Conan BRP odc. 60 – W paszczy Rekinów

Sekcja żeńska:

Aegea (Madzia) – argosańska piratka już we własnej galerze korsarskiej „Twoja Stara”. Pragnie zemścić się na kupcach shemickich, którzy zatopili jej pierwszy okręt.  Piracka proweniencja nie przeszkadza jej być jednym z najlepszych strzelców Hyborii.

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść. Od pewnego czasu w wersji żeńskiej, wielkocycatej.

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu i mistrz rydwanu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, setnik aquilońskiej armii i gladiator, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym. Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

Pictland sesja 60Pani kapitan z resztą swych chwatów powróciła na „Twoją Starą”, pozostali herosi zdecydowali się wedrzeć na szczyt wieży. Po oczyszczeniu gruzowiska ukazała się im oczom komnata i spiralne schody prowadzące w górę. Herosi od razu pognali na samą górę. Wszak wciąż nie było wiadome, kim jest niewidzialny zabójcą i kiedy znów zaatakuje.

Schody kończyły się w komnacie niemal na samym szczycie wieży, ponad 100 metrów ponad skałami. Z niej prowadziła drabina do platformy pod kopułą, gdzie znajdowało się wielkie lustro mogące skupiać promienie słoneczne (broń? oświetlenie? system komunikacji?). W centrum wznosił się ni to katafalk, nie to sarkofag, do którego oględzin od razu przystąpili bohaterowie. Nim jednak udało im się „ocalić od zapomnienia” cenne znaleziska. Ze szczelin w ścianach wypełzły półmetrowe robale i zaatakowały BG (a także Taurusa z Branmakiem). Same w sobie nie były zbyt trudnym przeciwnikiem, gorzej, że ich ukąszenia były niezwykle jadowite. W dodatku do walki włączył się ów niewidzialny demon. Aegea i piraci mogli obserwować starcie z pokładu galery (dzięki lunetce :)), bowiem kopułę podtrzymywały jedynie wąskie kolumny między którymi rozciągały się wielkie okna.

Walka skończyła się równie szybko, co się zaczęła. Robale sczezły, Branmak został rażony trucizną, podobnie Rhodd, która od dłuższego czasu nie była nawet ranna. Tym razem otarła się o śmierć. Jad pełzaczy niemal ją zabił. Uratowała się dzięki kunsztowi medycznemu Hanna i rozmaitym ziołom, które ten jej zaaplikował. Tak czy inaczej bez większych znalezisk (w katafalku znaleźli zaledwie niewielki skarb) wycofali się z dwoma otrutymi i wrócili na galerę. Na okręcie po burzliwej naradzie Aegea zdecydowała się opuścić ruiny i odpłynąć na północ, by szukać Wyspy Czarnych Posągów.

W ciągu kolejnych dwu dni „Twoja Stara” przepłynęła wzdłuż brzegu 110 kilometrów. Noc bohaterowie spędzili na okręcie, jakieś 300 metrów od brzegu, by uniknąć ataku Piktów. Następnego dnia, późnym wieczorem dotarli do niewielkiej zatoczki, nad którą wyrosła piktyjska osada. Wielka, na przynajmniej kilkaset dusz, otoczona palisadą. Piraci (wraz Korgothem) powyzywali trochę Piktów, poleciało zdaje się tez kilka strzał zapalających (chyba tez ktoś odpalił z balisty do łodzi z dzikusami), ale jakoś nikt nie zamierzał lądować i wdawać się w walkę. Jeszcze tego dnia „Twoja Stara” przepłynęła ok. 20 km i jak zawsze rzuciła kotwice jakieś 300 metrów od złotej plaży. Dość nieostrożnie.

System generowania „indywidualności” pirackich działa świetnie. Oto jak narodził się Piła.

MG: Jesteście ok. 300 metrów od brzegu, gdzie wznosi się piktyjska wioska. Od ich wojowników mrowi się na plaży. Widzicie, że jeden z piratów, niski lecz umięśniony Argosańczyk, rzewnie spogląda na dżunglę.

Aegea [do pirata]: Co znowu?

Pirat [NPC]: Bo ja… Bo ja popłynąłem i tak myślę, bo coś w tym jest, że nie mam matki… Nie wiem, kim była…

Korgoth [podejrzliwie]: I co?

Pirat: Bo może ją znajdę…

Szrama [bosman, inny NPC]: Pani kapitan, proszę z tym idiotą nie gadać… On ciągle matki szuka, ojca szuka… Zwie się Piła, ale umysł ma tępy niczym trzonek siekiery… Zaraz tutaj znajdzie matkę.

Piła [z olśnieniem]: Bo ja mam ciemną karnację, a oni [wskazuje na Piktów] też. Ja mam zęby piły przy mieczy, a oni tak piłują zęby… Może…

Korgoth: No kurwa! Tu znajdziesz matkę? Twoja matka jest Piktyjką?

Piła: No nie… Ale… Może tak, jakoś odpłynąłem na pniaczku drzewa czy coś?

Korgoth: Pewnie tak, bo jesteś tępy jak pniak! Tam nie ma twojej matki!!!

Piła: Ale mama…

Publiusz [wrednie]: Daj mu spokój… On tęskni…

Korgoth: Kurwa! Jego matka jest w tym mieście, budzą ją księżycem, a wtedy wyje do niego, bo tylko ktoś taki mógł urodzić takiego debila!!!

Rozmowa była dużo dłuższa. Piła to dobry fajter, ale intelektem nie powala…

Wystawiono co prawda straże, ale też i popito tego wieczoru, toteż warty gdzieś na trzy godziny przed świtem prawie całkiem pospały się, na swoje nieszczęście. Wściekli Piktowie, charakterystyczne bydlęta o spiłowanych w szpic zębach, łysych czaszkach z wbitymi kamieniami uformowanymi na kształt grzebienia, należały do szczególnie agresywnego szczepu Rekina. Teraz dwie setki wojowników w zupełnej ciszy podpłynęło w swoich canoe do kadłuba galery i wdarło się na pokład. Korgoth i Publiusz zerwali się jako jedni z pierwszych. Cymmeryjczyk zebrał wokół siebie grupkę piratów i walczył o kasztel na rufie, gromadząc się wokół balisty obsadzonej przez niejakiego Zezika, pokładowego operatora broni ciężkiej, chuderlawego żeglarza o radośnie rozbieganych i nieskoordynowanych oczach. Aquiloński setnik był w tej komfortowej sytuacji, iż na jego odcinku zaatakowało stosunkowo niewielu dzikusów, toteż dość szybko oczyścił dziób galery i z grupa weteranów ruszył w kierunku rufy.

Hanno odsypiał popijawę przy maszcie na środku pokładu, tam też w chmarze uderzyły Rekiny. Hyperborejski medyk z trudem przetrwał pierwsze ataki i skrył się za piratami, którzy rozespani i zaskoczeni, jednak zdołali wraz z bosmanem Szramą stworzyć obronę wokół masztu i czekali na nadciągająca odsiecz ze strony Publiusza.

Do kajuty Aegei wdarło się kilku krępych i muskularnych wojowników szczepu Rekina. Uzbrojeni w maczugi z polerowanego drewna i oszczepy wzmocnione zębami morskich drapieżników rzucili się na kapitan i Rhodd. Dwójka heroin twardo broniła się, ale Bel – bóg złodziei i szczęścia – nie stał po ich stronie. Bossonka wpierw pośliznęła się na deskach pokładu (rzut 00 przy ataku i wywrotka), a jeden z Piktów ujął oburącz włócznię i zatopił w jej brzuchu (krytyczny sukces – 01 na k100, maksymalne podwojone obrażenia od broni kolnej). Jako że wciąż nie wydobrzała po jadzie pełzaczy, ten cios zakończył jej doczesny żywot. Tak oto Rhodd jako kobieta zginęła gdzieś u zapomnianych wybrzeży Puszczy Piktyjskiej.

Aegea nie miała czasu na rozpaczanie po towarzyszce. Musiała sobie sama poradzić z wrogami, gdyż najbliżej niej znajdował się Korgoth, który dowodząc kilkunastoma piratami z trudem odpierał ataki na kasztelu. Co prawda dzikusów ginęło więcej niż piratów, ale tez i mieli liczebną przewagę. Tyle dobrze, że Cymmeryjczyk wyciął krwawą przesiekę w szeregach Piktów i zdołał uporządkować szyk wokół balisty, która w rękach Zezika okazała się parszywa bronią. Pierwszy pocisk przerąbał na pół canoe pełne wrzeszczących Piktów.

Parchatek, najbardziej obrzydliwy z piratów w zasadzie nago paraduje po pokładzie, co wywołuje u BG torsje. Aegea broni swojego załoganta.

Aegea: On nie jest ekshibicjonistą. On jest jak dziecko-kwiat, żyje w zgodzie z naturą!

Korgoth: Skurwiały ogród!

W tym czasie Publiusz zdołał odbić dziób i połączyć się z grupą Szramy i Hanna (a także Branmaka i Taurusa), ratując ich nędzne żywota od śmierci z łap piktyjskich diabłów.

Bitwę wygrano, ale dużym kosztem. Zginęło kilkunastu piratów, około 20 było poważnie rannych. Tak naprawdę 30-40 mogło pracować przy galerze. Cała załoga stopniała z ponad 90ciu do ledwie 70ciu.

O świcie oddano ciało Rhodd oceanowi i pożeglowano wzdłuż brzegu. Pod wieczór dotarli do kolejnej zacisznej zatoczki z urokliwą plażą opartą o zwartą ścianę gęstego, wilgotnego lasu. Już po wylądowaniu BG zauważyli pośród drzew resztki różnych budowli. Niegdyś znajdowała się tutaj osada. Czyja? Nie było wiadome, ale raczej sprzed wielu setek jeśli nie tysięcy lat. Herosi wraz z tuzinem piratów (m.in. Raticusem i Piłą) oraz Branmakiem i Taurusem zdecydowali się zbadać ruiny.

Kapitan Aegea trzyma załogę twarda ręką. Kłótnia między Hannem (który wkurwia Kapiszona i zachęca go do podpalania), Publiuszem (który powstrzymuje Hanna), Parchatkiem (który śmierdzi i cieknie ropą), Kapiszonem (który chce coś podpalić) i bosmanem Szramą (który drze się na Parchatka i Kapiszona) kończy się przysłowiowym „szlagmnietrafem” Argosanki:

Aegea: Ty, ty, ty, ty i ty!!! Na szalupę!!! Won!!! Na linie, 200 metrów za galerą!!!

Kolejnych kilka godzin malownicza piątka spędziła na jednej łodzi.

Advertisements

komentarze 3

  1. Proponuję akcję nadganiania z wydarzeniami bo te to już niemal prehistoria. 🙂

  2. Normalnie cwaniaczek, a co ja kurna robię? Cholera czasu brak na pisanie raportów, a tu sporo pomysłów pozaraportowych. Może pomoc? 🙂

  3. Zacytuję szlachetne słowa Jaro: „Proponuję akcję nadganiania z wydarzeniami”. Gracie, prawda? No to napisz proszę co się działo na kolejnych sesjach! Bez raportów z Conana czuję się, jakby mi HBO zdjęło z anteny ulubiony serial.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s