Gambit Harringtona czyli Johnny Chroń Królową! część 1

Drzewo wolności trzeba podlewać

krwią patriotów i tyranów

– Johnny Harrington

Gambit Harringtona.

Czyli, Johnny Chroń Królową

Autoryzowana fabularyzacja relacji Johnnego Harringtona i Aerii Gloris z ich bliskiego spotkania z Brytyjską Monarchią.

Przedmowa Johnnego Harringtona.

Witajcie moi drodzy, mięsni czytelnicy. Przy okazji relacji Marii Cardinalle „Upadek Korporacji SUS” w Solo of Fortune obiecałem opowiedzieć Wam jak to, razem z Aerią Gloris, pomogłem przywrócić brytyjską monarchię na jej prawowite miejsce w historii. Oto obiecana relacja. Pozwoliłem sobie skorzystać z usług Ghost Writera, bo sam, czego nie wstydzę się przyznać, nie jestem najlepszym pisarzem. Niezłym, to fakt, ale nie oszukujmy się jest to akurat ten jedyny fach w którym są lepsi ode mnie. I to bardzo.

Cybernetics_by_La_SaGnE

Ale pokora jest oznaką wielkości człowieka. Kiedy skończył swoją robotę, zafundowałem mu betonowe kalosze i wykąpałem w Zatoce Coronado. Na jego szczęście szybko sobie przypomniałem że, skoro i tak wszystko ma się ukazać drukiem, jego eliminacja jako potencjalnego świadka jest raczej niezbyt produktywna, żeby nie powiedzieć bezcelowa. Wyłowiłem biedaka i przekonałem go że to taki Śmigus Dyngus, i zagroziłem likwidacją jego rodziny i wszystkich o podobnym nazwisku. Być może będę go potrzebował by w końcu opowiedzieć wam o moim pierwszym spotkaniu z piękną panną Gloris i wyrównanym pojedynku ze śmigłowcem szturmowym. Ale to może następnym razem.

Zapraszam i polecam.

Johnny Harrington

8d2b7bc330e60681dc3456f0d3ef85a3

1.

Boeing 949 lini United AeroSpacelines gładko usiadł na płycie lotniska międzynarodowego Night City i rozpoczął kołowanie w kierunku rękawa. Aeria Gloris, przygryzając dolną wargę obserwowała jak gigantyczna maszyna powoli sunie po zalanej deszczem betonowej płycie. Czekała na ostatniego członka grupy uderzeniowej, którą miesiąc temu wynajęła do wykonania delikatnej misji humanitarnej w Afryce. Mężczyznę, którego darzyła skrywanym uczuciem, którego to jednak uczucia nie potrafiła nazwać. Ta elektryzująca mieszki włosowe na jej perfekcyjnej skórze, wysyłająca gorące dreszcze wzdłuż idealnej linii kręgosłupa sensacja. Czym była ta bolesna wręcz rozkosz oczekiwania aż hermetyczne drzwi oddzielające terminal od poczekalni otworzą się z sykiem? Jej drobne, lecz silne i gibkie, azjatyckie ciało napięło się w oczekiwaniu, a piękna, harmonijna, twarz ozdobiona czarnymi diamentami urzekających, skośnych oczu zastygła jakby czas właśnie przestał płynąć, choć wyraźnie czuła jak jej gorąca krew pulsuje, bolesnymi wręcz uderzeniami w tętnicy na jej gładkiej, stworzonej dla pocałunków szyi. Jej nieduże, pełne piersi unosiły się pod materiałem cienkiej, białej koszuli a pomiędzy nimi, niczym łza, spływała pojedyncza kropla gorącego potu.

Aluminiowe skrzydła drzwi rozsunęły się wypuszczając tłum pasażerów, nic nieznaczących jednostek, małych, miękkich ludzi pędzących za swoimi pożałowania godnymi interesami. Byli przy nim jak szakale, jak hieny, nic nie znaczące szkodniki w cieniu majestatu górskiej pantery, który roztaczał siłą swojej dzikiej wewnętrznej mocy, przepełnionej zwierzęcą manifestacją pierwotnego, męskiego magnetyzmu. Oczy wszystkich kobiet nieśmiało, ale niepowstrzymanie kierowały się w jego kierunku, wiedzione grawitacją jego osobowości niczym kometa ciągnąca ku gorącej powierzchni gwiazdy która rozpali jej zimne ciało i przemieni w ognistego anioła. Aeria odsunęła się w cień, patrząc jak idzie. Miękko i pewnie, jak górski drapieżnik. Obserwowała jak jego tytaniczne mięśnie prężą się pod pozbawioną grama tłuszczu opaloną skórą w rytm kroków, z których żaden nie był przypadkowy lecz miał cel i znaczenie, jak kroki nocnego zabójcy, zawsze gotowego stawić czoła niebezpieczeństwu i bezwzględnie zwyciężyć. Z ukrycia śledziła linie mięśni na jego szerokiej klatce piersiowej, grę muskułów pod ciasnymi jeansami, szlachetne linie rysów jego twarzy, kojący lecz bezwzględny błękit jego oczu pełnych iskry zdradzającej skupienie i bezkompromisową inteligencję.

Czy taki mężczyzna mógł wziąć ja na poważnie? Owszem, była ładna, mężczyźni jej pragnęli, pożądali jej wspaniałego, jędrnego ciała. Lecz przecież on był inny, niczym doskonała biologiczna maszyna stworzona do kontaktu z perfekcją. Odwróciła głowę i zagryzła wargę zamykając oczy by zamknąć drogę łzom które napłynęły jej za powieki. Nie. Nie mogła liczyć na nic więcej niż tylko przyjaźń. Nie miała prawa oczekiwać niczego innego, musiała być wdzięczna że to on, sam z siebie uznał że jest warta jego spojrzenia, jego uwagi. Bo kim była w obliczu jego doskonałości? Odwróciła się i pobiegła w stronę wyjścia. Miała już mężczyznę, na miarę jej możliwości. Czekał już pewnie na nią, a ona głupia była tutaj, czekając na ideę dla której po prostu nie była stworzona. Musiała zapomnieć, nie dla siebie. Dla niego, bo był wart tak znacznie więcej.

Johnny stał, mali ludzie wszelkich ras, narodowości i proweniencji zawodowej mijali go, nie smiąc trącić ani nawet zaburzyć delikatnej harmonii powietrza wokół niego. Nie zwracał na nich uwagi. Patrzył jak drobna postać w skąpym stroju japońskiej uczennicy wybiega przez szklane, rozsuwane drzwi a na jej twarzy odbitej w tafli czarnego szkła lśnią łzy. Wydała mu sie znajoma, ale przecież nikt na niego nie czekał. Był samotnym wilkiem. Panterą. Pierwotnym drapieżnikiem w szklanej dżungli. Wrócił. Próbowano strzaskać jego ciało, spalić afrykańskim słońcem, zabić jego duszę prymitywna bronią. Ale on podnosił się i szedł dalej. Silniejszy. Pewny swego miejsca i celu. Rzeczy, które wyznaczał tylko on sam i nikt inny. To był jego świat. Jego miasto.

640x332_2195_Falcon_City_II_2d_sci_fi_city_cyberpunk_picture_image_digital_art

2.

Adrien przygotował wspaniałą kolację, to Aeria musiała przyznać. Zawsze się starał i można było na niego liczyć. Patrzyła znad kieliszka Chateaux jak nakłada porcje founde z borowikami. Ich spojrzenia spotkały się. Miał szare, smutne oczy, które jednak kryły w sobie iskry wesołości. Pasowały do jego wyrazistej twarzy, ozdobionej jednodniowym zarostem. Nieco dzikiej, tak pasującej do Australijczyka. Tak, w pewien pierwotny sposób podobna do innej twarzy. Skarciła sie za ta myśl. Była z nim bo jej się podobał, bo był typem mężczyzny jaki zawsze ja pociągał. Nie dlatego ze miał być substytutem Johnnego. Tak nisko nie upadła. Była by to obraza także i dla niego. Jak i dla Adriena. Który już wielokrotnie udowadniał że ma w sobie dzikość dingo ze spalonych słońcem australijskich pustkowi. Był tylko muzykiem, nie stworzonym przez naturę, bezwzględną samodyscyplinę i morderczy trening Delta Force, Rangers, NSA narzędziem do walki i zwycięstwa, zahartowanym w radioaktywnych ruinach Manhattanu, biologicznie skażonych ulicach Chicago, spalonych preriach Środkowego Zachodu, dusznych i mrocznych dżunglach Centralnej Ameryki, uszlachetnionym własnoręcznie przelaną krwią dyktatorów i pobłogosławionym łzami wdzięczności ocalonych niewinnych istnień. Nie był Johnnym. I nie musiał nim być. Był tym, o kim mogła marzyć i do kogo wracać. Kimś, dla kogo jej niedoskonałość nie była by ciężarem.

Uśmiechnęli się w tym samym momencie. Lubiła to. Rozumieli sie jak bratnie dusze. Adrien nachylił się i pocałował ja delikatnie w usta.

– Wszystkiego najlepszego Aerio. – Powiedział swym niskim głosem. Uśmiechnęła się bawiąc się złotym łańcuszkiem z brylantowym krzyżykiem. Prezent na jej dwudzieste siódme urodziny. Spędziła je w Afryce. Ale Adrien pamiętał. Choć znali się zaledwie od dwóch miesięcy. – Opowiesz mi o swojej wyprawie do Chin? – Zapytał, tak słodko nieświadom tego, że nie jest, tak jak był przekonany, wolną przedstawicielką biznesową Stain Industries, ale koordynatorką działań specjalnych pomiędzy korporacjami, rządami i grupami interesu. Owszem, miała do czynienia i ze Stein Industries. Ba, była nawet po imieniu z Herr Steinem. Ale nie było to coś, o czym Adrien musiał wiedzieć. Był rockmanem. Artystą elektrogitary. Nie zrozumiałby. Johnny rozumiał. Przestań. Skarciła się w myślach. Ale nie dała po sobie poznać że jej dusze rozdziera konflikt. Zamiast tego uśmiechnęła się i odstawiła kieliszek. Wstała oblizując wargi i skierowała się w kierunku schodów prowadzących do sypialni. Odwróciła się nie zatrzymując i posłała Adrienowi zalotny uśmiech.

– Później, czeka na mnie jeszcze jeden prezent. – Adrien uśmiechnął się i ruszył za nią prawie potykając się o sukienkę którą zdjęła w sposób dla niego niepojęty. Nie był Johnnym. Ale Johnnego mieć nie mogła.

Gdy obudziła się rano, Adriena już nie było. Czekała na nią róża i słodki list. I dzień który odmienił historię.

20120426-165643

3.

Afterlife, Tottentanz, Short Circuit, Hell. Kilka piw u Jamaiki, whisky u Tonnego i poker w ForHo. Sześciu zimnych morderców, siedzących wokół ciężkiego stołu, otoczeni przez dziwki i z szacunkiem obserwowani przez klientele lokalu, która sama w sobie należała do towarzystwa ciężkiego kalibru. Przed Johnnym urósł stos banknotów, wzbogacony o złotego rolexa i srebrnego Walthera PPK. Zimne oczy, zimne myśli. Gracze po kolei podejmowali ostatnie decyzje. Jeden rzucał ostatnie, pomięte euro. Kolejny z przekleństwem ciskał karty na stół i roztrącając ludzi łokciami kierował się do baru pozbawiony nawet towarzystwa smutnej dziwki z cybernetycznym wężem boa na ramieniu. Pozostali wpatrywali się w Johnnego. Jego oczy zasłonięte nieprzeniknioną taflą pancernego szkła okularów trzymających się magnetycznych zaczepów pod skórą jego skroni. Nie spieszył się. Wiedział że wygrał. Poker to wojna. A on był generałem. Prowadził swoje karty do zwycięstwa. Dwie na ręku i pięć, odkrytych, na stole. Nie. Był naukowcem. Bezbłędnie opracowywał wzór wygranej i wyprowadzał go ze skutecznością nieomylnej statystyki. Ale to ciągle wojna.

Oszczędnym ruchem, jakby od niechcenia, ruchem, który wykonywał już setki razy wcześniej rzuca karty na stół. Krwista czerwień na jego kartach harmonizuje z czerwienią trzech kart na stole. Szum głosów pełnych podziwu, niedowierzania i gratulacji wypełnia salę. Jeden z graczy, rosły drab z Władywostoku klnie w cyrylicy i sięga za pazuchę. Johnny mierzy go wzrokiem. Tamten jest nowy. Dopiero co przebył Pacyfik w poszukiwaniu zajęcia dla takiego jak on, bezwzględnego mordercy z OSNAZ. Sił specjalnych KGB, przy których zabójcy ze SPECNAZu są niegroźnymi skautami. Nie zna tego spojrzenia. W jego ręce, ruchem zbyt szybkim by mogło dostrzec go ludzkie oko pojawia się czarny pistolet. Bajkal 357 ocenia Johnny mechanicznie. Silny, ale toporny. Niezawodny, ale nieelegancki. Brzydka broń. Nie pasująca do tego miejsca. Nieamerykańska. Palec zaciska się na spuście. Spust ma ciężar nacisku dwa kilogramy. Johnny uśmiecha sie niewesoło w myśli. Głupcze. Smartowany Mustang albo czysty Colt Omega mają niecały kilogram. Wtedy miałbyś szansę. Minimalną.

Rosjanin spada z krzesła. Z jego roztrzaskanej czaszki wypływa krew, zabierając resztki i tak bezwartościowego życia. Nieruchome, szkliste oczy zastygły otwarte w wyrazie niepojętego zdumienia. Johnny wstaje nawet nie patrząc ani na pieniądze, ani pozostałych graczy ani na oniemiałą publikę, do której jeszcze nie dotarło co się tak naprawdę stało. W miejscu gdzie przed chwilą stała szklanka whisky lśni idealny owal wilgoci. Piękna, kreolska dziwka zbiera wilgoć palcem i z namaszczeniem oblizuje jego czubek. Johnny odwraca się, mierzy ją wzrokiem i kiwa głową. Odwraca się i wychodzi, wsiada na motocykl i odpala kopnięciem silnik. Czeka. Dziewczyna wybiega za nim, wskakuje na motor i obejmuje Johnnego silnymi nogami przytulając się do jego rozpalonych wewnętrznym ogniem pleców. Johnny rusza. To jego świat. Jego miasto.

cyberpunk_by_zomboido-d6p60gh

4.

Cieszyła się tym dniem. Pomimo że lało jak z cebra. W niusach podawali że zbliża się front burzowy i wkrótce cała Kalifornia, od Tijuany po San Francisco, znajdzie się pod ścianą deszczu jakiego nie widziała od 20 lat. Nie dbała o to. Najwyżej zmoknie. Tydzień z Adrienem obudził w niej małą dziewczynkę. Czuła się kochana i potrzebna. Na swoim miejscu. Nie potrzebowała pracy. Po ostatnich zleceniach mogła odpoczywać i rok. Musiała tylko załatwić parę luźnych spraw, upewnić się czy Maria, Toshiro i Johnny dostali swoje przelewy i sprawa afrykańska jest już ostatecznie sfinalizowana i zamknięta. Johnny. Śmiała się ze swojej słabości. To chyba afrykańskie słońce tak na nią podziałało. Powrót do cywilizacji zrobił jej dobrze. Ciągle go kochała. Tak. Nie bała się przyznać. Ale przecież kocha się swoich przyjaciół. Tak jak kochała Bozookiego z którym jeździła w patrolu NCPD, który nauczył ja jak być gliną, tak jak kochała Marię, ta pyskatą latynoskę o pociągającym, choć ewidentnie nie do końca naturalnym ciele. Która tak jak Johnny poszła by za przyjacielem do piekła i z powrotem. Johnny. Uśmiechnęła się przywołując jego obraz z pamięci. Owszem, był stuprocentowym samcem alfa, zwierzęco silnym i niespotykanie inteligentnym. Pełnym męskiej rezerwy i poczucia humoru. Ale był przyjacielem. I cieszyła się że tak pozostanie.

Wieczorem zobaczy się z Adrienem. Pójdą razem do Hell na urodzinowa imprezę Nicholasa. Chłopaka któremu kiedyś uratowała życie. Potem pewnie będą dziko i zwierzęco kochać się w deszczu. Na te okazje kupowała nowe buty w Plazie. Lubiła buty. Szczególnie szpilki. Co miała na to poradzić? Nie wstydziła się tego.

Zakupy, obiad. Kolejne zakupy. Fitness, strzelnica. Dbała o siebie. Moze i była kobieta. Ale w jej profesji musiała trzymać wysoka formę. I mieć celne oko. Zresztą, Colt Anaconda w jej torebce nie był tam od parady.

Wieczorem była już gotowa. Choć nie wiedziała, że za kilka godzin będzie wściekła. Tak wściekła, że znienawidzi facetów i pozna Ją.

gH93D

5.

Johnny patrzył jak deszcz wściekle atakuje pancerne szyby jego apartamentu. Czerwony blask słońca tonącego w oceanie rozlewał się w strugach wody zalewających jego miasto. Johnny miał wrażenie, że to krew zalewa okno, wieżowce i ulice na dole. Tak to przynajmniej wyglądało z jego perspektywy. Kreolka leżała zwinięta obok niego opierając głowę o jego biodro i mrucząc jak kotka. Cała wilgotna od potu, leżała śpiąc wyczerpana zwierzęcym seksem. Obiecała Johnnemu, ze pokaże mu rzeczy, o jakich nie śnił. Ale już po piętnastu minutach nauczyła się więcej niż przez trzy lata, jakie spędziła szukając lepszego życia w Kalifornii. A od tygodnia była u niego co wieczór i uczyła się coraz to nowych rzeczy. Johnny zastanawiał się czy przypadkiem to ona nie powinna mu płacić. Zaśmiał się na tą myśl a dziwka na chwile otworzyła oczy i i zamruczała coś sennie. Johnny przyciągnął ją do siebie, odwrócił na plecy i pomimo cichych protestów odnalazł ustami drogę od jej szyi, przez drobne piersi i kształtny brzuch aż odnalazł tą jej cześć która domagała się dotyku jego warg. Niemrawe protesty szybko przeszły w jęki rozkoszy a następnie krzyki kiedy młoda kreolka odkrywała że nie poznała wszystkich jego możliwości.

Dziwka spała. Johnny siedział oparty o ścianę, palił Marlboro i głaskał mokre plecy dziewczyny. Słońce dawno zaszło. Telefon dzwonił. Po raz kolejny. Uparcie. Johnny westchnął po raz kolejny i odrzucił połączenie. Dziwka poruszyła się i zamamrotała coś sennie. Johnny uśmiechnął się.

– Nie… – powiedziała błagalnym głosem – nie… niee… nieeee…. taaaak… taaaaaak! – Krzyczała. Ale apartament Johnnego był nie tylko kuloodporny ale i dźwiekoszczelny.

Reklamy

komentarzy 10

  1. Od razu, dla jasności, dwie sprawy:

    1. Raport to potworna grafomania, fakt. Ale tak miało być. Taka jest idea, że Johny stoi z lufą przy skroni ghostwritera a ten wbija swoje pseudoartystyczne wypociny. Czyta się to ciężko, aż zęby bolą. Ale ma swój urok. Sorry, takiego mamy Johniego.

    2. Raport uwypukla takie cechy Johniego, które nie ujawniły się na sesji. Powiedzieć, że koloryzuje, to za mało. WSZYSTKIE wątki romantyczne są dodane na siłę, dla upiększenia tekstu. Johny jest uczciwym munchkinem, nie bawiącym się w subtelności albo rozwijanie jakichkolwiek statów oraz umiejętności zbędnych w walce. Ale widocznie jakaś tęsknota sercowa w nim siedzi…

    • Istnieje prawdopodobieństwo ze Johnny ma uwodzenie na Chipie Pamieciowym +1. Zreszta po co mu uwodzenia jak ma cyberszpony i automatycznego colta? 🙂

  2. Widzę że postanowiłes czytelników oszczędzać i dawkujesz im przyjemnośc 🙂 To dopiero 1/3 pierwszej części która została napisana, reszta w drodze. Pościgi, wybuchy, strzelaniny, gołe baby 🙂 Mash nie wiedziec czemu oszczędził wam tez strony tytułowej nad która tak sie napracowałem 🙂

  3. Oszczędził im też ostatnią część „Kronik Vaasy”. 😛

  4. Ogarniam się po trochu i odrabiam.
    Wbiję wszystko, co mam przygotowane. 😛

  5. Druga część już na blogu, więc Guciu pracuj nad częścią trzecią. Tylko mi się nie waż popełnić tylu błędów ortograficznych! Ostatnio spauzowałem i tylko co większe byki kasowałem…

    • To Arasaka przechwyciła rekopis i byki powstawiała! Johnny juz wie i juz zajął sie Arasaką.

  6. Arasaka? Dobrze, że nie SUS.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s