?

Tak, w KC walka jest istotną częścią przygód… Generalnie, mechanika jest pod walkę, nie pod finezyjne zagadki.

*Dlaczego gobliny mają takie brudne twarze? Bo jeżdżą na wargach.

Dungeons and Dragons 726

Mój ulubiony Bohater Niezależny w KC

Dla mojej Kesery ulubionymi BN są członkowie rodziny. Dają tło, flavour i motywację.

Poza tym ulubieńców nie mam. Generalnie, gry fabularne powinny się toczyć wokół postaci graczy. Oni są głównymi bohaterami. Reszta to statyści. Zdarzają się pamiętni BN, ale trudno ich nazwać ulubionymi – najczęściej to szwarc-charaktery, które chętnie wyprawią drużynę w zaświaty.

Moja ulubiona istota humanoidalna w KC

Czarno-biało odpowiem.

Z białych (pozytywnych) postaci to reptilioni. Są kapitalni i już. Z czarnych (wredniastych) istot to zdecydowanie sharanowie. Bardzo źli, bardzo tajemniczy… Świetnie wrogowie. Bycie wrogiem drużyny w grze rpg to niewdzięczna i brudna robota, le ktoś to musi robić. Sharanowie robią to świetnie. Mają skarby, niewolników, są źli i okrutni – nawet to szpiku kości dobrzy bohaterowie mogą się na nich wyżyc bez wyrzutów sumnienia.

Moje ulubione zwierzę lub potwór w KC

Smok błotny.

Smoki to najbardziej majestatyczne, klimatyczne i w sumie… piekne potwory w światach fantasy. Przerażające i przyciągające równocześnie. Esencja siły, magii, potęgi, nieznanego… Niekontrolowalnej natury, prastarej mądrości, głębokiej pierwotnej magii.

Dungeons and Dragons 716

Tylko że w Kryształach większość potworów ma takie statystyki, że bez oddziału wojska ciężko podejść. A już smoki… Smoki są całkiem poza zasięgiem nawet wysokopoziomowej drużyny. Oczywiście to nie tak, że fajnie jest zabić smoka. Ale sytuacje fabularne, w których zawsze jesteśmy dołem, w których żyjemy tylko dlatego, że MG nam pozwolił, bo nie poszczuł na nas stwora, którego właśnie spotkaliśmy… Nie są zdrowe dla psychiki gracza i radości grania. Bo KC w razie walki np. ze smokiem czerwonym smok atakuje, po czym na 95% trafia postać i na 100% ją zabija pierwszym ciosem.

Błotniaki są w cyc. Mogą być mądre i robią za fajnych BN-ów. A jak się trzeba z nimi naparzać, to też się da. No i są smokami, chociaż trochę sietniawymi. Ale smok, to zawsze smok.

A ze smaczków: z rozwalonych harpii zebrałem pióra. Teraz mam z nich lotki do bełtów. Lotki do bełtów zpiór własnoręcznie zabitych harpii – tak, to cieszy. Hell yeah!

Mój ulubiony martwiak materialny w KC

Mój ulubiony martwiak eteryczny lub półeteryczny w KC

Mój ulubiony golem w KC

Mój ulubiony demon w KC

No kurka, jak można lubić tych kolesiów?

Zawsze są po drugiej stronie barykady i robią, co mogą, żeby wyrządzić drużynie krzywdę.

Ulubiony martwiak? Zabity powtórnie. Ulubiony golem? Rozbity golem. Ulubiony demon? Demon sprzedany na komponenty magiczne. I już.

Mój najmniej lubiany potwór w KC

Jednorożec. Siedzi w bestiariuszu a nigdy nie spotkałem jako gracz ani nie użyłem jako MG.

Moje ulubione bóstwo w KC

Pian. Jeżeli pan wie, o co mi chodzi. He, he.

Dungeons and Dragons 731

Mój ulubiony rodzaj magii w KC

Nie lubię postaci używających magii czarnoksięskiej, ale to kapitalne i klimatyczne zaklęcia.

Zejście do piekła, Czarny ogień, Czarna zbroja, Fatum trzynastego. Niektóre maja szczególnie miłe dla ucha nazwy, jeżeli pan wie, co mam na myśli: Otwarcie szczeliny, Cielesna eksplozja, Duszenie, Nocny jeździec, Lalka… Tia…

Mój ulubiony charakter w KC

Dobry. Pozwala grać naiwnie, daje MG mnóstwo zahaczek fabularnych, cementuje drużynę.

Mój najciekawszy przedmiot magiczny w KC

No chyba nie ma takiego… Pierścień, który daje infrawizję, szału nie robi… Nie idziemy w przedmioty magiczne w naszych sesjach jakoś…

Mój najciekawszy niemagiczny przedmiot w KC

Duża butla spirytusu krasnoludzkiego.

Wiecie: bania 100 ml, potem rzut na szok (odporność numer 4) i rzut na trucizny (odporność numer 6).

Moja ulubiona grafika z KC

Orczyca. Autorstwa Jarka Musiała. Niby orczyca, niby nieładna… Ale oko przyciąga nieustannie.

Musial 61 Krysztaly Czasu

Moja ulubiona tabela lub zasada z KC

Tabela broni, rzecz jasna.

Co się ją nastudiowałem…

Mój najlepszy mistrz jakiego miałem w KC

Moi dwaj najlepsi Mistrzowie w Kacety i ich nawyki:

Wojtek: zagmatwane przygody, oparte na zawiłych relacjach między BN, ewentualni przeciwnicy bardzo mocni współczynnikowo, ale walka możliwa do uniknięcia. Barwny świat, szczegółowo i wiarygodnie opisany.

Łukasz: prostsze przygody, gra minimalnie przeciwko graczom, przeciwnicy bardzo mocni współczynnikowo, wredne dranie, walka niemożliwa do uniknięcia („postacie nie mają piec ciasta, tylko mają walczyć”), fajny klimat przygód.

Co zmieniłbym/łabym w KC

Co zmienić w Kryształach?

Strasznie łatwo jest odpowiedzieć: NIC. Nic nie należy zmieniać.

1. Skomplikowana mechanika Kryształów jest ich wyróżnikiem, znakiem rozpoznawczym. Przeglądanie tabel, opisów cech, kombinowanie to cały smak KC. Mechanika składa się z zakazów – ominiecie tych zakazów naprawdę daje satysfakcję. Każdy kombos to złamanie durnych ograniczeń, to samozadowolenie i radość.

2. Kryształy są jednak dość spójne – zmiana kilku reguł powoduje, że pozostałe znajdują się w pustce. Słabo. Żeby wszystko grało, trzeba stosować je wszystkie, nawet te trochę głupie. I nawet te całkiem debilne. Tak własnie jest. Nie można ich zmienić „troszkę”. Książkowa edycja próbowała i wyszło penisoidalnie. Nie wierzyłem, że można Kryształy zepsuć… Ale jednak udało się.

3. Unowocześnienie systemu musiałoby się wiązać z całkowitą przeróbką mechaniki. Jak w trzeciej edycji dedeków. Zostawiamy współczynniki jak są, zmniejszając ich ilość o jakąś 1/3. Zostawiamy losowanie współczynników oraz ułomności i cechy nadprzyrodzone, bo są jedwabiste. Zostawiamy tylko odpornośc fizyczną i psychiczną, bo aż 12 odporności jest potrzebne jak wiadomo co papieżowi. Zawody, które losujemy przy tworzeniu postaci i których nie możemy już nigdy potem zdobyć ani nawet rozwinąć, zamieniamy na umiejętności, zwiększane co poziom. Zdolności profesjonalne zamieniamy na featy, dostępne dla każdego (kto spełnia warunki typu wysokość współczynnika, poziom, etc.) a nie tylko dla jednej profesji – chcesz brać inne, niż najlepsze dla profesji, proszę bardzo. Ale najlepszy w swoim fachu wtedy nie będziesz. Dodajemy mechanikę relacji społecznych (opartą na umiejętnościach, a nie sprowadzającą się do rzutu na Charyzmę). Rzetelnie opisujemy mechanikę rozmaitych sytuacji mogących się wydarzyć na sesji: testy umiejętności podejmowane przez postacie niewyszkolone, bieganie, skakanie w dal i wzwyż, wspinaczkę, wypatrywanie, nasłuchiwanie, przekonywanie, podrywanie, nurkowanie, duszenie, walka w bitwach. I mamy zgrabny, dość drobizgowy system.

Tylko czy to wciąż będą Kryształy Czasu?

I czy taki system jest potrzebny? Zgrabnych, dobrze działających systemów jest dużo. Kacety są mechanicznie cieniutkie jak żeberko bakterii. Ich siłą jest sentyment starszych graczy. Czy modernizacja systemu nie zgasiłaby tego sentymentu? Czy nie wywołałaby zniechęcenia i reakcji typu „tak, teraz mechanika jest dobra, ale to już nie to samo, co pamiętam z MiM?”.

Dungeons and Dragons 735

Jak napisał Jagmin: „Każdy może się przyłączyć i ocalić od zapomnienia starożytne Kryształy”. Zróbmy to. Najprościej jak można. Grając od czasu do czasu, nie często – bo na dłuższą metę jest to cholernie męczące i zniechęcające – sesyjkę albo dwie w ten starożytny system. Pierwszy polski system rpg.

Advertisements

komentarzy 16

  1. Zacząłem od KCtów rpgwe życie w 1994. Ale KCty skończylismy i nie wracalismy do nich w 1997r. Aż tutaj, nagle, bez ostrzeżenia Grzes zrobił sesje na Inwazji… Jakie to było piekne 🙂
    A twoja pierwsza kobieca postacia nie była Aeria Gloris przypadkiem? 🙂 Była nie tylko kobitka z cycków i nazwy ale i grales nią jako kobitke 🙂
    Eh… Kryształy… Eh…

  2. Wielkie dzięki za wpis. Liczę, że jeszcze nie raz ktoś wspomni o KC, nie tylko z sentymentem, ale właśnie w kontekście aktywnego grania. Ja tylko podchwyciłem cudzy pomysł i żart obróciłem w dość poważną inicjatywę.

  3. Przeczytałem z wielką przyjemnością.

    W KC grałem o tyle, że dawno temu na jakimś konwencie dwa razy od podstaw tworzyliśmy postaci, co za każdym razem zajmowało nam pół dnia i za każdym razem skończyło się totalnym upojeniem alkoholowym. Ale wszystkie materiały dotyczące KC, ukazujące się w Mim’ie, nie pozostawiały wątpliwości, że to szalenie malownicze uniwersum. Twój wpis na blogu tylko to potwierdza.

  4. @Shintaro
    Tak, masz rację, nie da się postaci zrobić szybko (choć są tacy, którzy twierdzą, że się da – ale taki już jestem niewierny Grzegorz, że uwierzę, jak zobaczę). Nam się zdarzało umawiać nie tylko na osobne robienie postaci ale na piwko plus rozwój postaci. Jeden kumpel ze szczerą rezygnacją powiedział: mam wyższe wykształcenie, głupi nie jestem (fakt: jest łebskim informatykiem na stanowisku kierowniczym i zarabia fajną kasę) a to, że nie umiem sam poobliczać wszystkich awansów wpędza mnie w kompleksy. Myślę, że by umiał, ale z kumplami jest lepiej.

    @Jagmin
    Jasne, warto pogrywać w KC – choć jednak jako jeden z systemów. Lubię próbować nowości, jestem przywiązany do GURPSa i BRP a KC traktuję jako odskocznię, kapitalny powiew sentymentu i ogólnie powrót do korzeni. Z tych samych powodów lubię sobie poczytać MiMy.

    @Gutek
    Tak, moją pierwszą postacią kobiecą była Aeria Gloris, którą grałem w Cyberpunka u Ciebie. Ale jednak znacznie częściej mam ludków chłopków. Co do Twojego grania w KC bez zapowiedzi i ostrzeżenia: postać Molesty zrobiłeś tak, jakbyś wszystkie reguły miał w głowie i grał po raz ostatni dwa tygodnie wcześnie. Gratki.

    • To jak jazda na rowerze. tego sie nie zapomina 🙂 Rok temu sobie na próbe stworzyłem orcza księzniczkę i myslałem ze wezmę ja na inwazje ale sie zawieruszyła ostatecznie. No ale staty Molesty sie wylosowały niezłe, szczególnie kilkukrotny przerzut mistrzowskiego kowala 🙂 Druzyna Kowali 🙂
      A jak to mówią: „Kowal to był równy gośc…” 🙂
      Aeria, to była (jest) postać. Poprowadziłbym jej, i jej druzynie jakąś przygódkę 🙂

    • …Tylko grał po niewłaściwej stronie… fortepianu… A nie, to Franky Krova… 🙂

  5. „Dom” był rewelacyjny, ale musiał być dobrze poprowadzony. Bardzo łatwo było zbudować w nim klimat, albo byłem w tamtych czasach podatny na wpływy „kumpli metalowców” 🙂
    Nie wymieniłeś nagrodzonego majstersztyka – „Czarci Młyn” z numeru 11/99 😀

  6. Kurde, Grzesiu pojechałeś z tym wpisem. O KC mógłbym gadać godzinami i wspominać stare czasy. O dziwo to nie był mój pierwszy system, bo wcześniej graliśmy w autorkę mojego brata, a były to czasy gdy firma Encore wydawała swe pierwsze gry planszowe. Natomiast Kryształki i Magia uświadomimy mi co to jest rpg. Wcześniej to były tylko takie dziwne gry planszowe z mapa na kartce w kratkę zamiast planszy i dziwnym współczynnikiem – „zręczność manualna” o którym my glowniarze nic nie wiedzieliśmy, ale to niezła anegdota i nie na wpis a na opowieść przy ognisku i piwku.
    A KC tak jak mówiłem pojawiły sie nagle w moim życiu pewnego jesiennego popołudnia, chyba, bo pamięć juz nie ta,ale zdaje sie ze było zimno i ciemno gdy kupiłem MiM nr 1 na rogu ul. Sienkiewicza w Kielcach, w księgarni „u złodzieja” która potem odegrała ogromna role w świecie kieleckich graczy. To w niej mozna było nabyć pierwsze kostki k10 a nie zabierać je z gry planszowej (wszyscy wiemy chyba z jakiej 😉 ). Swoją droga od razu rzuca mi sie na myśl jak kiedyś wpadła nam owa kostka do szybu na klatce w bloku(bo grywalismy tez na klatce), spowodowała prawie zawał u młodych graczy – bo gdyby zginęła nie byłoby grania.
    A wracając do tematu z MiMem poznałem swoją pierwsza postać – złodzieja Gnorika, którym to grałem namiętnie długie miesiące i setki przygód. Co ciekawe po latach odnalazłem stara pożółkłą kartę tej postaci i ku memu zdziwieniu okazało sie ze miałem poziom 2 i dobre 8000pedekow, ot widać wtedy grało sie dla grania a nie jakiegoś awansowania i pakowania współczynników.
    Kryształy Czasu to moja pierwsza nauka liczenia. To dzięki tym setka sesji rozegranych w podstawówce mogłem w szkole średniej omijać 50% liczenia na kartce, ot rachujac w pamięci wszelkie 1/20 x 2 dodać 1/5 i odjąć 1/10 z 235 czy coś w tym stylu 🙂
    To dzięki tym grą dostawałem dwie oceny z wypracowany na polskim, jedna za treść (celujący) i druga za błędy (mierny), jak by nie patrzeć kończyłem z dobrym,więc micha sie cieszyła.
    Ech Kryształy. Żałuje ze to tylko 30 dni bo nie zdążyłem nawet raz zagrać, ale wiem ze zagram, nie teraz to za miesiąc, czy dwa. Jak nie to za rok. Ale zagram i stworzę postać w 4-5 minut by Ci udowodnić ze to wykonalne 😉

    • W jakiej planszówce byla 10tka? 🙂

    • W takiej o banicie z lasu Sherwood.
      http://boardgamegeek.com/boardgame/31794/robin-hood
      I też słyszałem, że wielu młodych miłośników erpegie, czyli generalnie kryształów, bo w to się wtedy grało, chodziło do sklepu z grami i tak długo zastanawiało się nad kupnem tej planszówki i tak długo ją oglądało, aż kostka z zestawu znikała w kieszeni.
      Swoją drogą: wtedy do grania w kacety wystarczała jedna zwykła k10-tka. Teraz ma się zestawy wypasionych, błyszczących, cieniowanych i żłobionych kostek… 🙂

  7. KC to kawał historii i wiadro pełne sentymentu. Wkrótce będę je prowadził na silniku OpenQuesta2, tylko odczekam na hardcovera.

    • Mrufon, ja cały czas pamiętam żeby Ci podesłać kilka moich home rulsów na GURPSa, tylko jakoś tak czas popyla między palcami… Pozdrawiam!

  8. @atomicturist
    A w jakiej nie była? Robin Hood, Wampir, Mumia…

    @Ciekav
    W księgarni „u złodzieja” (choć oficjalnie nazywała się „Atena” czy jakoś tak) można było kupić Warhammera, pierwszą edycję! Co też uczyniłem 🙂

    Kryształy czasu – kiedyś i dziś.
    Kiedyś – były jak pierwsza miłość. Pochłaniały masę czasu, angażowały jak cholera, robiło się dla nich różne głupoty, przymykało się oko albo i dwa na ich wady. I do dziś pozostał po nich pewien sentyment.

    Dziś.
    Pozycja Kryształów się zmieniła. Nie są jedynym systemem, spośród którego trzeba wybierać. Ale nie są skazane na automatyczne skreślenie. Raczej wypełniają pewną niszę.
    Są mianowicie absurdalnym (a absurd ten wynika z tego – że proponują podejście do grania „na poważnie”) systemem high fantasy nastawionym na bitkę i expowanie. Do tego roztaczają urok „retro”. Dają dużo możliwości wyboru i graczom i mg. Nie trzeba kupować kilku podręczników, jak do D&D, całość materiałów jest po polsku.
    A mechanika – dodaj swoją cegiełkę do ogólnego klimatu systemu. O ile więcej mocy jest w sile 263 niż 18? Przez swoją zaawansowaną (czy raczej – skomplikowaną mechanikę) Kryształy stwarzają pozory bycia realistycznymi i dopracowanymi.

    A najbardziej z KCtów lubię reptilionów. W większości innych systemów rasa ludzi – gadów jest bardzo jednowymiarowa, często – mało cywilizowana. A tutaj dostajemy bardziej złożone postacie. No i mogą zostać Czarnymi Rycerzami Seta. A ja uwielbiam setytów 🙂

  9. Kostka k10 była tylko w grze Robin Hood. Podnosiło to znacznie wartość tej planszowki dla graczy w KC. 🙂 w Mumii była k12 a Wampir jechał na k6 😉
    Jak bym sie dobrze rozejrzał to jeszcze mam gdzieś ta kostkę. Wytartą przez tysiące dłoni liczących na dobry rzut 🙂 pamietam do połowy wytartą cyferkę 1. Ta kostka to jak KC ogrom wspomnień. Warto dodać ze gry Robin Hood od dawna nie mam..ostała sie tylko kostka…

  10. Kupę sentymentów obudziłeś we mnie, Mashu :). I zrobiło sie jakoś melancholijnie. My gralismy na dwie drużyny – dobrą (pierwszymi postaciami z MiMa, ja do 10 levela dotarłem cedrikiem) oraz mniej dobrą (złodziejską, bym rzekł) i też było nieźle.

    Przyznaję, że zagrałbym jedną lub dwie sesje.

  11. I like to disseminate understanding that will I’ve built up through the 12 months to assist improve group functionality.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s