„Greed is Good” czyli ciągle do przodu. 1/2

 

A good death is it’s own reward.

– Colonel Nathan Hardy

12 Greed is Good

Wystąpili:

Marco Derano – Kuba – solos. Twardy gość, jak to solosi.

David B. Lishkov – Karol – śliski korp. Ambitny, łakomy na karierę, oszczędnie gospodarujący moralnymi zagraniami.

Maria Cardinalle (Maria Santana Vilalobos De La Hoya Vera Cruz Cardinalle) – Marcin – solo. Szanowną panią Marię mogliśmy już poznać czytając jej opowieści afrykańskie.

 

Kiedy już było po wszystkim, kiedy wszystko się skończyło, a właściwie, kiedy dowiedziałam się jak się to wszystko skończyło zdałam sobie sprawę ze są rzeczy, których nie pojmę i nie zrozumiem. Może jestem na to za prosta? Ale chyba to dobrze, bo może bym wtedy skończyła tak jak skończyła się ta historia.

A więc to było mniej więcej tak. Zadzwonił do mnie z rańca Bernie, barman i właściciel Nosorożca. Małej knajpki w południowym, Night City, na obrzeżach Strefy. Że ma dla mnie robótkę. Bardzo dobrze się składało, bo od afrykańskiej awantury minął tydzień a mi się powoli kończyła kasa. Johnny i Aeria gdzieś się zapadli, jak się później okazało ratowali brytyjską monarchię i nie uwzględnili mnie w planach. No, ale wracając do Nosorożca. Nie jest to ForHo, ani nawet Hell czy Tony’s, ale można tam dostać robótkę. Czasem zwykłą przetrwalnikówę, czasem coś sporszego. Tak było tym właśnie razem. Z ulgą zebrałam swoje graty z trumny i nie śpiesząc się dotarłam na miejsce. Bernie podał mi to, co zwykle, ciągle nie wiem i wiedzieć nie chcę, co to naprawdę jest. Wskazał mi gościa siedzącego przy jednym z oddzielnych stolików dla ‘vipów’. Prochowiec, lustrzanki, wojskowe spodnie. Ktoś taki jak ja. Nazywał się Marco Derano, stawiał swoje pierwsze kroki w zawodzie, miał parę sukcesów na koncie, pewnie też kilka porażek, jak każdy. Nie spowiadaliśmy się sobie, wspomnieliśmy to i owo, by każde z nas miało obraz drugiej osoby, coś, co łatwo sprawdzić, coś, o czym wie Strefa. Okazało się, że musimy trochę poczekać na pracodawcę, posiedzieliśmy, pogadaliśmy i w końcu się pojawił. Denerwujący typ. Korp. W gajerze i płaszczu, w lustrzankach. Przytargał nawet aktówkę. Nazywał się David B. Lishkov. I miał dla nas zadanie. W skrócie streścił, o co chodziło, a chodziło o to by za nim biegać, przyjmować za niego kule i kosy i łamać nogi i nosy w jego imieniu. Niestety, okazało się, że robota jest oficjalna. Dla korporacji. HCP się zwała. Było tam wszystko, czterdzieści stron małym drukiem. Szlag mnie prawie trafił, a Derano chciał gościa z miejsca zastrzelić, ale ostatecznie podpisaliśmy. Kiedy to zrobiliśmy Lishkov wyjaśnił zadanie. HCP interesowała się epidemią, która miała miejsce kilkanaście lat temu w Night City. Jakiś paskudny wirus wydostał się na wolność i zanim go opanowano zapadło na niego kilkaset osób, z czego kilkanaście wysłał do Abrahama na kokę i gdyby nie jacyś wirusolodzy pracujący na własną rękę wirus mógłby zdziesiątkować populacje Night City. Johnny opowiadał mi, co się działo w Chicago podczas kwarantanny. A właściwie mało opowiadał, a opowiada dużo i często o swoich dokonaniach. Był w oddziałach wojska pilnujących kwarantanny miasta. Night City uniknęło powtórki z Chicago. Ale zagalopowałam się. Lishkov miał dla HCP odnaleźć miejsce gdzie znajdowało się laboratorium, w którym opracowano szczepionkę i jeżeli to możliwe znaleźć materiały dotyczące jej produkcji lub nawet samą szczepionkę.

Cyberpunk 1069

I tak ruszyliśmy ku przygodzie. Z Lishkovem na czele. To znaczy nie do końca. Okazało się, że nie mamy transportu. Ja się nowego nie dorobiłam, nie wiem czy Derano jakiś miał. Na szczęście Lishkov wspaniałomyślnie, za fundusze operacyjne podwiózł nas taryfą pod biuro HCP i tam wyposażyliśmy się w sedana i motocykl. Nie chciałam za bardzo spoufalać się z tym Lishkovem, mam złe wspomnienia z korporacjami, a gościu wyglądał na takiego, co podrywa laski chloroformem.

Ruszyliśmy, zatem wykonywać polecenia pana Lishkova. Pierwsze było takie żeby pojechać do gościa imieniem Michael, który miał dla Lishkova info dotyczące sprawy.

Gościu miał sklepik na targowisku w okolicach centrum Strefy. Lishkov kazał nam obstawiać teren a sam poszedł gadać z Michaelem. Po drodze kupił trzy ciasteczka szczęścia od starego chińczyka, przeczytał swoją wróżbę, podobno brzmiała „Greed is Good”. Myślałam ze to taki jakiś jego trik i styl, ze nam da te cholerne ciasteczka i będzie wróżba i jakaś zabawa w końcu, ale nie. Chyba sam je zeżarł potem. Kiedy Lishkov kupował ciasteczka Delano stuknął się z jakimś dwumetrowym, łysym, jednookim drabem z cyberreką. Drab zaczął cos pyskować do Delano, ale wtrąciłam się i spytałam czy może fiknąłby do kogoś silniejszego. Drab zbaraniał, burknął cos pod nosem i sobie poszedł.

Okazało się, że Michael wpadł w kłopoty, miał opatrzona rękę i wydawał się wstrząśnięty. Okazało się, że poszukiwania info dla Lishkova zwróciły na niego czyjaś uwagę i ten ktoś postanowił nim trochę wstrząsnąć. Niemniej Michael przekazał Lishkovowi, że interesujące go informacje. Szczepionkę opracowało dwóch ludzi – Caldwell i Minx, mieli małe laboratorium w Night Hill, w tamtym czasie przemysłowej dzielnicy. Obecnie dzielnica jest opuszczona i jedynymi jej lokatorami są członkowie jakiegoś gangu i oni mogą wiedzieć co nieco na temat położenia laboratorium. Co ciekawe okazuje się ze część okolicy jest także patrolowana przez uzbrojonych ochroniarzy pilnujących by nikt nie dostał się do centrum dzielnicy.

Cyberpunk 1056

Szybko wykalkulowaliśmy, że warto obczaić, co to za gang rezyduje w okolicy i co to za ochroniarze. Okazało się jednak, że Michael wie i to. Nazwy gangu nie pamiętam, ale okazało się, że jego były członek, niejaki Frankie udziela się w Parafii im Św. Marcina. Postanowiliśmy tam się wybrać, ale zanim to zrobiliśmy zdarzyły się dwie rzeczy. Marco wypatrzył ciekawą kobitkę w tłumie, smukła, ładna, ubrana w skórzane ciuszki i nosząca się z najprawdziwszym jaszczurem na ramieniu. No poczułam na nią chętkę, ale wtedy zdarzyła się druga rzecz. Eksplozja. Wtem, ni z gruchy ni z pietruchy, wszędzie wokół są wybuchy. Właściwie jeden, na przeciwko sklepu Michaela. Obaj z Lishkovem zaliczyli tylko drobne skaleczenia od szkła, ale jeden z przechodniów stracił nogę a kilku skautów z pobliskiej harcówki zostało rannych. Nie było czasu na dywagacje. Trzeba było się zmywać. Michael podziękował za współprace, poprosił Lishkova by ten przez jakoś czas, najlepiej do końca życia już się z nim nie kontaktował a my udaliśmy się w kierunku Parafii.

Nieco wstrząśnięci wybuchem, ale niezmieszani sytuacją dotarliśmy pod parafię. Okolica zaniedbana, ale nie tak jak strefa. Pewnie nawet od czasu do czasu bywała tutaj policja. Kościół, jaki jest wie każdy, kamienny i monumentalny. Drzwi na arenę objawień były zamknięte, ale te do biura, choć wzmacniane i stalowe były otwarte. Weszliśmy i zastaliśmy w biurze Latynosa w średnim wieku. Lishkov i Delano rozpoczęli proces wyciągania informacji jednak nieco pokpili sprawę, bo zamiast iść drogą: zagajenie, rozmowa, prośba, propozycja, przekupstwo, groźba, przeszli od razu do punktu ostatniego. Niestety obecność kamery, która według Latynosa nadawała obraz bezpośrednio do firmy ochroniarskiej uniemożliwiła chłopakom przejście od gróźb do czynów. Niepocieszeni wyszli a ja zostałam i usiłowałam uratować sytuacje. Okazało się ze mój urok osobisty, uroda, kolor skóry i krzyżyk na szyi są czynnikami o wiele bardziej przemawiającymi do duszy człowieka niż wymachiwanie pięściami i giwerą. Frankie, jak się okazało pracuje w harcówce, która, podobnie jak sklep Michaela, padła ofiara dzisiejszego wybuchu. Przypadek?

Cyberpunk 1073

Popędziliśmy z powrotem na targowisko. Policja i Trauma Team właśnie się zwijały, a Michael zwinął się już dawno. Zajrzeliśmy do harcówki. Skauci ogarnęli się po incydencie i sprzątali szkło i gruz. Zagadaliśmy z jednym z nich pytając o Frankiego a ten wskazał jednego gostka, który właśnie gadał z jakimiś łebkami w śmiesznych mundurkach. W pomieszczeniu na ścianie wisiał jakiś gobelin przedstawiający dużego, białego kurczaka w koronie na czerwonym tle dzierżącego w jednej łapie strzały i siekierki a drugiej kałacha. Delano został na zewnątrz i wypatrzył poznanego wcześniej jednookiego draba, postanowił go śledzić, ale jak potem przyznał, gdzieś go zgubił. Lishkov zagadał z Fankiem i zaczął wyciągać z niego informacje. W tym czasem mali skauci wypatrzyli u mnie pod pazucha HK2013, widać, że broń dla nich to nie pierwszyzna, ale nigdy nie widzieli takiego smartowanego cacka. Rozładowałam gnata i pozwoliłam im się chwile pobawić, pokazałam parę trików, postaw strzeleckich i sposobów poruszania się z bronią. Widać wpłynęło to pozytywnie na opinie Frankiego o nas, bo udzielił nam dosyć wyczerpujących informacji.

Otóż Frankie, będąc w gangu często bywał w tamtych rejonach i był w stanie podać dokładną lokalizację najbardziej prawdopodobnego miejsca ukrycia laboratorium. Raz, że nikt z gangu nie zapuszczał się bezpośrednio w tamten rejon, dwa, często ów rejon był patrolowany przez wynajętych gliniarzy. Zapytany o obecne kierownictwo gangu opisał kilka z opisu zupełnie do nikogo nie podobnych osób oraz białowłosą dziewczynę noszącą obcisłe skórzane ciuszki i spacerująca z żywym jaszczurem na ramieniu. Powiedział też, że z gangiem ostatnio kontaktował się niejaki Mantis, przebiegły i niebezpieczny zabójca na zlecenie i Omar, zwany Jednookim – terrorysta do wynajęcia specjalizujący się w materiałach wybuchowych. Wszystko zaczęło układać się do kupy, szczególnie ze Mantis pasował do opisu gościa, którego śledził Derano, a Omar do draba, któremu chciałam nakopać wcześniej tego dnia.

Cyberpunk 1060

Podziękowaliśmy Frankiemu i pożegnaliśmy się z dzieciakami. Mieliśmy już trop i potrzebowaliśmy planu działania. Wykoncypowaliśmy ze zaopatrzymy się w podstawowy sprzęt przeciw kontaminacyjny – maski, rękawice, atropinę. I trochę C6 by całość ewentualnie wysadzić w powietrze jakby okazało się ze jest tam coś niebezpiecznego. Co spokojnie mógł załatwić Lishkov z firmy. Jako ze strefa była patrolowana przez nieznane siły i znajdowała się w pobliżu terenu gangu, który w jakiś sposób tez interesował się terenem potrzebowaliśmy mieć w zanadrzu szybka opcję ewakuacyjną. Lishkov podzwonił tu i ówdzie i skombinował pilota z własną AVką. Pilot był z gatunku tych często trzeźwych a AVka z tych często latających na obu silnikach. Wiec powinni byli się nadać. Umówiliśmy się ze resztę nocy i cały dzień poodpoczywamy i przygotujemy sprzęt a na akcje ruszymy nocą.

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. Niby taka prosta przygódka sensacyjno-detektywistyczna. Robiona na szybko, bez jakiegoś głębszego przesłania. A wczułem się jak mało kiedy… Zaczęło się od losowego generowania historii postaci. Na początku celem było uzbieranie jakichś bonusów. Ale z tych bezsensownych wydarzeń, cech charakteru i przekonań powstała postać z którą bardzo głęboko się utożsamiłem. Dla prostackiego solosa mój David wydawał się „śliskim korpem” – lecz z mojego punktu widzenia był to człowiek wielkiej ambicji, i równie wielkiej lojalności wobec swojego pracodawcy. Ktoś, kto dosłownie zawdzięcza korporacji swe życie. Ktoś w stylu samuraja. A jak postępuje samuraj, który zawiódł swego seniora? Przekonacie się w następnym odcinku…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s