Conan BRP odc. 59 – Zatopione miasto

Sekcja żeńska:

Aegea (Madzia) – argosańska piratka już we własnej galerze korsarskiej „Twoja Stara”. Pragnie zemścić się na kupcach shemickich, którzy zatopili jej pierwszy okręt.  Piracka proweniencja nie przeszkadza jej być jednym z najlepszych strzelców Hyborii.

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść. Od pewnego czasu w wersji żeńskiej, wielkocycatej.

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu i mistrz rydwanu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, setnik aquilońskiej armii i gladiator, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym. Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

Plany co do znalezionego wraku.

Rhodd: Może ten statek zaadoptujemy?

Korgoth: Twoi starzy cię adoptowali!

US-BRITAIN-HISTORY-SHIPWRECKPopołudnie, zachodzące słońce kładło promienie na spokojnych falach oceanu. Czarna, budząca grozę galera piracka „Twoja Stara” kołysała się lekko na wodzie, dwie szalupy wyładowane chwacką załogą obwiesiów, hultajów i rzezimieszków odbiły od burty i ruszyły w kierunku wraku kupieckiej galery, na której znajdowali się już herosi. W panującym skwarze piraci uzbrojeni w topory i siekiery przystąpili do demontażu ścian nadbudówki. Przez wyrąbane otwory wdarło się światło słoneczne, przepłaszając topielców. Po godzinie ciężkiej pracy można było sprawdzić, co znajdowało się w na wpół zalanej kapitańskiej kajucie. Rzecz jasna nie znaleziono żadnego dziennika, o tym nawet nie było mowy, natomiast oględziny odkrytych trupów (widać nie wszyscy stali się topielcami) wskazały, ze załoganci byli głównie Argosańczykami, być może Aquilończykami lub innymi Hyborejczykami z centralnych królestw. Co ciekawe na ekwipunku, skrzyniach etc. znajdowały się znaki Kompanii Westermarckijskiej. Pytanie, co tak daleko od Westermarcku porabiali kupcy z pogranicza?

Kilka znalezionych trupów różniło się od członków załogi galery. Mieli skórzane pancerze, byli uzbrojeni, najprawdopodobniej to oni zaatakowali i zatopili galerę. Na ich napuchłych od wody ciałach herosi dostrzegli tatuaże znane im chociażby ze Scandagi. Takie same nosili przestępcy z tzw. Gildii – organizacji skupiającej aquilońskich złodziei i zabójców. Widać działania Kompanii (jakiekolwiek by nie były) napotkały na czyjś ostry sprzeciw. Ktoś wynajął Gildię, czy może sami przestępcy weszli na wojenną ścieżkę z potężną organizacją kupiecką?

Dalsze próby penetracji wraku spaliły na panewce. Pod pokładem wciąż było ciemno, a sama ładownia cała zalana wodą. Topielce stawiały opór, piraci Aegei (po zranieniu kilku z nich) jakoś stracili chęć do zagarnięcia łupów a herosi wciąż głowili się, jak zwalczyć nieumarłych pod wodą, w absolutnych ciemnościach.

W towarzystwie Korgotha znikają różne precjoza, zwłaszcza znalezione na miejscu łupienia. Po kolejnych oskarżeniach Cymmeryjczyk tłumaczy się.

Korgoth: Jak przyszedłem, to to już było w mojej kieszeni.

Ostatecznie wszyscy wrócili na „Twoją Starą”, na pokładzie której wystawiono na noc wyjątkowo silne straż. Cholera wie, czy nieumarli nie zechcą złożyć „przyjacielskiej” wizyty? Szczęśliwie jedynie wylegli na skąpany w blasku księżyca pokład wraku. BG mogli obserwować jak niezgrabne kukły snują się bez celu po przegniłych deskach deku.

O świcie podjęto decyzję. Skoro nie można dostać się do ładowni w sposób konwencjonalny, trzeba zastosować radykalne metody. Do wraku zamocowano kotwiczka grube liny abordażowe, piraci naparli na wiosła i „Twoja Stara” ruszyła z wolna. Z głośnym trzaskiem kadłub galery pękł na dwoje, a potem zwyczajnie się rozsypał. Towary, ciała załogi zaległy na piaszczystym dnie. Nieumarli wili się pod wodą, starając się umknąć przed promieniami słońca. Po wszystkim Korgoth i Aegea z kilkoma piratami popłynęli na mieliznę i zanurkowali, badając rozrzucone resztki galery. Niestety nie znaleźli skarbów. Galera Kompanii wiozła za to sporo materiałów budowlanych: żelazne hufnale, bretnale, klamry, beczki smoły, worki zaprawy, a także obrobione pale, deski… Do tego narzędzia: piły, młoty, siekiery (często same obuchy bez stylisk), oskardy etc. Wszystko wystarczające do wzniesienia całkiem sporego fortu… lub rozbudowy już stojącego. Niestety to wszystko, co znaleźli herosi.

W południe zniechęceni pożeglowali na północ, wciąż licząc, że prędzej czy później trafią na Wyspę Czarnych Posągów, której mapę posiadał Taurus. Toteż przez kolejny dzień płynęli wzdłuż brzegu. 300-400 metrów od nich zieleniała zbita masa Puszczy Piktyjskiej. Gęsty las iglasty porastający wzgórza o łagodnych zboczach. Ani śladu człowieka czy Pikta. Wieczorem po przepłynięciu jakichś 50 kilometrów usłyszeli niesione przez wiatr od stronu lądu dudnienie bębnów dzikich mieszkańców tej krainy. To chyba był główny powód, dla którego zdecydowali się spędzić noc na brzegu. Aegea przezornie pozostawiła galerę jakieś 400 metrów od brzegu z ok. 20 piratami. Pozostali w dwu rzutach przybili szalupami do brzegu i tam, na szerokiej piaszczystej plaży rozpalili wielkie ogniska. Aegea kazała wytoczyć beczki z zingarańskim wińskiem. Ferajna darła japy, ryczała pirackie pieśni i czekała.

Znaczy Korgoth i Publiusz czekami. Sam wiesz, drogi Czytelniku, że dla tych dwu napić się to dobra zabawa, ale jeszcze lepsza komuś rozbić łeb, a dobiegające od strony lasu łomotanie bębnów nastrajało naszych fajterów dość optymistycznie.

I doczekali się. Wpierw było słychać trzaski i huk łamanych drzew. Potem przez las poniósł się wrzask Piktów. Dzicy wyroili się z puszczy i stanęli na krawędzi lasu. Piktowie byli inni od znanych bohaterom. Odziani w skóry, o nagich torsach z bronią zdobioną kolorowymi piórami papug, z podobnymi ozdobami wplecionymi we włosy i dziwnym drewnianym dziobem zawieszonym na twarzy. Szczep Tukana. Czekali na nich już przygotowani (podwójnie – dzierżący broń i podlani alkoholem) piraci. Z takim przeciwnikiem mogli walczyć – cielesny, materialnym, możliwym do zarżnięcia. cholera wie, co było gorsze: frenetyczny, pierwotny szał Piktów czy wtórne zezwierzęcenie piratów – odszczepieńców cywilizacji?! No i tak cholera się ujawniła, nie ukrywam, pod wpływem judzenia naszych herosów. Kapiszon, opętańczo wrzeszcząc o kąpieli w ogniu, zagładzie, apokalipsie, płomieniach i pożodze pognał w las, dzierżąc pochodnie. Oczywiście las zapłonął. Pieprzony piroman był mistrzem w swoim fachu. Nim tak na poważnie rozgorzała bitwa, puszcza zagorzała wokół walczących. Oczywiście piraci, miast stać na piachu, pognali za Korgothem w las. Oczywiście walka miast być uporządkowanym starciem dwu wrażych sił, rozbiła się na wściekłe i zajadłe pojedynki, prawdziwą rzeź pośród gorejących płomieni. Rhodd posłała kilka strzał w szarżujących Piktów, potem dobyła włóczni i nadziała jednego z wojowników. Aegea szyła z kuszy spoza szeregu wiernych piratów, którzy z pianą na ustach i nożami w dłoni zarzynali kolejnych, nie mniej rozwścieczonych Piktów. Hanno, na miarę swoich możliwości, łuskał przeciwników, to rzucają nożem, to wydartym z łap martwemu Piktowi oszczepem. Publiusz wpadł pomiędzy kilku wrogów i mocarnymi cięciami rozłupywał ich na połowy. Przez chwilę, bo zaraz potem musiał odskoczyć, gdy Korgoth przygalopował na potężnym bawole, z którego moment wcześniej ściął jednego ze znaczniejszych wojowników Piktów. Dzicy po kilku minutach takie walki nie zdzierżyli. Zostawiwszy za sobą trupy poległych umknęli głębiej w las. Zresztą płonąca puszcza oddzieliła obie strony. Piraci, chcąc nie chcąc wycofali się na plażę, zabrawszy ze sobą rannych i zabitych. A było ich niemało. Zginęło kilku chwatów z załogi „Twojej Starej”, kilkunastu było poważnie rannych. Tymi zajął się Hanno. Aegea nie chciała do świtu czekać, aż Piktowie się pozbierają i zdecydowała się wrócić na galerę.

Wstał świt, puszcza dogasała, choć gdzieniegdzie było jeszcze witać płomienie. Kapiszon, sprawa tej apokalipsy, spał jak dziecko na pokładzie, uśmiechając się przez sen. Piraci zasiedli do wioseł, wiatr wypełnił żagiel korsarskiej galery. Nadal płynęli wzdłuż brzegu.

Późnym popołudniem dotarli do zamkniętej z czterech stron zatoki. Brzeg porastał gęsty las, nic nowego. Natomiast z zatoki wznosiły się wysoko w niebo wieżyce z ciemnoszarego kamienia. Sześć gigantycznych wież, pięć z nich upstrzonych białymi plamami guana i ostatnia, czysta z ostrym zwieńczenie nad przestronnymi oknami, co nadawało jej kształt latarni morskiej. Wieże razem tworzyły regularny sześciokąt. Wydawało się, że niegdyś tworzyły zewnętrzne umocnienia wielkiego miasta, które zatonęło i jego zabudowania leżały gdzieś głęboko pod kilem galery herosów.

„Twoja Stara” wpłynęła ostrożnie do środka, omijając po drodze skały i resztki ogromnego, teraz porosłego wodorostami łańcucha. Galera wydawała się ledwie łupinką w dłoni giganta, której palce wystawały z toni morskiej. Czym prędzej zorganizowano grupę wypadową. Oczywiście w jej skład weszli wszyscy BG, Taurus, Branmak oraz dziesięciu piratów (w tym bosman Szrama, stary Kuter na wózku i Kapiszon, tym razem z wyraźnym rozkazem trzymania się z dala od ognia). Grupa przybiła do skalistego brzegu wysepki, na której wznosiła się ogromna wieża (ta nieobsrana przez mewy).

Na miejscu okazało się, że ruiny muszą być niezwykle stare, na ich ścianach odkryto niemal zamazane przez upływ czasu znaki, które nie kojarzyły się z żadnym znanym bohaterom alfabetem (choć szczerze mówiąc to nietrudne przy tej bandzie analfabetów). Po raz kolejny jednak piraci, oczekujący łupów, musieli obejść się ze smakiem. Wejście do wieży było zawalone. Co prawda piraci wzięli się za odwalanie przejścia, ale czekało ich kilka godzin pracy. Oczywiście nie bez problemów. W tym samym czasie Aegea i Korgoth zdecydowali się zanurkować i znaleźć wejście pod wodą. Jak zaplanowali, tak uczynili. Zagłębili się w ciemną czeluść, a na powierzchni…

Nikt nie wiedział, jak zginął jeden z piratów, pracujący przy odgruzowywaniu wejścia. Po prostu znaleziono jego bezgłowe ciało. Tak po prostu. Kilka metrów od niego pracował jeden z jego kompanów, ale też niczego nie zauważył. Oczywiście BG zaczęli uważnie przepatrywać otoczenie i oczywiście niczego nie znaleźli, a niedługo potem zginął kolejny z piratów. Tym razem zobaczono jak po kamieniach toczy się głowa i wpada z pluskiem do wody (jakiś czas potem minęła nurkujących Aegeę i Korgotha). To już wystarczyło do wywołania paniki wśród piratów. Rzucili się biegiem do szalupy. kuter jeszcze wrzasnął, że coś na niego poluje, a potem usłyszał świst. Niewidoczny demon nie trafił, celował, jakby ofiara była wyższa, a stary Pirat przecież nie miał nóg. Uratowało go kalectwo.

W tym czasie Aegea i Korgoth zeszli głęboko pod wodę i faktycznie znaleźli wejście do podwodnej pieczary. Na resztkach powietrza udało im się znaleźć wyjście. Wynurzyli się w kompletnych ciemnościach w jakiejś podwodnej pieczarze. Czuli jedynie smród, słyszeli dziwne szepty, odgłosy kroków. Nie czekając na to, aż ktoś im zetnie głowy z karków, wrócili na powierzchnię.

Tam w atmosferze ogólnego strachu debatowano co dalej. Dziwny stwór zaatakował po raz trzeci, Hanno (bodaj) poczuł nagle wokół siebie smród zgnilizny. Czym prędzej rzucił się na ziemię i usłyszał świst nad sobą. Ani chybi, gdyby się spóźnił i jego głowa potoczyłaby się po kamieniach. Próba kontrakcji nic nie dała. Broń jeno przecięła pustkę, nie napotykając oporu. albo demon był niezwykle szybki, albo bezcielesny.

Ostatecznie Aegea wróciła z piratami na galerę. Na wyspie zostali: Publiusz, Hanno, Korgoth, Rhodd, Taurus i Branmak.

Pictland - sesja 59

Advertisements

komentarze 4

  1. ” Nie czekając na to, aż ktoś im zetnie głowy z karków, wrócili na powierzchnię…..” Chwilkę poczekaliśmy, i wtedy właśnie cuś użarło naszą Panią Kapiton, i dlatego też wróciła na starek! Sugerujesz, że Kapiton najbardziej krwiożerczego statku pirackiego wraca bo… zostawiła pranie na gazie? 😉

  2. Aaaaa, faktycznie. Tak często obrywacie, że nie zapamiętuję już niczego poniżej okaleczenia czy śmierci. BTW Aegea śmignęła na galerę, bo obawiała się demona (m.in. szło o topniejącą dość szybko załogę).

  3. Własnie! Sugerujesz, że zwiałam??
    Byłam bardzo poraniona i martwiłam się o załogę… a nie wróciłam tak sobie! Korgoth dobrze prawi, dać mu wódki!! 🙂

  4. Zwiałaś, zwiałaś :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s