Zagraj to jeszcze raz, Jaskier (by Domel).

Play it, Sam. Play „As Time Goes By.”

                                         (Ilsa Lund)

czyli króciutka recenzja „Sezonu Burz” pióra Andrzeja Sapkowskiego.

            Czytając deklaracje kolegi Błażeja o planowanym terminie zakończenia lektury „Sezonu Burz”, jak i prośby Mola o recenzję powieści, doszedłem do wniosku, że osobiście podzielę się z Wami swoją opinią o najnowszej książce Sapkowskiego. Nie wiem tylko, czy jestem odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Dlaczego? Dlatego, że już raz, pośrednio przez Sapkowskiego, mało co życia nie straciłem, gdy Gucio i Marcellus rzucili się mi do gardła, po tym, jak ośmieliłem się stwierdzić, iż ekranizacja opowiadań o wiedźminie jest przeciętna, ale dobrze, że w ogóle powstała. Postanowiłem jednak zaryzykować, więc „let’s go”.

Komiks Wiedzmin 01

            Nie ukrywam, że siadając do lektury miałem mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyłem się, że Sapkowski zdecydował się na napisanie kolejnej książki traktującej o wiedźminie, z drugiej zaś, zastanawiałem się, czy sensowne było „odgrzewanie kotleta”, skoro ów „kotlet” pozostaje zimny jak trup od ponad 10 lat. Dodatkowo pokrzepiła mnie opinia Błażeja o „miodności” nowego dzieła pana Andrzeja. Zdecydowałem się jednak odłożyć na bok wszelkie wątpliwości oraz uprzedzenia i zagłębiłem się w lekturze. I zaczęły się schody… Niby wiedźmin, niby styl znany z poprzednich książek Sapkowskiego, niby poniekąd wartka i pełna zwrotów akcja, ale coś mi zgrzytało. Zgrzyt ten przypominał odgłos, jaki wydaje zleżały papier torturowany przez mocno stępione pióro.

Czytaj dalej

Reklamy

Conan Barbarzyńca Remade

Seans za mną, czas spisać wrażenia. Zastrzegam, że fabuły nie opisuję, lecz mimowolne spoilery się pojawiają!

Czytaj dalej

The Whole Wide World (USA 1996, reż. D. Ireland)

Na pewno w polskiej blogosferze nie jestem pierwszym, który pisze o The Whole Wide World, wystarczy zajrzeć do Zwoju ze Skelos Paladyna. Mimo wszystko uważam, iż warto przypomnieć bodaj jedyny film biograficzny o Robercie E. Howardzie.

Czytaj dalej

Crusaders of the Amber Coast – W krainie Litwinów, Zemgalów, Prusów i Łatgalów (2010)

Po Val-du-Loup, The Ravenar Saga, czekającym na przeczytanie Deus Vult, Crusaders of the Amber Coast jest kolejnym settingiem na mechanice BRP lub pochodnych, który jest osadzony w konwencji średniowiecznego fantasy. Póki co z całego serca mogę rzec, iż najlepszym, jaki zdarzyło mi się czytać.

Suplement opublikowany przez Cubicle 7 w miękkiej, broszurowej oprawie liczy sobie ok. 160 stron. Z mojego punktu widzenia każda z nich została doskonale spożytkowana. Na około dziewięćdziesięciu potencjalny gracz otrzymuje świetnie zestawiony i opisany setting, pozostałe 70 to rozbudowana kampania.

Czytaj dalej

Jovian Nightmares – w kosmosie tylko Cthulhu usłyszy twój krzyk (2008)

Science fiction fascynuję się, odkąd pamiętam. Horrorem dużo krócej, ale to też ładnych kilkanaście lat. I chyba dopiero gdzieś w latach 90tych na poważniej zaczęło mnie zajmować połączenie obu odmian, a nie, jak można by przypuszczać, przy pierwszej części „Obcego”, którą do dziś odbieram głównie jako solidne kino hard sf.

Prawdopodobnie to zainteresowanie zaczęło się po obejrzeniu  Ukrytego wymiaru (Event Horizon), gdzie w świetny sposób połączono motywy charakterystyczne dla kina SF (heh, jak wiele filmów głębokiej przestrzeni, ten też zaczynał się od najazdu na statek kosmiczny przemierzający pustkę kosmiczną, dziś ten fragment studentom na zajęciach pokazuję:)) oraz metafizykę filmu grozy.

Czytaj dalej

Fractured Hopes – space fantasy w Rozdzielonej Ziemi (2009)

Po tym settingu do Basic Roleplay wiele sobie obiecywałem. Przede wszystkim konwencja Space Fantasy pozwalała przypuszczać, iż otrzymam ciekawy, niekoniecznie oryginalny, ale odpowiednio pulpowy świat do gry. Może nie jest tak źle, jak w przypadku polskich polityków („Chcieliśmy dobrze, lecz wyszło jak zwykle”), jednakże Fractured Hopes autorstwa Charlesa Greena z pewnością nie jest moim odkryciem roku.

Czytaj dalej

The Ravenar Sagas – Wikingowie przeciw Cthulhu (2008)

Nieraz wspominałem, iż „Zew Cthulhu” jest systemem, który może ma wyraźnie ustaloną i w pewien sposób ograniczoną konwencję, jednakże akcję „mackowatych” przygód można umieścić niemal w dowolnej epoce i miejscu. Tymczasem gros oficjalnych materiałów odnosi się do „kanonicznych” lat dwudziestych XX wieku. Jako że w naszej ekipie jest już programowy i stały specjalista od klasycznego Lovecrafta w RPG, sam skupiam na dodatkach, które Mity Cthulhu osadzają w bardziej nietypowym świecie przedstawionym. Poza produktami fanowskimi (w rodzaju End Times czy imponującego pod względem ilości materiałów Cthulhu Rising) w większości przypadków są to wspomniane przy recenzji Val-du-Loup monografie Chaosium. W przypadku Zewu Cthulhu posiadają one czarną okładkę i dzielą się (przynajmniej póki co) na osadzone w średniowieczu Order the St. Jerome Monographs oraz umiejscowione w innych epokach (głównie kanonicznych i w przyszłości) Miscatonic University Monographs.

Czytaj dalej