Gambit Harringtona czyli Johnny Chroń Królową! część 2

Część pierwsza Gambitu TUTAJ.

Marcin pisząc raport wiernie trzyma się kwiecistego stylu ghostwritera, od którego aż bolą zęby podczas czytania. A ja myślałem że „50 Twarzy Greya” jest trudne do czytania… No ale sorry, taka mamy konwencję.

skanowanie0001

Występują:

Aeria Gloris (Grzegorz): miła, spokojna dziewczyna. Ma silne poczucie obowiązku, broni słabszych, pracowała w policji. Charakter praworządny dobry. Troszkę podobna do Motoko ale zdecydowanie daleko jej do pełnej cyborgizacji. Właściwie, to Aeria ma niewiele wszczepów i zgodnie mechaniką CP 2020 jest słabą postacią.

Johnny Harrington (Marcin): całkowite przeciwieństwo Aerii. Wielkie chłopisko zadrutowane po zęby najnowszą i najdroższą elektroniką, chodząca śmierć. Marcin najwyższy wylosowany współczynnik dał na Empatię. Nie, nie dlatego, żeby dla odmiany zagrać wrażliwca. Tylko po to, żeby móc wrzucić w siebie jak najwięcej wszczepów zanim Empatia spadnie mu do poziomu, przy którym MG przejmuje postać. Oprócz niebotycznie wysokich statów wzmocnionych precyzyjnie dobranymi wszczepami na też niewiarygodne szczęście w rzutach kośćmi. Charakter chaotyczny neutralny.

6.

Zwróciła na nią uwagę już po wejściu. Aeria przywitała się z Nicholasem i kilkoma jego znajomymi a Jamaika prawie połamał jej żebra okazując niedźwiedzią czułość i tradycyjnie przypomniał że jego Pimpclub ciągle ma otwarty wakat. Uprzejmie podziękowała i wypiła kolejkę ze Spiderem. Po raz kolejny zadzwoniła do Adriena ale nie mogła złapać połączenia. Dziewczyna stała przy oświetlonych ultrafioletem schodach prowadzących na zalewany stroboskopem podest do tańczenia. Była wysoka i smukła. Przeklęła się w myśli gdy jej atletyczna ale w jakiś sposób zwierzęco seksowna sylwetka przypomniała jej Johnnego. Dziewczyna miała na sobie modną, metalizowaną koszulkę bez rękawów i nisko noszone motocyklowe spodnie. Ramiona i widoczny brzuch pokrywały jej kanciaste tribale, twarz miała ukryta w cieniu ale Aeria widziała dwa święcące na zielono punkty oczu. Dziewczyna oderwała się płynnym ruchem od ogromnego, posprejowanego dwuteownika który służył za kolumnę. Hell raczej nie był klubem w stylu romańskim. Nieznajoma minęła Aerię nie odrywając od niej wzroku. Miała śniadą cerę i indiańska urodę. Część chyba rudych włosów miała związane w dwa warkocze spływające jej na kształtne piersi średniej wielkości, a pozostałe były mieszanina dredów, kołtunów i ogólnego artystycznego nieporządku. Jej ciało sprawiało wrażenie napiętej sprężyny, gotowej do działania, czekającej tylko na szansę wyrwania sie z ograniczeń. Silne, atletyczne ale też mocno kobiece. Ciężkie buty nie przeszkadzały jej poruszać się z gracją polującej pantery. Przechodząc obok Indianka mrugnęła lekko i uśmiechnęła się błyskając oślepiająco białymi zębami. Aeria z fascynacja zauważyła ostre jak brzytwa kły. Dziewczyna niespiesznie przeszła na drugą stronę lokalu gdzie na większym podeście bawiła się dobra setka dziwaków. Aeria czuła dziwną potrzebą by dziewczyna się odwróciła ale ta jednak znikła w tłumie nie oglądając się za siebie.

– Kim jest ta Pocahontas – Spytała Nicholasa wskazując sylwetkę nieznajomej ale ten pokręcił głową i wzruszył ramionami. Chciała zadzwonić do Adriena ale nie odbierał. Wreszcie, z którymś z kolei razem, odrzucił połączenie.

Wtedy się właśnie po raz pierwszy wściekła. Miał tutaj być z nią. Nie znikać. Nie odrzucać połączenia. Napisała mu WAL SIĘ.

gotham_batman2003_3

Jamaica podszedł do niej z piwem które chętnie przyjęła. Był dwumetrowym, półnagim murzynem z dredami i bliznami, i z wyrazem permanentnego upalenia na twarzy. Zajmował się produkcją i dystrybucją klasycznej marihuany, był też alfonsem, handlarzem bronią a czasem, gdy w mieście przebywał jego biały brat Vinnie, zajmowali się zabijaniem ludzi na zlecenie. Zazwyczaj złych ludzi. Znała go od czasów służby w NCPD i wiedziała, że pomimo tych wszystkich wad był dobrym człowiekiem. Na miarę ulicy lat 20tych. Pogadali trochę, powspominali swoja współpracę która zaowocowała ocaleniem życia Nicholasowi. Wskazała mu głową nieznajomą która własnie stała przy barze i paliła papierosa nawet nie kryjąc tego że zerkała w jej kierunku. – Co to za jedna? – Spytała. Jamaica zmarszczył brwi i wyraz upalenia i permanentnego braku zainteresowania rzeczywistością zniknął z jego twarzy. Szybko jednak powrócił stary dobry Jamaica. Pokręcił głową. – Nie znam. Pewnie jakaś nowa na dzielni. Sorki dzieciaku, muszę lecieć. Mamy z Vinniem pracę za miastem. – Pocałował ją w policzek – Trzymaj się mała i zachowuj się – Poszedł pożegnać się z kilkoma swoimi ludźmi a Aeria zadzwoniła do Johnnego. A potem drugi raz. Za trzecim razem Johnny odrzucił jej połączenie. Wtedy wściekła się na całego.

Tańczyły razem pół nocy. Wypiły całego Jacka Danielsa i wypaliły dwie paczki Marlboro. Nie rozmawiały. Dziewczyna dziwnie pachniała. Mieszanka zapachu whisky, papierosów i gorzkich cukierków które ssała pomiedzy jednym papierosem a drugim. Tańczyły, piły i paliły. Starała sie nie myśleć o Adrienie.  Wywoływało to u niej wściekłość. Starała sie nie mysleć o Johnnym bo wywoływało to ból. Ale nieznajoma przypominała go coraz bardziej. Ta sama zimna pewność siebie. Ten sam magnetyzm. Ta sama zwierzęca dzikość w pozornie spokojnych ruchach. Niczym naładowana broń, górski kot. Gotowa do ataku. Lecz nie miała tej szlachetnej pewności, podświadomej kontroli. Fascynowała niewypowiedzianą zapowiedzią niebezpieczeństwa i ataku. Nie, jak on, niewzruszoną pewnością bezpieczeństwa, zimnym magnetyzmem któremu oddawało sie bezwarunkowo i bez zastanowienia. Właściwie nie była podobna, była absolutnym przeciwieństwem. Jak zły bliźniak, tak podobny a tak, w każdym atomie osobowości, inny.

Dlatego po prostu wyszła. Nie oglądając się, wsiadła do taksówki i pomknęła zalewanymi biblijną powodzią ulicami. A za zielonymi oczami płonął nuklearny ogień.

tumblr_mgd7ddJBUy1rmynh7o1_500

7.

Miała na sobie tylko koszulkę gdy usłyszała pukanie do drzwi. Bardziej było to walenie. Ktokolwiek był za drzwiami chciał wejść i nie widział powodu dlaczego drzwi miały by w tym przeszkadzać. Przypominało to Johnnego. Podeszła do drzwi z Anakondą. Otworzyła je gwałtownie, mierząc w intruza.

Stała tam. Przemoczona. Jej fryzura zamieniła sie w bezładną, mokrą masę a z warkoczy lała się woda. Patrzyła nad lufą colta i drżała z zimna. Aeria chwyciła ją za rękę i wciągnęła do środka. Zerwała z niej ciężką od wody kurtkę. Nie było to łatwe i tylko zablokowała jej ręce na plecach. Chwyciła nieznajomą za włosy i przyciągnęła do swoich ust. Ta jednak zatrzymała usta milimetr od jej warg. Aeria chciała chwycić ustami jej dolną wargę, dziewczyna jednak cofnęła głowę do tyłu uśmiechając sie wyzywająco. Aeria pchnęła ją na scianę. Wzmocnione kości i grafty mięśni w połączeniu ze wściekłością i adrenaliną sprawiły że indianka wyrznęła w ścianę z impetem mogącym ogłuszyć faceta. Zamiast tego jednak nieznajoma wyszczerzyła zęby w krzywym uśmiechu. Aeria przyssała sie do jej ust, gryząc i ssąc na przemian obie wargi i szukając językiem języka nieznajomej. Jej ręce zdzierały  jednocześnie z indianki resztkę ubrania. Oderwała sie od niej i przesunęła dłońmi po pokrytej gęsią skórką i niewidocznym dla nikogo poza jej wzmocnionymi receptorami meszkiem perfekcyjnie pięknej skórze. Przesunęła dłońmi wzdłuż brzucha nieznajomej czując twarde jak stal mięśnie i kaleczęc ciało ostrymi paznokciami. Dziewczyna napięła mięśnie i westchnęła z zadowoleniem. Wtedy Aeria chwyciła w zęby stwardniały z zimna i rozkoszy sutek i ugryzła mocno, patrząc jednocześnie w oczy nieznajomej. Uśmiech nie znikał z jej ust, więcej, zamiast tego wydawał się byc jeszcze bardziej kpiący, pełen pewności zwycięstwa. Aeria, patrząc dalej w oczy partnerki zacisnęła zęby czując jak ciało ustepuje pod jej zębami. Gorąca krew popłynęła jej po wargach a indianka wygięła się, zaciskając zęby, ale nie robiła nic by jej przeszkodzić ani nie wydała z siebie żadnego dźwięku.

Oderwała usta od sutka, z fascynacja patrząc jak krew wypływa z rany, ściekając po piersi i brzuchu i niżej. – Przepraszam – szepnęła i pocałowała dziewczynę. Najpierw delikatnie, potem coraz mocniej lekko podgryzając zębami. Nieznajoma oddawała każde muśniecie i każda pieszczotę  a jej zimne, silne dłonie przesuwały sie po jej kręgosłupie idąc od karku powoli w dół. Aeria oderwała sie od dziewczyny i odsunęła opierając o ścianę. Oddychała ciężko. Niepewna co robić dalej. Nieznajoma powoli podeszła w jej kierunku, jej oczy niczym zielone piece, płonęły żarem który ja przerażał i jednocześnie fascynował, gdyż krył sie za nim jakiś smutek który w jakiś sposób chwytał Aerie za gardło. Nieznajoma oparła sie rękami o ścianę, blokując Aerie w potrzasku ramion sprawiających wrażenie ze węzły mięśni pod spocona skórą sa zrobione z orbitalnego tytanu. Aeria delikatnie dotknęła rany na piersi kochanki, pochyliła sie i delikatnie pocałowała. Popatrzyła w górę dostrzegła wilgoc w oczach nieznajomej, oczach które przestały byc dzikie i stały sie po prostu ludzko ciepłe. Delikatnie polizała zraniona piers, czujac jak dłonie nieznajomej bładzą delikatnie po jej szyji. Zaczęła pieścić językiem drugą pierś a jej dłoń wsunęła się za pasek od spodni, przesuwając sie wzdłuż gladkiej skóry aż natrafiła w głebi na gorąca wilgoć tamtych warg. Nieznajoma napieła sie i krzyknęła gryząc jednocześnie Aerię w ramię. – Przepraszam – szepnęła, uniosła pośladki Aerii a ta owinęła sie nogami wokół jej bioder. Aeria czuła swoją wilgoć i była pewna że jeszcze żaden mężczyzna nie dał jej tego co teraz otrzymuje i jeszcze otrzyma od tej dziewczyny której imienia nawet nie zna.

7820-motoko_8

Otworzyła oczy. Obok swojej twarzy dostrzegła plecy nieznajomej. Oparła się na łokciu i zaczęła delikatnie gładzić ciało indianki starając sie trzymać zawiłych linii tatuażu. Dziewczyna odwróciła się i bez ostrzeżenia pocałowała Aerię. Gloris uśmiechnęła się. Nieznajoma oparła głowę na ramieniu, jej lewa ręka bezwiednie błądziła po ciele Aerii a w oczach błyszczały ogniki wesołości.

– To był mój pierwszy raz – szepnęła nieznajoma uśmiechając sie krzywo. Jej zęby błysnęły bielą i poraz kolejny Aeria zwróciła uwagę na ostrość kłów które nie mogły być naturalne. – Z kobietą? – Aeria delikatnie dotknęła wargi kochanki i przesunęła palcem po jej idealnie równych zębach. Dziewczyna pocałowała czubek jej palca i uśmiechnęła sie po swojemu, kpiąco. – Pierwszy raz kiedy ktoś nazwał mnie Johnny… – Patrzyła sie Aerii głęboko w oczy. Poczuła ciepło i zimno zarazem. Czyżby naprawdę nie mogła pozbyć sie Johnnego z głowy? Z jego całym bagażem męskiej doskonałości. Którego wady były zaletami a zalety cnotami. Czy dziewczyna w jej łóżku była tylko substytutem wymarzonego mężczyzny? Nie… To cos więcej. Powiedziała sobie. Indianka ja fascynowała. Tak jak fascynował ja Johnny. Ale Johnnego mieć nie mogła… Indianka przyglądała sie jej uważnie. Poruszyła sie i usiadła na niej okrakiem. Juz wcześniej Aeria zwróciła uwagę że była bardzo ciężka, ale też delikatna. Poczuła wilgoć warg nieznajomej na brzuchu, delikatne ocieranie które budziło ogień w jej łonie. Nieznajoma pochyliła się i ujęła w dłonie jej twarz i delikatnie pocałowała. – To pewnie dlatego że mnie nie znasz – uśmiechnęła sie kpiąco, lekko gryząc jej wargę – Jestem Anemy – Aeria oplotła biodra Anemy nogami i przewróciła ją na plecy. – A co to znaczy po waszemu? – Uśmiechnęła się – bo brzmi trochę jak ‘wróg’ – Nieznajoma uśmiechnęła sie gładząc policzek Aerii. – Nie jestem twoim wrogiem, i nie bedę chyba że zdecydujesz się być moim. – Uśmiechnęła sie kpiąco – A po białemu nazywam sie Najlepsza. Dobre imie prawda? – Aeria musiała przyznać że pasowało do dziewczyny na którą patrzyła.

SHadowrun04

8.

Ulica była pełna ruchu. Dziwki, alfonsi, kramy, wózki z hotdogami które z dużym prawdopodobieństwem były zimne ale za to z psa. Johnny zatrzymał się przed budką z kwiatami i wybrał czerwona różę. Idąc dalej minął dwie azjatyckie dziwki, nie zwrócił nawet na nie uwagi, kontemplując zapach kwiatu. Dziwki obejrzały sie za nim i westchnęły jednocześnie zniewolone substancją jego nieodpartej męskości. Emanacją dzikiej katarsis jego pełnego gwałtownej siły spokoju. W narożnym alkoholowym kupił białe wino. Skierował się w stronę oblepionego plakatami i reklamami wejścia do kamienicy. Dwoje monterów kablówki właśnie wchodziło do środka. Ze spalonego neonu nad wejściem kapała woda pozostała po nocnej ulewie. Johnny uśmiechnął się krzywo i poprawił szkła na oczach.

– Monterzy… – mruknął do siebie.

9.

Anemy wyszła wcześnie rano. Nawet nie zauważyła kiedy. Zostawiła karteczkę z numerem ozdobioną odciskiem kształtnych ust. Aeria w samej tylko koszuli stała przy kuchennym stole i uśmiechała sie do siebie popijając gorącą kawę. Dzwonek do drzwi wyrwał ja z zamyślenia, ziewnęła i podeszła do wizjera. Dwoje monterów z naszywkami Net54, wysoki i chudy piegowaty facet i niska, krępa, ruda dziewczyna z tabletem w rękach. No tak, pewnie korpy wysyłają upomnienie za nielegalne podłączenie wizji. Odstawiła kawę na półkę pod drzwiami i otworzyła drzwi, które zresztą były zamknięte na klucz. Ciekawe jak Anemy to zrobiła przeszło jej przez myśl. I wtedy zobaczyła wymierzony w jej twarz pistolet z tłumikiem. Piegus wepchnął ja brutalnie w głąb przedpokoju i wszedł do środka ciągle mierząc z broni. Ruda wsunęła się za nim i zamknęła drzwi. Wszystko stało się tak szybko ze Aeria dopiero w tym momencie zrozumiała o co chodzi. Piegus chwycił ja za szyję i z łatwoscia podniósł i przycisnął do ściany.

SHadowrun02

– Gdzie jest McBain? – Ruda też miała broń, mały kieszonkowy pistolet, który właśnie wbijała Aerii w żebra. Nie znała żadnego McBaina więc zgodnie z prawda odparła że nie wie w odpowiedzi na co piegus uderzył ja pistoletem w brzuch.

– Gdzie jest McBain? – Ruda nie zmieniła pozycji ani wyrazu twarzy. Nie wyglądało to na pomyłkę. Oni szukali jakiegoś McBaina i byli święcie przekonani że one wie gdzie on jest.

Piegus opuścił ja na podłogę i pchnął do salonu, zatrzymała się na kanapie ale zanim sie pozbierała, ruda była juz przy niej wbijając jej pistolet w żebra i wykręcając boleśnie rękę za plecami. Pewnie chciała powtórzyć pytanie ale przerwał jej dzwonek do drzwi. Intruzi popatrzyli po sobie i kiwnęli głowami. Ruda przyłożyła Aerii broń do głowy i zakryła usta dłonią, piegus podszedł do drzwi z pistoletem ukrytym za plecami. Wyjrzał przez wizjer a następnie uchylił drzwi. Stojący w progu wysoki mężczyzna uśmiechnął sie kpiąco. Jego oczy zasłaniały czarne szkła a motocyklowa kurtka nie ukrywała dostatecznie dobrze idealnej muskulatury. W jednej dłoni trzymał butelkę wina a w drugiej kwiat róży. Piegus otworzył usta. Zanim upadł na podłogę, martwy, z kwiatem sterczącym z ust butelka pomknęła i wyrznęła rudą w głowę, zwalając momentalnie z nóg, prosto na szklany stół który rozprysnął sie pod jej ciężarem. Zanim Aeria do końca zrozumiała co się dzieje, ruda wisiała w powietrzu majtając nogami i drapiąc mechaniczną dłoń trzymająca ja za gardło.

– Teraz ja bedę zadawał pytania – Szepnął Johnny, wolną ręką zdjął szkła i mrugnął do Aerii. – Wpadłem na wino ale niestety sie zmarnowało, ale mam nadzieje potem nadrobimy – Aeria patrzyła na niego z niedowierzaniem. Johnny…

10.

Aeria miała tysiąc pytań. Kim są ci ludzie? Czego od niej chcą? Kim jest Mc Bain? Co robi tutaj Johnny? Gdzie jest Adrien? I jak można kogoś zabić różą…? Johny przechwalał się że zabił kiedyś Wenezuelskiego dyktatora solniczką. Denkiem z dziurkami. No sitkiem.

Ale różą?

Ale pytania, jak to często z nimi bywa, musiały poczekać.

Johnny własnie powoli stawiał trzymaną za szyję dziewczynę kiedy z jej głowy trysnęła fontanna krwi a w oknie pojawiła się dziura po kuli. Zanim Aeria zdążyła zareagować Johnny był już przy niej, wepchnął ja w głąb przedpokoju, z dala od okna a sam, kontynuując jeden płynny ruch, niczym wyuczony tysiącem powtórzeń, zakodowany w genetycznej pamięci miejskiego drapieżnika, rzucił sie w stronę okna, rozbijając szybę na miliard drobnych odprysków, jednocześnie wyciągając dwa niezawodne pistolety maszynowe colta.

lokmanlam-motoko-kusanagi

Aeria nie zamierzała tkwić bezczynnie. Szkolenie NCPD dało znać o sobie i jej ciało i umysł wskoczyły na odpowiedni bieg. Zanim Johnny zniknął za oknem miała już w rękach swoją Anakondę, a zanim wylądował, rujnując europejski pseudosamochód, była już przy oknie ze smartgoglami na oczach i lustrowała teren w poszukiwaniu strzelca. Zobaczyła postać biegnacą po dachu kamienicy po drugiej stronie ulicy. Snajper był poza zasięgiem strzału i w ruchu, jedyne co mogła zrobić Anakondą to postrzelić przypadkowa osobę. W czasie kiedy te myśli przebiegały jej przez głowę Johnny zdążył trzema susami pokonać ulicę i schody przeciwpożarowe. Rzuciła się w poszukiwaniu ubrania. Na moment zatrzymała się przy opartych o ścianę zwłokach rudowłosej. Dziewczyna drgnęła. Aeria przypadła do niej i położyła na podłodze. Znała sie na ranach i wiedziała, że ta na czole dziewczyny jest śmiertelna. Może jakby trafiła natychmiast do szpitala. Aeria sięgnęła do torebki i wyciągnęła swoją platynową karte Trauma Team i nie wahając sie złamała ją. Grupa szybkiego reagowania powinna być w ciągu sześciu minut albo zwrot rocznego abonamentu. Dziewczyna chwyciła Aerię za rękę. Cos usiłowała powiedzieć ale była zbyt słaba. Aeria przytrzymała jej głowę by było jej łatwiej oddychać.

– … Mc Bain… – wyszeptała z trudem – znajdź… Le… ny… – Zaniosła sie kaszlem a z jej ust popłynęła struga krwi – On… wie… Scott…

Aeria scisnęła jej dłoń. – Spokojnie, pomoc juz w drodze. Dasz radę! – Dziewczyna popatrzyła na nią i pokręciła głową – Chroń… Królową… – Jej dłoń zwiotczała a z ust wydobył sie cichy syk wypuszczanego powietrza. Za oknem wyła syrena powietrznej grupy szybkiego reagowania Trauma Team. Trzy minuty, czterdzieści siedem sekund od czasu wezwania.

Ciąg dalszy nastąpi.

Advertisements

komentarzy 14

  1. Ale z tym Greyem na wstępie to przesadził 😛

  2. Nie dałem rady dwóch pod rząd przeczytać, druga część na później.

    • O! Sierżant Detektyw Kaitlowsky 🙂 Ja, pomimo że sam napisałem, nie jestem w stanie dwóch zdań pod rząd przeczytac, więc co mówic o dwóch dzęściach 🙂

  3. No, no! Maciek się odnalazł! Pozdro serdeczne!!

  4. Przeczytałem i pokuszę się o recenzję: cycki, cycki, cycki, seks, cycki, cycki, Johnny, cycki, seks, cycki, wszczepy, cycki, amunicja, cycki, sprzęt, cycki, cycki, seks, cycki, Johnny, cycki.
    Jak dla mnie za mało cycków. A serio, to gdyby ograniczyć te klimaty z cyklu cyber-lesbian-porno, to wyszło by nawet ciekawe opowiadanie. Wiem, że autor jest zadeklarowanym miłośnikiem „diptrołt baj gimbaza”, ale czasami można się pokusić o autocenzurę obyczajową. 😛
    Czytało mi się to gorzej niż część pierwszą. 😦

  5. Żeby była jasność: opis został aż tak sfabularyzowany, że przestał oddawać prawdziwą treść sesji. A w tym, w czym oddaje, zgubił proporcje między scenami całkowicie. Ja wiem, taka maniera ghostwritera, który krzesze z siebie co może czując dotyk lufy gnata Johnniego na skroni. I w sumie jako eksperyment językowy jest to fajne i miłe. Tylko czy w takim raporcie forma nie przesłania treści?

    Zwłaszcza, że cycków i cycków jest w raporcie tak dużo, że porównanie z Greyem nie było od czapy. I ten manieryzm… Każdy co dwa akapity „uśmiecha się drwiąco” i „pręży mięśnie”. 🙂 Cute.

    • Spojler: Koniec cycków 🙂 Moze potem skrobnę ten raport obdarty z poezji, a raczej z prozy 🙂

    • Temu ghostwriterowi trzeba podrzucić z kilo kokainy i wsadzić do St Quentin z zakazem pisania 😉

    • Koniec cycków? Nie może być! Już miałem nadzieję, że w „scenie otwarcia” części trzeciej wystąpią dwie, nagie, wirujące w miłosnych objęciach i wstrząsane spazmami rozkoszy panie oraz olbrzymi, różowy „strap on” między nimi. Jestem rozczarowany….

    • Nie ma cycków nie ma lajków

  6. Nie da rady. Tylko on chce pisać o Johnnym 🙂 I nie ma kokainy. Johnny zabił wszystkich bossów karteli i spalił plantacje, razem z pracownikami 🙂

    • Pokaż mi tego ghostwritera a Ja znajdę na niego paragraf. Zawsze znajduje, zawsze 😉

  7. Lepiej niech ten ghostwriter szybko pisze trzecią część!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s