Wszyscy ludzie Firewall odc. 26 – Ucieczka

Ariffa Salome Medea (Madzia) – Niegdyś ośmiornica z podgonioną ewolucją (uplift) z niewielkiej sekty, czczącej niejakiego Cthulhu, mającej swą siedzibę w małym habitacie gdzieś w okolicach Neptuna (frakcja – Brinker). Fajter co się zowie z gnatem w niemal każdej macce. Obecnie upgrade’owana furia, w dodatku facet, w dodatku o aryjskim wyglądzie. Muza: lewacki i anarchizujący kryl o imieniu Kryl.

James van Buren (Jaro) – szpieg, potomek pierwszych kolonistów, którzy musieli wyemigrować z Afryki Południowej bądź Holandii. Z tego względu poczuwa się do solidarności wobec anarchistów (frakcja). Nietypowy morf: phase, będący połączeniem zalet społecznych sylfa oraz umiejętności infiltracyjnych ducha, pozwala mu poczuć się niczym niejaki James Bond. Całkiem niezły haker. Muza: Phoebe, elfiej urody konstrukt przypominający bohaterki sieciowych gier RPG.

Saad Kamal (Damian) – spec od zaawansowanych technologii, mechanik, elektronik, złota rączka z ego uploadowanym do morfa liquid steel (możliwości T-1000 z Terminatora 2), na co dzień niczym z wyglądu nie różni się od człowieka (uroda arabska), choć jest syntetykiem. Po utracie morfa wrócił do otrzymanego niegdyś remade’a, łysego, atletycznego o wielkiej głowie. Potomek pierwszych kolonistów, wspiera tytańską frakcję (ma własną mikrokorporację). Muza: Mikrobi (wiadomy robot z legendarnego serialu animowanego produkcji węgierskiej).

Scenariusz Killsat is faction – własny c.d. – wciąż na wypalonej Ziemi, pośród ruin Colorado Springs. Nadszedł czas Ucieczki!

SED_wall_1920x1200

05.03 11 AF 8.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Agenci i Pastfinderzy skończyli tygodniowe przygotowania do ewakuacji Enklawy. Wszystkich ludzi podzielono na dwie grupy. Pierwsza miała ruszyć ekipa ofensywna. To ona miała dotrzeć do Fortu Carson, dokonać rozpoznania a następnie przejęcia pojazdów orbitalnych/ewakuacyjnych. W miarę możliwości miała to być cicha operacja, ale jak wiadomo plany są po to, by potem w panice je zmieniać. Na tę okoliczność grupa też była przygotowana. W jej skład weszło trzech agentów Firewallu, trzech operatorów z Pastfinderów (Jim, Kim & Lim), kapitan Rhames (ex US Marines Co.) wraz z trójką jej najlepszych ludzi (też weteranami piechoty morskiej). Wymieniona dziesiątka była doskonale uzbrojona jak na te warunki, każdy posiadał karabin szturmowy lub jego ekwiwalent, niektórzy z wyrzutniami smartpocisków. Zespół posiadał także jeden karabin snajperski (Saada), MANPADa z inteligentną amunicją pozwalającą używać go jako typowego PPKa (trojaczki zagłady) oraz dwa szynowe karabiny wsparcia (jeden u trojaczków drugi w posiadaniu marines), poza tym przynajmniej połowa członków grupy uderzeniowej była wyposażona w materiały wybuchowe (głównie termit). Do tego należy dodać pełne oprzyrządowanie sensoryczne i ECM oraz zintegrowana sieć taktyczna (zaktualizowano oprogramowanie Rhames i jej żołnierzy, by mogło współdziałać z highe-endowym software’em reszty ekipy. Grupa przemieszczała się pieszo, by uniknąć wykrycia, toteż zakładano, że w pobliże Fortu Carson położonego jakieś 5 kilometrów od Enklawy dotrze w ciągu godziny. Po wykonaniu zadania prześle wiadomość na stunelowanym łączu do Enklawy. Wówczas konwój pięciu ciężkich pojazdów osłaniany przez dwa buggy Pastfinderów na pełnym gazie pogna w stronę bazy. Było niemal pewne, że Maszyny zostaną zaalarmowane i spróbują przechwycić uciekinierów. Całość z orbity miał nadzorować „Texas” (czyli nieoceniona delfinka Swivewing Wiza), który miał wesprzeć przedzierające się przez kordon LLOTVy.

Cała akcja miała być przeprowadzona w dzień. Mogłoby się wydawać to nierozsądne, ale dla Maszyn było bez znaczenia, czy działają nocą czy w słoneczny, upalny dzień w Colorado. Dla ludzi już tak.

Mimo tylu przygotowań cała operacja i tak jawiła się jako mocno ryzykowna. Maszyny od kilku dni nie ustawały w próbach namierzenia ludzi. A nad NORADem wznosiła się gigantyczna czarna chmura, która palcami-wiciami zmierzała w stronę Colorado Springs. Potężne skupisko nanoidów ożywionych w kompleksie i uwolnionych z niego przez członków ekspedycji. Na tym nie koniec, gigantyczna, czterdziestometrowa Maszyna krążyła po ruinach, nie oddalając się na więcej niż 20 km od Enklawy. niczym pies gończy wyczuwała coś.

05.03 11 AF 9.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Zaczyna się operacja. Już na samym poczatku Phoebe daje znać Jamesowi, że wykryła dziwne nieprawidłowości podczas implantacji stosu korowego jednemu z dzieci – dziewczynce o imieniu Ulla (tej samej, którą znaleziono kilka lat wcześniej samą pośród ruin). James jednak nie miał czasu sprawdzić danych, a potem… a potem niestety zapomniał.

Szturmani, prowadzeni przez Rhames, kryjąc się pośród ruin, dotarli do Fortu Carson. Baza wojskowa jawiła się jak z innego świata. Otaczała ją trzymetrowa metalowa siatka. Idealna, bez żadnych uszkodzeń, śladów korozji czy chociażby brudu. Za nią rozciągała się betonowa tafla bazy. Równie idealna, bez zalegających wraków samolotów, zniszczonego sprzętu wojskowego, ruin zabudowań o czym wcześniej wspominała Rhames. Maszyny z jakiegoś powodu posprzątały obszar bazy, odbudowały hangary i masywną, betonową wieżę kontroli lotów, wznoszącą się w centrum Fortu Carson. Nigdzie natomiast nie było śladu pojazdów. Nie tylko wielkich maszyn, ba nawet wózków widłowych czy zwykłych jednośladów. Kompletna pustka.

Wzdłuż siatki, już na terenie bazy przemieszczały się patrole maszyn: klucze dronów zwiadowczych, trójki ogarów – zmiennokształtnych, cybernetycznych czworonogów najeżonych sensorami czy pojedyncze egzemplarze kilkumetrowych warbotów czy skorpionów. Maszyny poruszały się jednostajnie niezmiennie, choć z różną prędkością, pozwalało to obliczyć, kiedy będzie optymalny moment podejścia do ogrodzenia. Wykorzystał to James, który w pełnym maskowaniu podczołgał się do siatki, przeciął ją i przedostał na drugą stronę. Za nim podążyli Saad i Ariffa, zabezpieczając przyczółek dla grupy szturmowej.

05.03 11 AF 9.30 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Trójka agentów przywołała pozostałych i ruszyła w stronę najbliższego z hangarów. Po drodze wykryto kilka sieci sensorów alarmowych, które swój centralny punkt miały w wieży kontroli lotów. Omijając je agenci dotarli po ok. 20 minutach mozolnego skradania się do hangarów w słonecznym żarze palącym betonową powierzchnię lotniska.

Agenci wpadli do hangaru, omiatając lufami broni jego wnętrze. Cisza. Spokój. Żadnego zagrożenia. I pojazdy, rozmaite, na środku idealnie odwzorowany wahadłowiec NASA. Całość przypominała muzeum. Ustawione samoloty, pojazdy naziemne, jakby Maszyny chciały zapamiętać, kim byli ludzie, co stworzyli. Dziwne i niepokojące.

05.03 11 AF 10.00 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

W czasie, kiedy agenci zabezpieczali hangar, dołączyli do nich pozostali członkowie ekipy. Nie pozostało nic innego, jak ruszyć w stronę wieży. Po drodze był jeszcze jeden hangar. Kolejne muzeum ludzkości, raczej człowieka. Ludzie. W różnych pozach, jak zamrożeni. Płaczący. Uciekający. Pracujący. Maszyny odtworzyły ich nanotechnologią (tak mówiły sensory BG), być może nanoidy zbudowały te przerażające manekiny z popiołów spalonej ludzkości?

Za hangarem było już tylko 300 metrów płaskiego terenu usianego czujnikami i wieża kontroli. Można było zapomnieć o cichym podejściu. Ekipa podzieliła się na trzy grupy: operatorzy Pastfinderów, agenci i marines. Marines przekradli się na południe, wzdłuż pasa czujników. Mieli ściągnąć na siebie kontrę Maszyn. Operatorzy pozostali w cieniu hangaru, ich zadaniem był ogień osłonowy dla agentów. Bohaterowie mieli pognać na złamanie karku do wieży i błyskawicznie ją przejąć.

05.03 11 AF 10.01 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Padają rozkazy. James wysyła do Enklawy, by konwój startował. Sullivan i Zack Montana szykują pojazdy. Ocaleni już w nich siedzą. Czeka ich (tak czy inaczej) ostatnia przejażdżka po powierzchni Ziemi. Silniki wyją, pojazdy wypadają z tunelu metra i gnają w stronę Fortu Carson. Ciężki buldożer toruje drogę ruiny Colorado Springs.

W tym czasie Rhames i jej chłopcy odpalają wszystko co mają na pokładzie. Serie z karabinów, mikropociski uderzają w wykryte cele. W powietrzu eksplodują drony zwiadowcze, obrywa jeden z warbotów. Maszyny w ułamku sekundy reagują. W powietrzu roi się od rakiet, dron bojowych tzw. buzzerów. Z oddali słychać dziwne wycie, to łowcy, drony hunter-killer TYTANów. Choć marines znają swoją robotę, mają niezły sprzęt, kontra trafia jednego z nich. Seria z działka rozrywa na pół jednego z żołnierzy.

Ale akcja ludzi osiągnęła cel. Agenci są co prawda odsłonięci, ale nic ich nie atakuje. W maskowaniu elektroniczny gnają w stronę wieży: 50 metrów, 100 metrów, 150 metrów. Osłaniający ich operatorzy z chirurgiczną precyzją, prowadzeni przez namiary tacnetu rozwalają drony, które znajdują się zbyt blisko zbliżających się do wieży ludzi.

05.03 11 AF 10.03 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Agenci są już w połowie drogi, gdy Maszyny wykrywają ich. Na dachu wieży kontroli ożywają instalacje, wśród dziwnych fraktalowych tworów można rozpoznać coś na kształt wyrzutni pocisków kierowanych i automatyczne działka. Saad, nawalony po uszy narkotykami bojowymi (bodaj trzy różne typy) i z odpalonymi implantami walki dokonuje cudów. Tacnet wskazuje, że celem odpalonych z wieży pocisków są wykryci Jim, Kim & Kim. Saad przypada na kolano i płynnym ruchem składa się do strzału. Prowadzony namiarami sieci taktycznej, ze zmysłami i koordynacją podkręconą do nadludzkich możliwości trafia z karabinu snajperskiego rakietę jeszcze w fazie startowej. Eksplozja zmiata instalację z dachu.

Konwój bez przeszkód przejeżdża pierwszy dwa kiolometry, ale Maszyny już wiedzą. A raczej Maszyna już wie! Czterdziestrometrowe nemezis Pastfinderów i Enklawy transformuje w gigantycznego bota i rozpędza się do 100 km/h, miażdżąc po drodze betonowe skorupy bloków. Panika wdziera się w szeregi uciekinierów. Jeden z opancerzonych autobusów nie wyrabia na zakręcie i uderza w stos gruzu. Gaśnie silnik. Pozostałe pojazdy nie zatrzymują się, jedynie jeden buggy asystuje pojazdowi, który z trudem cofa i, zgrzytając metalem, próbuje nadążyć za pozostałymi.

A w bazie walka wre na całego. Marines tracą kolejnego człowieka podczas próby dotarcia do BG. Jeden z buzzerów w locie odcina mu głowę wirującym ostrzem. Nie lepiej mają się Jim, Kim & Lim. Zostają nakryci salwą pocisków z granatnika. Eksplozja rozrywa jednego z nich na strzępy. Morf zostaje zniszczony, choć ego za sprawą alarmowego farcastera ocalało i trafiło do banku danych Pastfinderów na „Texasie”. A agentom udaje się dotrzeć w pobliże wieży kontroli lotów. Tym razem nie jest to bieg na złamanie karku, lecz mozolne przebijanie się przez ogień zaporowy postawiony przez drony.

05.03 11 AF 10.05 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Walki toczyły się już wewnątrz wieży. Agenci ze wsparciem Rhames i ostatniego marine’a wdarli się do środka, odkrywając, iż Maszyny przekształciły je na swój wzór. Wszędzie wiły się pęki kabli, przewodów, ściany porastały metaliczne fraktale. James dostał się na górę i podłączył do komputera w wieży. Rozpoczął siłowe przełamywanie zabezpieczeń, tocząc walkę z silną AGI obcego pochodzenia. W tym samym czasie na dachu wylądowały warboty. Saad i Rhames weszli po drabince na górę, by odeprzeć atak Maszyn. Jeden z warbotów dostał kilka serii, lecz jego wielkokalibrowe działko niemal zanihilowało kapitan i Saada. Pomogła Ariffa. Wspięła się po zewnętrznej ścianie i, korzystając z namiarów tacneta, celnie rzuciła granatem plazmowym. Eksplozja stopiła wroga.

W tym samym czasie operatorzy przedzierali się do wieży pod wrogim ogniem. Dotarł jeden, drugi został poszatkowany przez wielolufowe działko jednego ze skorpionów (wielkich insektoidów obwieszonych bronią).

W Colorado Springs trwała walka o przetrwanie. Konwój na pełnym gazie gnał przez rumowisko. Drony śledziły jego trasę, dając stałe namiary. Pierwsza salwa rakiet niemal nakryła uciekinierów. Pechowy, ostatni autobus po raz kolejny wypadł z trasy i zarył w zasypane gruzem pobocze. Tym razem nie zdołał się wydostać. Pędzący za konwojem warbot w biegu odpalił serię rakiet i ogromna eksplozja pochłonęła pięćdziesięciu uciekinierów, w większości dzieci.

05.03 11 AF 10.06 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

Skoordynowany ogień zrobił swoje. większość dronów została zniszczona, członkowie grupy szturmowej (sześciu wciąż żyjących) zabezpieczyli pozycje wewnątrz wieży, James zdołał przełamać zabezpieczenia i sczytywał dane. Wreszcie dotarł do odpowiednich dyrektyw i uruchomił je. Połowa tafli lądowiska w Forcie Carson poruszyła się i odsunęła, ukazując dziesiątki maszyn ewakuacyjnych w podziemnych hangarach! Oprócz trzydziestu ciężkich lądowników znajdowały się tu dwa dwustumetrowe statki ewakuacyjne, w zasadzie puszki z potężnymi silnikami mogące pomieścić i kilka tysięcy ewakuowanych. James przejął kontrolę nad pojazdami i wydał komendę gotowości do startu. Pojazdy uniosły dzioby na wyrzutniach, rozgrzały się silniki, włączyły się systemy diagnostyczne.

Konwój właśnie dotarł do bazy. Buldożer z rozpędu wziął ogrodzenie i przetarł szlak pozostałym. Pojazdy pędziły z niemal setką na liczniku po równym betonie lotniska. Czas naglił. Na niebie robiło się czarno od dronów, łowców etc. Gigantyczna Maszyna przedzierała się nieustępliwie przez morze ruin, znajdowała się zaledwie dwa kilometry od Fortu Carson.

Saad zdecydował. Wpakował się do jednego z wielkich statków ewakuacyjnych, odpalił silniki i pokierował dwustumetrowym kolosem wprost na Maszynę, chcąc w samobójczym ataku. Gigant wykrył atak, przypadł do ziemi i niemal uniknął szarży. Wielki statek przemknąłby ledwie kilka metrów ponad celem i rozbuiłby się kilkaset metrów dalej, gdyby nie James, który zdetonował zdalnie statek nad Maszyną. Morf Saada zniknął w ułamku sekundy pożarty przez gargantuiczną eksplozję, ego ewakuowane farcasterem uploadowało się do banków danych na „Texasie”. Wybuch rozerwał Maszynę, w zasadzie ją unieszkodliwiając.

Tego potrzebowali ocaleni. dwie i pół setki ludzi załadowało się do dwu lądowników. Za sterami jednego zasiadł Zack Montana (uzbrojeniem i ECMem zawiadywał ostatni z trojaczków zagłady), pilotem drugiego była Ariffa. James w ostatniej chwili wydał rozkaz startu WSZYSTKIM pojazdom. 30 SLOTVów i jeden wielki statek ewakuacyjny wzniosły się na ognistych słupach w niebo! Dwa z nich wiozły na pokładzie ludzi.

05.03 11 AF 10.08 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

W ciągu minuty dotarli do górnych warstw atmosfery, a potem wlecieli w Kordon. Zautomatyzowany system obronny uaktywnił się. Pociski kierowane, wielostopniowe rakiety przeciwokrętowe, baterie laserowe, inteligentne miny. To wszystko uderzyło we flotę, która próbowała opuścić Ziemię. Zack i Ariffa dokonali cudu. Powiem wprost, prawdziwego cudu. W serii błyskotliwych manewrów, olśniewających kontr, zadziwiających uników przeszli w ciągu kolejnych trzech minut przez kolejne linie Kordonu. Wszystko przy wtórze kolejnych eksplozji lecących wokół pustych lądowników, które w dużym stopniu pomogły uciekinierom, ściągając na siebie ogień wielu systemów. Lądownik Ariffy tylko raz oberwał, seria z kosmicznego shotguna przebiła kadłub i zdehermetyzowała ładownię (zginęła trójka ludzi). Pojazd Zacka stracił ECM i moduł uzbrojenia. Ale byli bezpieczni, wydostali się z Kordonu!

05.03 11 AF 10.11 (wedle czasu w Colorado Springs, Ameryka Północna)

… a przynajmniej tak z początku się wydawało. Wiza połączyła się z Zackiem i przekazała, że Konsorcjum Planetarne coś wyniuchało i nie zamierza pozwolić nikomu wydostać się Ziemi. Żąda, by pojazdy zawróciły i skierowały się w stronę planety. Te żądania były wsparte całkiem konkretnie – niszczyciel Konsorcjum „Condoleezza Rice” pod dowództwem kapitana Otta Vonkopfa szedł z wysokim przyspieszeniem wprost na „Texas”, mając w zasięgu broni zarówno statek Pastfinderów jak i wychodzące z Kordonu postrzelane lądowniki.

Co robić?

Plan Jamesa było tyle prosty co szatański. Przez znajomości powiadomił wszelkie możliwe media anarchistów, autonomistów, reklamytywistów etc. Nagłośnił sprawę uciekinierów, a jednocześnie skorzystał z danego dawniej od Hama (scannera Firewallu mieszkającego w niewielkiej stacji orbitalnej pośród Kordonu) zaprogramowanego kursu. Oba lądowniki zawróciły, wleciały w Kordon, ale tym razem bezpieczną trasą dotarły do stacji Hama i tam ukryły się wśród odłamków. Jednocześnie nawiązano kontakt z Vo Nguyen i Tate Markess, żądając wsparcia. Lądowniki z habitatu pojawiły się na krawędzi Kordonu ledwie dwie godziny później i nimi ewakuowano ocalonych oraz niedobitki ekspedycji na Vo Nguyen.

23 lutego o 8.04 wylądowali na Ziemi, powrócili z niej 5 marca o 10.11. Jedenaście dni, dwie godziny i siedem minut później. W piekle wylądowało 21 ludzi – osiemnastu Pastfinderów i trzech agentów Firewallu. Powróciło dziewięciu, ale sukces stał się faktem. Ewakuowano 250-ciu ocalonych i kilka tysięcy stosów korowych tych, którzy zginęli w Colorado Springs w ciągu ostatnich kilku lat. Zdobyto niezmiernie ważne dane i udowodniono, że przeprowadzenie takich akcji choć jest cholernie trudne, to przecież możliwe.

Oczywiście agentów czekało jeszcze spotkanie w meshu z ich proxym, które okazało się dość nieprzyjemne. Nic dziwnego, skoro złamali chyba wszystkie możliwe zasady organizacji.

Nieprzyjemne spotkanie z proxym – koordynatorem działań agentów w Firewallu:

MG: Wasz Proxy 12 pojawia się w nowej formie, cybernetycznego koszmaru, chromowanego robota przypominającego ludzki szkielet o czerwonych oczach, w rękach dzierży wielki karabin szturmowy. Cos wam kojarzy się to ze starym filmem SF.

Ariffa [próbując zagadać]: … … … [wreszcie szarpie za rękę Jamesa] Ty mów!

Proxy 12  [NPC]: Jeśli tak będzie wyglądać nasza współpraca, zlikwidujemy was. A pozostawione w bankach danych kopie wymażemy.

Saad [lekceważąco]: To niemożliwe.

James [do Saada]: Przypominam, że ostatnie twoje negocjacje skończyło się tym, że twój rozmówca zrzucił asteroidę na osiedle wenusjańskie, bo nie wierzyłeś, że to zrobi.

Tak czy inaczej operacja jawiła się jako gigantyczny sukces. Dotarto na Ziemię, po raz pierwszy od Upadku ewakuowano kogoś z ocalonych, zrobiono z tego widowisko medialne na wewnętrzne pierścienie. Tylko nikt nie pamiętał o Ulli, przed którą Phoebe próbowała ostrzec Jamesa. Już wkrótce miało się to zemścić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s