06
lip
09

Trailerek z zapytaniem

15 sigmarzeita 2518, Middenheim, sztab Zgrupowania Północnego SDIM

Od próby zamachu na księcia von Bildhofena minęło zaledwie pięć dni. Mimo to w pokoju narad znajdowali się niemal wszyscy agenci z komórki 001. Poskładani do kupy przez medyków oraz czarodziejów z miejscowej gildii. Nawet Kyllan, któremu zgruchotana goleń nie dawała się już we znaki. Szczerze mówiąc, gdyby elf miał alergię na magię, to kilka dni temu powinien umrzeć z powodu wstrząsu anafilaktycznego. Nafaszerowany czarami i eliksirami mógł się cieszyć, że najprawdopodobniej nie będzie kulał, ale czy w przyszłości nie odbije się to w jakiś sposób na nim? Póki co Maja wykrywała go jako lekko magiczną istotę, choć nie to ją w tej chwili zajmowało, a kanclerz Wilhelm von Waldstein, który przechadzał się w te i z powrotem, nawet nie starając się ukryć zdenerwowania.

Podobnie porucznik von Usingen. Siedząc sztywno, z niewielką skórzaną teczką na kolanach zauważył, iż graf Middenheim, młody Gustava von Riddenbaum-Todbringer wciąż okręca wokół palca wielki pierścień z łbem białego wilka, azaliż jego oblicze pozostawało spokojne, niczym wykute z kamienia. Pełen spokój zachowywał jedynie pułkownik Sigsauer, nowy szef Departamentu Operacyjnego i zarazem prawa ręka Waldsteina. W pomieszczeniu był ktoś jeszcze. Niemłody, wyglądający na ponad pięćdziesiąt lat mężczyzna odziany prosto, w czarne szaty znamionujące raczej mieszczanina niż szlachcica. I faktycznie rzut oka na dłonie wystarczy, by stwierdzić, że nie nosił sygnetu szlacheckiego.

Alfred von Haman siedzący nieco z tyłu przekrzywił lekko głowę i zmrużył oczy, starając sobie przypomnieć, skąd zna obcego. Nagle olśniło go, toż to Sekretarz Cesarski Wolfgang Plauen, twórca wywiadu Imperium! Jakaż to sprawa mogła sprowadzić tutaj samego doradcę Cesarza?

Konrad Teub nie znał Plauena, ale nie był idiotą. Skoro ten człowiek znajdował się tutaj, to musiał być kimś znacznym i nie był ważny jego strój czy brak sygnetu. Dlatego uczeń czarodzieja siedział cicho, spokojnie i w skupieniu, czekając na początek odprawy. Kanclerz von Waldstein zmierzył każdego z agentów uważnym spojrzeniem, zatrzymując się jakby na dłużej przy Jorgulu. Wreszcie leciutko skinął głową. Na ten gest widać czekał pułkownik Sigsauer, bowiem wstał i rozpoczął tyradę:

- Panie, Panowie …  – lekki ukłon w stronę Mai i Ah’quy mógł być w tym miejscu zbędną nonszalancją, ale pułkownikowi tylko przydało to autorytetu. – … to spotkanie wyjątkowe i wyjątkowo podkreślam, że żadne ze słów, które padnie w tym gabinecie nie może zeń wyjść. Raz jeszcze pragnę powinszować sukcesu w operacji skierowanej przeciw wrogim szpiegom. Kto wie, może daliście Imperium dodatkowych miesięcy? Kto wie, może przysłużycie się jeszcze bardziej naszej sprawie?

Pułkownik zawiesił głos, otaksował agentów, wreszcie sięgnął po jeden z rulonów papieru zaściełających wielki, dębowy stół i rozwinął go. Oczom zgromadzonych ukazał się wielki, dość skomplikowany plan budowli obronnej – zamku bądź fortecy. Napis szwabachą w lewym dolnym rogu głosił „Reikguard”:

Zamek Reikguard na horyzoncie

Zamek Reikguard na horyzoncie

- Zamek Reikguard, jedna z najpotężniejszych budowli obronnych dorzecza rzeki Reik. Nie bez kozery nosi swoją nazwę, blokując główny szlak rzeczny w środkowym biegu rzeki. Budowla wznosi się na wysokim klifie skalnym, górując blisko 300 metrów ponad otoczeniem. Prawdziwa straż Reiku. Podlega bezpośrednio Cesarzowi, a co za tym idzie ma doskonałą załogę, świetnie utrzymane umocnienia, ostatnio został otoczony od strony południowej, południowo-wschodniej i zachodniej łańcuchem rawelinów i bastei.  Wedle założeń sztuki fortyfikacyjnej ma przetrzymać półroczne oblężenie i być w stanie powstrzymać szturmy wrażej armii, chyba że ta osiągnie przynajmniej dziesięciokrotną przewagę w piechocie i artylerii. Obsadę w chwili obecnej stanowi kompania halabardników z Pułku Pieszego Gwardii, mieszana kompania muszkietersko-pikinierska z 1 Regimentu Pieszego z Altdorfu, kompania straży zamkowej, dwa kornety jazdy z 1 Pułku Kawalerii Lekkiej oraz 4 baterie artylerii, w tym dwie ciężkie. Daje to łącznie niemal czterystu żołnierzy, w tym połowa doświadczonych, świetnie wyszkolonych żołnierzy, posiadających doświadczenie bojowe. Oprócz tego w  promieniu 20 mil stacjonują dodatkowe dwa oddziały kawalerii i pułk pieszej Landwehry. Rzekę u podnóża zamku patrolują zazwyczaj trzy łodzie Straży Rzecznej, w tym jedna pełnomorska, z dziesiątką muszkieterów.

Maja wyraźnie ziewnęła, nużyły ją te szczegóły militarne. Dostrzegł to pułkownik, przerwał na chwilę i zawiesił wzrok na podkomendnej. Przez krótką chwilę milczał, wreszcie usiadł przy stole, odruchowo przygładził ręką plan zamku i rzekł:

- W tym zamku przebywał Wolfgang Holswig-Abenauer, następca tronu.

Kto nie znał historii Księcia Mutantów, który zabił ojca Heinricha X? W całym Starym Świecie opowiadano ją w różnych wersjach.

- W tym zamku przetrzymywany jest Kanclerz-Marszałek Marchii Ostermarkijskiej Klajan von Wolfenburg, skazany na śmierć za sprzeciwienie się rozkazom Cesarza. Wyrok będzie wykonany 25 sigmarzeita, w imię ugodowej polityki wobec Kislewu jeden ze zdolniejszych dowódców w Imperium położy głowę pod topór katowski.

Waldstein westchnął:

- Nie ukrywam, że to, o co chcę was prosić jest wyjątkowo niebezpieczne, że to sprzeciwienie się Cesarzowi, awantura mająca znamiona zdrady. Zapytam krótko, odbijecie z zamku Reikguard skazanego rozkazem cesarskim marszałka von Wolfenburga?

NO TO CZEKAM DZIELNI AGENCI NA ODPOWIEDŹ UDZIELONĄ WALDSTEINOWI I POZOSTAŁYM UCZESTNIKOM SPISKU.

01
lip
09

Na terytorium wroga – raport cz. 2

Gracze:
Madzia
– Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.
Jaro - Kyllan Thaured, elfi weteran.
Damian - Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu.
Kamil – Konrad Teub, uczeń czarodzieja i drugi syn jednego z najbogatszych patrycjuszów.

Maro (ponownie gościnnie)- Bulgo, niewyrośnięty, cuchnący, lecz cwany jak cholera snotling

Na sesji nie było Beaty oraz Grzesia (zapowiada się dłuższa nieobecność, toteż trza będzie wymyśleć coś dla obu postaci) oraz Pawła, który tego dnia miał popołudniówkę (jego postać została uNPeCowiona).

Rozpocząłem w momencie, gdy na trakcie stygły jeszcze trupy (koniecznie bluźniercze i ohydne) mutantów, a BG opatrywali rany. Problem był przede wszystkim z Jorgulem. Raniony krytycznie w rękę musiał otrzymać w ciągu doby pomoc medyczną, inaczej by sczezł.

Kyllan sprokurował kołyskę z derek i zawiesił pomiędzy dwoma końmi, umieszczono w niej Jorgula i powoli ruszono do pobliskiego Elsterweld. Do wioski, w której znajdował się klasztor Sigmara wraz z hospicjum dotarli w ciągu 2-3 h. W tym czasie uciekający szpiedzy mieli przewagę kilku godzin nad pościgiem.

Elsterweld, w którym spędzili kilka dni ostatniej zimy, przywitał ich brat Volkbert, który co prawda chłodno przyjął bohaterów, lecz ostatecznie pomógł Jorgulowi i pozostałym rannym. W tym czasie Konrad dowiedział się od miejscowych, że przez wioskę przejeżdżała trójka podejrzanych jeźdźców a kilka godzin wcześniej patrol Straży Dróg i Mostów.

Niestety za Elsterweld bohaterowie (spowalniani brakiem jednego konia) zgubili trop (a konkretnie Kyllan, kiepskie rzuty, oj kiepskie :) . Mimo to nadal podążali traktem a jakiś czas później spotkali się ze wspomnianym wyżej patrolem Straży. Dowódca patrolu, sierżant jaki i BG, dał się przekonać, że ich zadanie jest dużo ważniejsze (okazanie glejtów i listu od samego grafa) i oddał im jednego konia. Dzięki temu nasi dzielni agenci wyraźnie przyspieszyli. Po drodze Jorgul wypatrzył ukrytego w krzakach trupa końskiego. Słusznie założyli, ze uciekinierzy zajeździli jednego z posiadanych wierzchowców.

W połowie dnia dotarli do krawędzi lasu (co przywitali z ulgą, wciąż im doskwiera klątwa:)). Dalej roztaczały się middenlandzkie bagna. Rozległe mokradła z rzadka jeno uczęszczane i niemal niezamieszkałe. Obszar ten przecinał na pół Stary Leśny Trakt biegnący po wysokiej grobli. Wspaniałe miejsce na zasadzkę, toteż Maja zdecydowała się wypuścić przodem małego Bulga, który, śmigając po bagnach, będzie przepatrywać teren przed pozostałymi bohaterami.

bagna middenlandzkie1

Bagna middenlandzkie

Bulga wskoczył w trzęsawisko, a że lekki był to bez trudu wynajdywał odpowiednią dla siebie drogę. Wił, się kręcił, utytłany w błocku zwinnie i zręcznie sprawdzał obszar. Pozostali ruszyli ostrożnie z przygotowaną bronią po grobli.

I wtedy Bulgo odnalazł trop. Na bagnach. Dwa elfy i łącznik bretoński zeszli z traktu i ruszyli na bagna. Oba konie pozostawili w niewielkim zagajniku położonym na mokradłach jakieś 300 metrów od traktu i zagłębili się w nieprzyjazny teren.

Ot zagwozdka,  co dalej robić? Po krótkiej naradzie Maja zdecydowała, by ruszyć za nieprzyjacielem przez bagna. Tym razem to Kyllan miał sprawdzać teren (jako podobnej wagi co reszta bohaterów miał znajdywać drogę odpowiednią dla wszystkich a nie tylko dla leciutkiego snotlinga).

Haman i Jorgul mieli zostać w lesie przy trakcie (przed bagnami) wraz z końmi (w tym dwoma dobrej jakości wierzchowcami szpiegów bretońskich). Haman, bo w pełnej zbroi płytowej zakonu Białego Wilka raczej nie poruszałby się dobrze po bagnach (poza tym nie było gracza prowadzącego postać), Jorgul ze względu na wciąż niesprawną rękę i niską żywotność.

Jorgul oczywiście oponował. Ba! Chciał nawet iść powoli z końmi i Hamanem dalej traktem, ale pozostali go uciszyli i przekonali, by siedział w lesie.

Jorgul: Pójdę dalej groblą, będę zostawiał wam wyraźne ślady, byście mnie znaleźli!

Kyllan: Na przykład swojego trupa?

Jorgul: Nie, będę powoli szedł i co 10 metrów zostawię…

Maja [wchodząc mu w słowo]: … kupę?

Toteż za szpiegami przez bagna ruszyli Maja, Kyllan, Konrad oraz Bulgo. Po kilku godzinach czołganiny bagiennej (oddalili się kilkanaście kilometrów od traktu) znaleźli bazę operacyjną dywersantów bretońskich (położenie zgodne z raportem z przesłuchania szpiegów).  Zapadł wieczór, widoczność ograniczały podnoszące się mgły. BG widzieli tylko blask ogniska. Bulgo podkradł się bliżej (sesja Mara, szereg rzutów na skradanie, tropienie i strzelania w okolicy 05 czy 06 na K100) i poprzez pewien czas obserwował wrogów. nie umiejąc dobrze liczyć za każdego namierzonego wroga robił nacięcie na patyku (po powrocie Maja naliczyła 21 nacięć).

Na bazę składała się solidna ziemianka z zaopatrzeniem, mały szałas. Dywersanci wyglądali na sprawnych żołnierzy, nawykłych do życia w trudnych warunkach. Wśród nich dostrzegł snotling dwu elfów (jeden był właśnie opatrywany) i łącznika. Po około godzinie elfy pożegnały się z łącznikiem i ruszyły na południowy zachód (z powrotem w głąb imperium) a łącznik w obstawie około dwudziestu dywersantów na północny zachód w stronę lasu, gdzie przebywał Haman i Jorgul z końmi.

Bulgo powrócił z meldunkiem do Mai, a ta zdecydowała, by  wyprzedził łącznika z dywersantami i ostrzegł Jorgula z Hamanem. W tym momencie grupa się podzieliła.

Pościg za łącznikiem

W znanym i wygodnym dla siebie środowisku Bulgo wyprzedził dywersantów, znalazł ukryte konie Bretończyków (trzymali je w lesie z dla od swojej bazy, pod nadzorem dwóch swoich kompanów) i zdołał ostrzec swoich. Szczęśliwie Jorgul zabrał konie na północną stronę drogi.

Chwilę potem na trakt wylegli Bretończycy opatrzyli teren i chwilę potem łącznik wraz z pięcioosobową obstawą (kilku wybranych dywersantów) ruszył galopem po grobli w stronę granicy z Jałową Krainą. Pozostali żołnierze bretońscy zawrócili w kierunku swojej bazy.

Krótko za nimi ruszyli Bulgo, Haman oraz Jorgul. Niestety Damian musiał opuścić sesję (sprawy osobiste). Powstałą paradoksalna sytuacja. Z trzech postaci graczy dwie były enpecami, pozostał Maro kierujący Bulgiem, czyli nieznaczącym snotlingiem. Pozwoliłem mu dowodzić ekipą (jako gracz nie postać rzecz jasna), by nie utrudniać dodatkowo rozgrywki.

Trzyosobowa ekipa: pancerny rycerz Ulryka na swoim ogromnym rumaku, ranny Jorgul na zdobycznym koniu oraz Bulgo za plecami Hamana, ruszyli w pościg po grobli. Był świt.

1-2 godziny później Jorgul wypatrzył strzelca bretońskiego, chwilę później padł strzał. Oberwał Haman, ale został lekko raniony (do końca sesji jego rycerz dostał 6 postrzałów z muszkietów, dzięki niskim rzutom na obrażenia oraz wysokiej Wt przetrwał wszystko, drednot w tyłek trącany :) ). BG błyskawicznie zeskoczyli z koni, kolejni strzelcy (dwóch) wywaliło z muszkietów w konie, raniąc jednego poważnie.  Rozpoczął się strzelecki pojedynek. BG byli na wysokiej grobli doskonałym celem dla ukrytych po obu stronach  na mokradłach strzelców, toteż BG schowali się po stronie gdzie był tylko jeden strzelec. Bulgo zaczął z nim toczyć pojedynek strzelecki, Haman się przyczaił (bo do niego głównie strzelano) a Jorgul skrycie obserwował pozostałą dwójkę strzelców, którzy zaczęli się zbliżać do grobli.

bagna middenlandzkie4

Bagna middenlandzkie

Kiedy na nią weszli wychylił się Haman ze swoimi pistoletami. Bretończycy też strzelili, ranni po obu stronach, a potem krótka szarża na broń białą rycerza. Efekt: dwa trupy dywersantów. Tymczasem Bulgo zdołał spłoszyć Bretończyka ranił, go kilkukrotnie. Dywersant wreszcie nie wytrzymał i ciężko ranny zbiegł na bagna.

BG dosiedli koni i kontynuowali pościg. Późnym popołudniem kilkanaście kilometrów przed granicą BG napotkali silny kawaleryjski patrol z middenlandzkiego 7 Pułku Lansjerów Landwehry. Szybko uzyskali od nich informacje o posterunku middenlandzki blokującym granicę oraz o sytuacji nadgranicznej (liczne starcia ze zwiadowcami, przewaga wroga etc.)

Na kolejnym posterunku obsadzonym przez drugorzutową piechotę z 17 Regimentu Landwehry (kiepsko opancerzenie i niedoszkoleni pikinierzy) dowiedzieli się, że jeden z patroli dostrzegł jakichś tam zwiadowców wroga. Trójka bohaterów, nie tracąc czasu, weszła w las chcąc odnaleźć patrol landwehry. I znalazła cały martwy, a krótko potem zwiadowców middenlandzkich tzw. “Leśnych”, z którymi ruszyła tropem zabójców.

To wszystko działo się ledwie 2-3 km od granicy. Tam też wpadli w pułapkę dwóch pozostałych dywersantów z obstawy łącznika, którzy starali się opóźnić pościg. Kiedy Haman i Jorgul wraz ze zwiadowcami walczyli z dywersantami (skutecznie, raniąc ich w końcu mimo otrzymania drobnych ran), Bulgo przemknął przez granicę, gdzie  w dystansie może 100-200 metrów zobaczył łącznika.

Jałowa Kraina 3

Wrzosowiska Jałowej Krainy

Tu ciekawa sprawa. Mały snotling (z niezłymi faktycznie cechami jak na tego typu istotkę) a po drugiej stronie nieźle wyszkolony agent. W bezpośrednim starciu snot by poległ w pierwszej rundzie. Tutaj to snot miał łuk walący na 200 metrów, a agent tylko dwa pistolety. Kiedy był daleko, Bulgo do niego strzelał, kiedy próbował się zbliżyć snot uciekał (Sz 6 + “ucieczka”). Ostatecznie agent rzucił się zakosami, przebiegł przez rzadki młodniak i wypadł na wrzosowiska typowe dla Jałowej Krainy. Łagodne wzgórza, niska trawa, żadnych drzew. Idealne miejsce dla strzelca.

Ale być może i Bretończyk by uciekł, obóz jego wojsk był ledwie kilometr dalej, już było widać setki namiotów, a jeden z patroli lekkiej, bretońskiej kawalerii już jechał na odsiecz. Jednakże Haman wyłonił się z lasu, przywołał swojego rumaka i zaszarżował. Łącznik zginął a dodatkowo rycerz drugim ciosem zmasakrował trupowi twarz (decyzja Mai, dobre posunięcie).

Jałowa Kraina 1

Jałowa Kraina

Chwilę potem starł się patrolem bretońskim. Lekka kawaleria w kolczugach, z lekkimi tarczami i mieczami nie miała większych szans z rycerzem Ulryka okrytym pełną zbroją płytową. Po walce wszyscy wycofali się na włąsną stronę granicy, choć były propozycje by zostawić Hamana:

Maro: Zostawmy tam Hamana, on sam tę granicę przesunie

Pościg za elfami

Decyzja, by ścigać elfy była słuszna. Podobnie jak łącznik wiedzieli oni o wpadce “Morra” i mogli przekazać te informacje na zachód, a to nie mogło się wydarzyć.

Trzyosobowa ekipa: Maja, Kyllan i Konrad najszybciej jak mogli podążali tropem elfów. Ci jednak, doskonale wyszkoleni zwiadowcy, byli szybsi. Mało tego wzięli dwa konie od Bretończyków i po wyjściu z bagien przemknęli przez Kammendun w stronę traktu altdorfsko-middenheimskiego. Za nimi ubrudzeni, przemoczeni i wykończeni BG. W Kammendun zdobyli kiepskie konie, ale już w bogatym Pritztsock znanym z winorośli wymienili je na niezłe wierzchowce u miejscowego władyki. Do Delberz dotarli kilka godzin po elfach. Tam też powiadomili SDIM (linia semaforowa Middenheim-Altdorf) o nadjeżdżających elfach.

Nie bardzo wiedzieli, jaki jest cel tej nagłej zmiany kierunku przez elfy. Włączenie miejscowych strażników rzecznych zaowocowało informacją, iż elfy opuściły miasto na (zapewne dostarczonej przez agentów z miejscowej bazy operacyjnej) łodzi rzecznej “Łaska Taala” :) .

BG przekazali linią semaforową informacje o łodzi do Altdorfu i ruszyli za nią barką Straży Rzecznej. Po ponad dniu żeglugi dopłynęli niemal do Altdorfu, tam też dowiedzieli się od miejscowej Straży Rzecznej, iż namierzono łódź szpiegów. Choć zdobyto ją, to zabójcy wyskoczyli za burtę i skryli się w gęstym lesie na północnym brzegu Talabeku.

Nie znając celu elfów, bohaterom trudno było uznać, gdzie teraz się udadzą:

Kyllan: Pomyśl, co byśmy zrobili na ich miejscu?

Maja: Pokłócili się?

Maja raz jeszcze przeczytała raport z przesłuchania szpiegów i wynalazła, że w przypadku wybuchu wojny jednymz  celów ma być spalenie głównego spichlerza w Carroburgu, gdzie przechowywana jest żywność na wypadek oblężenia:

Maja [protekcjonalnie do Kyllana, nawiązując do wydarzeń w Bergsburgu]: Oni chcą spalić spichlerz, pokażą ci chłopaku jak to się robi!

Pierwszy plan BG zakładał, ze elfy nie ruszą przez las, bowiem ta droga zajęłaby im za wiele czasu. Raczej zdobędą jakąś łódź. Toteż zdobyli w Altdorfie 9kontakty w wywiadzie) cywilną, niewielką łódź rzeczną i próbowali zrobić z niej przynętę na Talabeku (za Altdorfem). Czy to pułapka była nieudana czy też z innych powodów, lecz minął dzień, a elfów ani widu ani słychu.

Po kolejnej zmianie planów BG popłynęli do Carroburga. W stolicy Middenlandu skorzystali z glejtów i listu, doprowadzając do spotkania z Wielkim Księciem Leopoldem von Bildhofenem, którego zamek położony był kilkaset metrów za miastem na wysokiej skale. Pięćdziesięcioletni elektor, słynący z zamiłowania do kochanek, balów, ale i wojaczki okazał się rzeczowym rozmówcą. Przedstawił im swoją trudną sytuację (w mieście miał tylko 200-300 żołnierzy, w większości krasnoludy z najemnego regimentu, poza tym liczne zamieszki i tumulty), ale i zaoferował przewodnika (tropiciela), który przeprowadziłby BG przez las w stronę granicy z Jałową Krainę. Zaoferował też łódź. Poinformował też, że elfy Talabekiem na zachód nie popłyną, bo od dwu miesięcy w stronę granicy pływa tylko Straż Rzeczna ( z powodu wojny celnej handel z Marienburgiem nie istnieje). Wiedząc od bohaterów, że celem elfów może być spichlerz przeniósł zapasy do kilkunastu różnych magazynów. Mało tego większość żołnierzy wystawił na bramach i murach, chcąc elfom uniemożliwić dostanie się do miasta.

Leopold von Bildhofen

Wielki Książę Middenlandu Lepold von Bildhofen

W tym samym czasie do BG dotarłą informacja od Strażników Rzecznych, ze kilometr lub dwa przez Carroburgiem znaleziono na brzegu spaloną łódź i czterech zamordowanych załogantów. Najprawdopodobniej elfy zajęły kupiecką łódź, sterroryzowały załogę, a po przybyciu do celu zlikwidowały świadków.

Zastanawiające było, że nie wpłynęli do miasta.

Tutaj BG zakałapućkali się solidnie. Kompletnie wyprani z pomysłów wypłynęli za Carroburg, gdzie próbowali wypatrzeć poszukiwanych, potem obserwowali spichlerz, wreszcie bliscy byli wyruszenia do lasu, by choćby przypadkiem znaleźć zabójców z wywiadu wroga.

Wreszcie przeszukali spaloną łódź, Kyllan znalazł ślady, które zaprowadziły go do miejsca, gdzie elfy spędziły cały dzień, jakby na coś czekały. Nie zamierzały się dostać do miasta ani zniknąć w lesie.

Dopiero tutaj olśniło graczy. Celem elfów był książę, dlatego nie chcieli dostać się do miasta. Zamek księcia był poza miastem, a że zapadł już zmierzch, to ruszyli w jego kierunku.

zamek Księcia2

Zamek Wielkiego Księcia

Co jak co, ale pojawił sięodpowiedni dramatyzm. BG wpadli na most biegnący nad suchą fosą, powiadomili szybko strzegących bramy krasnoludów, że elfy prawdopodobnie chcą zabić księcia. W zamku podniesiono alarm, na murach znaleziono dwu strażników z poderżniętymi gardłami. Kyllan i Maja, korzystając z umiejętności nabytych w wywiadzie (stadlauf) popędzili w stronę komnat księcia. Konrad nieco wolniej za nimi. Po drodze jeszcze rzucił czar “dźwięki”, imitując krzyk Księcia w zupełnie innym rejonie niż on przebywał, celem odciągnięcia uwagi zamachowców (zyskał rundę bądź dwie).

W zamkowym wielkim hallu całą trójka została ostrzelana przez jednego z elfów (snajper z łukiem elfickim), Maja została ranna, Kyllan wyskoczył przez okno i wspiął się po ścianie donżonu do okna komnaty księcia. W ostatniej chwili, bowiem elf właśnie uśmiercił strażnika i wpadł do komnaty. Doszło do pojedynku pomiędzy elfim szermierzem z wywiadu marienburskiego a Kyllanem. Choć ten pierwszy był dużo lepszy, Kyllanowi początkowo dopisywało szczęście. Jednym ciosem, nie bawiąc się jak elf w żadne manewry szermiercze, sprowadził go do 1 Żw. A potem Jarkowi kości odmówiły posłuszeństwa. Po dwu-trzech rundach został krytycznie ranny (strzaskana goleń), z podłogi jeszcze ranił elfa (krytyk, powalenie na ziemi).

W tej samej chwili do komnaty wpadła Maja z Konradem (wcześniej , po różnych perypetiach poradzili sobie ze strzelcem w hallu) i wspólnie zasiekano elfa.

Książę był uratowany.

przebieg przygody

Trasa BG podczas przygody - Tour de Middenland

Uwagi:

1. Przygoda prosta jak budowa cepa. Chciałem dać odpocząć od tych zawikłanych intryg (jak w Bergsburgu). Scenariusz zapisany na 4-5 stronach A4, oparty na scenach (szybkie przejścia pomiędzy scenami, nie skupiałem się na podróży, przyspieszałem na czas, stawiałem na akcję).

2. Wydaje się, że dość dynamicznie wyszło (mimo tego spowolnienia w Carroburgu).

3. BG świetnie współpracowali, podzieleni na małe, trzyosobowe grupy nie kłócili się, nie mieli zresztą na to czasu, musieli działać.

4. Haman w pełnej zbroi płytowej to potęga.

5. Bulgo dobrze wykorzystany przez gracza jest zajebistym zwiadowcą i nienajgorszym strzelcem. Może trzymać się na dystans i być zagrożeniem dla nawet silnego wroga.

6. Nie ma sensu wystawiać BG ogromnych band mutantów. Lepiej stworzyć fajterów na wzór elfów z tej przygody i umiejętnie wykorzystywać ich możliwości. BG od razu przestają iść na żywioł i zaczynają planować.

7. Czekam na uwagi pozostałych. Wkrótce wrzucę konkretną (wybiegającą kilkanaście dni w przyszłość) zapowiedź kolejnej przygody. Tym razem będziecie mieli wpływ na to, jaka przygoda będzie następna.

30
cze
09

Pościg za wrogiem – trailer sesji

Ostatnie rozkazy ze sztabu bretońskiego były jasne. Czekać. Nagły brak kontaktu z „Morrem” był zastanawiający, lecz nie należało od razu wieszczyć katastrofy. Może po prostu musiał zawiesić na jakiś czas kontakty ze swoimi łącznikami? W takim razie za kilka, może kilkanaście dni wznowi swoją działalność. Natomiast gdyby wpadł w łapy cesarskich? Cała siatka wywiadowcza prawdopodobnie byłaby stracona. Dywersanci wyłapani a plan sparaliżowania Imperium w pierwszych dniach wojny spaliłby na panewce. Wedle generała de Poitiers wraz z informacją, że agent wpadł należało rozpocząć operację wyzwalania północno-zachodniego Imperium. Zdezorganizować działania armii cesarskiej szybkimi uderzeniami kawaleryjskimi wzdłuż traktów i błyskawicznie zająć Carroburg oraz Middenheim, następnie przegrupować siły i wraz z armią, która przebije się przez przełęcz helmgarcką, wziąć w kleszcze wojska Cesarza w Reiklandzie. Ale do takiej decyzji potrzebował pozwolenia od samego Króla, więc czekał.

***

Sytuacja na szachownicy komplikowała się, setki pionów i figur, pozorne i oficjalne posunięcia, gambity czy wreszcie zwykłe triki i oszustwa. Ci którzy wydawali się pionami, mogli stać się jutro najmocniejszymi figurami. A to wszystko w zależności od sytuacji geopolitycznej. W tej chwili na szachownicy do starcia szykowało się kilka potęg. Pięć, może sześć. Każda z nich miała swoje cele i starała się przejrzeć plany przeciwnika. Bałagan trudny do ogarnięcia. Dla człowieka.

***

Wszystko wskazywało na to, że ich prześladowcy z jakiegoś powodu stracili trop. Mogli w spokoju zwolnić, wyleczyć rany, odpocząć. Tak by zrobił amator, lecz oni byli profesjonalistami. Przed nimi był jeszcze szmat drogi i zadanie do wykonania. Bez słowa sprawdzili ekwipunek, broń. Szybko zmienili opatrunek rannemu i ponownie dosiedli zmęczonych koni. Jeszcze dzień lub dwa wytrzymają, potem trzeba będzie skorzystać z zapasów przygotowanych przez kompanów kryjących się po lasach. Byle dalej na zachód… bądź na południe.

25
cze
09

Na terytorium wroga – raport cz. 1

Gracze:
Madzia
– Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.
Jaro - Kyllan Thaured, elfi weteran.
Pablo - Alfred von Haman, rycerz Białego Wilka.
Damian - Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu.
Kamil – Konrad Teub, uczeń czarodzieja i drugi syn jednego z najbogatszych patrycjuszów.

Maro (ponownie gościnnie)- Bulgo, niewyrośnięty, cuchnący, lecz cwany jak cholera snotling (to tak naprawdę stara postać, NPC, który przed kilku laty został przyhołubiony przez graczy jako maskotka, a  z czasem wyewoluował jako pełnowymiarowa postać najczęściej kreowana przeze mnie. Ostatnimi czasy trochę odsuwałem snota od ekipy, bo trudno mi było skupić się na nim i fabule przygody. Tym razem powrócił do akcji.

Następiły pewne zmiany w stopniach. Po raporcie Usingena z Bergsburga, sam Usingen, Kyllan oraz Haman zostali zdegradowani o jeden stopień, a Konrad awansowany, co znaczy, że w ekipie jest porucznik, czterech sierżantów i dwóch kapralów.

Niestety nie było Beci i Grzesia, którym raz jeszcze gratulujemy Kurzątka :) .

Sesję rozpocząłem od przekzania raportu z przesłuchania szpiegów. Gracze wczytali się, zapoznali, podjęli decyzje. Wedle nich był dwa rozsądne tropy, które mogły pomóc w przechwyceniu łączników “Morra”, czyli kreta, którym okazał się być pułkownik Anselm von Tettau, dowódca Departamentu Operacyjnego Zgrupowania Północnego SDIM:

1. Zgarnąć rozpoznanych i wymienionych z nazwiska agentów bretońskich rezydujących w Middenheim (ok. 7 nazwisk).

2. Przyczaić się w hotelu “Bakałarz”, gdzie łącznik został zakodowane rozkazy dla “Morra”.

Choć początkowo przeważała opcja 1, to ostatecznie BG zdecydowali się bliżej zainteresować się “Bakałarzem”. Konrad wraz z Mają zdecydowali się wynająć pokój w pobliżu 14stki, w której łacznik umieszczał rozkazy dla “Morra”. Bulgo miał obstawiać front hotelu, maskując się w rynsztoku (taaa, snotlingi to lubią :) ). Kyllan przyczaił się między budynkami koszarowymi i magazynami, obserwując hotel. Haman w pełnej rycerskiej zbroi Zakonu Białęg Wilka zaczął objeżdżać dzielnicę Freiburg główną drogą. Wbrew pozorom pomysł niegłupi. Ze względu na bliskość świątyń Sigmara i Ulryka oraz głównego kompleksu wojskowego (Plac Broni), rycerz zakonny nie rzucał się zanadto w oczy. Ot, wzmocnienie codziennych wojskowych patroli w niespokojnych czasach.

Jorgul wpierw udał się swoich młodocianych znajomych z gangu Śmieciarzy i wyprosił u Dietera, szefa gangu obstawienie obserwatorami zachodniej i południowej ściany. Niegłupi pomysł. Potem przybył pod “Bakałarza” i zaczął obserwować początkowo teren z najwyższego piętra jednego z budynków wojskowych położonych przy Placu Broni.

obstawa Bakałarza

Ze względu na brak Usingena rolę dowódcy (choć pewnie zaprzeczy :) ) przejęła Maja.

Początkowo nic się nie działo. Konrad wynajął pokój 12 (naprzeciw obserwowanego nr 14) i wraz z Mają jako damą do toarzystwa zadekował się w środku. Do wieczora obserwacje nic nie dały. Ok. 21.00 równocześnie Bulgo dostrzegł osobnika, który przemknął na tyły “Bakałarza”. Snotling udał się za nim i zobaczył jak ów wspina się po tylnej ścianie hotelu i włazi przez okno do pokoju nr 14. Bulgo czym prędzej podążył za szpiegiem, wgramolił się na piętro, ale potem po gzymsie przemknął do okna pokoju, w którym przebywała Maja oraz Konrad i powiadomił ich o nieproszonym gościu.

Tymczasem ze swojego stanowiska Jorgul dostrzegł wysoką, szczupłą postać, która skryła się w cieniu pobliskiej świątyni Sigmara i ewidentnie zaczęła obserwować wejście do “Bakałarza”. BG zszedł i pobiegł w kierunku hotelu,przyczaił się przy świątyni Sigmara i zaczął przyglądać się intruzowi. Widać mało ostrożnie, skoro ten zbliżył się do Jorgula i od niechcenia, szybkim, nieuchwytnym ruchem smagnął go po twarzy ostrzem sztyletu. BG z trudem uniknął ciosu i rzucił się w pościg za uciekającym przeciwnikiem, w którym rozpoznał elfa. Jednego z dwóch agentów marienburskich Stąpających we Mgle, z którymi BG spotkali się w dwu dawniej rozegranych przygodach.

Daleko nie pobiegł. Uciekinier miał obstawę, zapewne drugiego elfa, bowiem Jorgul usłyszał tylko świst strzały, która przebiła mu kolano i powaliła nieprzytomnego z bólu na ziemię.

Natomiast w “Bakałarzu” Maja wyszła na zewnątrz wraz z Bulgiem, a Konrad obserwował drzwi do pokoju nr 14. Kiedy szpieg (zapewne łącznik “Morra”) opuścił czternastkę i normalnie, schodami zszedł na dół BG udał się za nim. Szpieg następnie opuścił “Bakałarza”, Konrad pozostał w hotelu. Nie znaczyło to jednak, ze nikt nie śledził łącznika. Duet Maja i Bulgo ruszyli za przeciwnikiem, który profilaktycznie dość długo kluczył po mieście, by wreszcie wejść do jednej z kamienic w dzielnicy handlowej Kaufseit.

A pozostali wdali się w bolesną zabawę w kotka i myszkę z dwoma elfimi zabójcami. Kyllan znalazł rannego i wciąż nieprzytomnego Jorgula otoczonego przez grupkę ludzi, w tym kilku strażników miejskich. Sam nie podążał dalej ulicą, obawiając się, że elf z łukiem obserwuje teren. Nic dziwnego, pamiętał swoje perypetie z dwoma elfami w Altdorfie, gdzie mało nie zginął od ich strzał. Tym razem to nie on miał być ofiarą, lecz Haman wciąż patrolujący konno główne ulice obiegające “Bakałarza”. Celna strzała w kark wpakowana przez elfa prosto pomiędzy naplecznik a hełm z przyłbicę i to przynajmniej z 200 kroków! Efekt: Haman zmieciony z siodła końskiego na ziemię, poważnie ranny i oczywiście wściekły. Po wywołaniu odpowiedniego zamieszania i zranieniu dwóch BG elfy wycofały się do kamienicy, gdzie  wcześniej wszedł łącznik.

Skąd to BG wiedzieli? Bo tam elfich zabójców zobaczyli Maja i Bulgo. Próba podejścia przez wspinającą się po kamienicy Maję łącznika skończyła się pojedynkiem strzeleckim Bulga z elfami. W jego wyniku Maja oberwała strzałą, ale elf dwoma od Bulga, niestety z dość niskimi rzutami na obrażenia. Ciąg dalszy pojedynku już nie był tak miły dla snotlinga, bowiem zabójca rzucił w  niego paskudnym elfickim nożem do rzucania (swobodna wariacja na temat afrykańskiej broni rzucanej) i nasz biedny snotling utracił Punkt Przeznaczenia.

Po tej zadymie wrogowie zrozumieli, że są spaleni w mieście i zdecydowali się ewakuować. Zgodnie z rozkazami od Waldsteina BG nie mogli na to pozwolić. Łacznik, który dotrze do swoich z informacją, ze ich siatka jest spalona, może doprowadzić do przyspieszenia inwazji przez Bretonię.

W tym samym czasie Haman skorzystał z medycznej pomocy w swojej świątyni, Kyllan zaczął poszukiwać Mai i Kyllana, a Jorgul ponownie udał się do Dietera, chcąc by ten obstawił jeszcze wschodnią bramę.

Ostatecznie to Bulgo pierwszy sprawdził bramę zachodnią, przy której zobaczył ciała dwóch strażników. Tędy zapewne uciekli szpiedzy. Wkrótce zebrała się tam całą grupa BG, a Jorgul dowiedział się od obserwatorów z gangu “Śmieciarzy”, że niedawno przez bramę wyjechały trzy osoby. Maja zorganizowała konie w SDIM i BG ruszyli w pościg.

Tutaj dała o sobie znać klątwa Taala. Jeden nieudany test tropienia sprawił, że BG stracili trochę czasu, sprawdzając dwa tropy: na głownym trakcie oraz doiść podobny na jednej z bocznych ścieżek. Mało tego Jorgul i Konrad nie zamierzali czekać na Kyllana, który sprawdzał drugi trop i pognali dalej traktem.

Skutkiem tego chwilę później wpadli w pułapkę (a chyba trzy razy mówiłem Damianowi, że jego postać swoim “szóstym zmysłem” czuje wielkie niebezpieczeństwo). Z lasy wyleciały strzały (cztery, czyli nie mieli do czynienia ze ściganą przez siebie trójką szpiegów!) i koń Jorgula skonał. Konrad zawrócił i pogalopował po swoich, ale Jorgul niestety zdecydował się walczyć nie uciekać. Na oślep oddał strzał z arabaletu w gęstwinę leśną i dostał kontrę od łuczników. Tutaj faktycznie miałem piękne rzuty. BG oberwał dwukrotnie, w tym raz z przerzutką. Wylądował gdzieś na -3, oberwał krytyka (bezwładna ręka, uszkodzony staw barkowy), lecz to nie był koniec jego kłopotów. Skrył się w lesie, ale wróg nie zamierzał mu odpuścić. Chwilę później zobacyzł, że ma do czynienia z kilkunastoma mutantami w tym kilkoma z naprawdę ciekawymi możliwościami (teleportacja, telekineza, kilka upgrade’ów fizycznych). Kolejny nieudany test ukrywania się (ach ta klątwa :) ) sprawił, że wróg zaczął zacieśniać wokół niego obławę. Skończyło się na krókim pojedynku z jednym z mutantów, w którym udało mu się ranić Chaosytę i spieprzyć w kierunku swoim.

Ostatnią sceną tej sesji było starcie ekipy BG (poza ciężko rannym Jorgulem) z grupą szesnastu mutantów. Przeciwnik liczny, z ciekawymi modyfikacjami, lecz niskimi cechami. Toteż choć Maja zostałą ciężko ranna (0 Żw) kwasem przez przywódcę bandy, to ostatecznie wszyscy przeciwncy polegli, a BG mogli się radować prześwietnym zwycięstwem.

Na tym skończyliśmy. BG są przez wioską Esterweld (znaną im z innej przygody, w której rozwiązywali tajemnice zaginięć pensjonariuszy hospicjum Sigmara). Brakuje im jednego konia, ich jedyny medyk (Jorgul) ma niesprawną rękę , więc nie może ich opatrywać. Mało tego ta sama postać jest po trafieniu krytycznym i jeśli w ciągu doby nie otrzyma pomocy medycznej, umrze.

Uwagi:

1. Madzi nawet fajnie szło przewodzenie bandzie :) .  Jorgula nie poskromiłą, ale jego to nawet NKWD nie przymusiłaby do słuchania rozkazów. :P

2. Obserwacja i obstawienie “Bakałarza” bardzo fajnie wyszło. Było wspólne planowanie i w miarę współpraca (choć pod koniec BG dali się rozdzielić).

3. Starcie z mutantami też dobrze zrobione (choć niepotrzebnie ostrzegłemPabla, kiedy ten chciał Hamanem zaszarżować. Trza mu było pozwolić, a potem wykorzystać rozerwanie szyku BG przeciw nim :) )

4. Na tej sesji to Jorgul gilgał kostuchę. Znów. Hmm Damian chcesz zmienić postać? :) W ciągu ostatnich 4 przygód straciłeś 3 punkty przeznaczenia i oberwałeś krytyka :) .

5. Banda mutantów, która akurat podczas pościgu za szpiegami wroga próbuje zatrzymać BG? Za duży zbieg okoliczności.

A na koniec zdjęcie witryny jednego z kiosków, jakie wykonał Jaro. Twarde prawa ekonomii widzą prawdziwą wartość elfów :) .

przecena elfów

22
cze
09

Raport z przesłuchania szpiegów – pomoc do sesji

Jak mówiłem wrzucam treść raportu z przesłuchania szpiegów. Informacji dużo, ale dla Was nie wszystkie są przydatne. Za to moga uporządkować w miarę to, co się dzieje obecnie w Imperium.

Do pobrania tutaj.

Czekam na ewentualne uwagi. Wiem, że późno wrzucam, ale wakacje zaczynam jednak dopiero od środy, a póki co czasu miałem jak na lekarstwo.

A w ramach rekreacji fota przesłana przez Kamila wraz z komentarzem: “Kapitan i drużyna” :)

macho




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

lipiec 2009
P W Ś C P S N
« cze    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Kategorie